baner

artykuł z: Inne tematy

Niedziela "Dniem Pańskim" chrześcijan

Polemika z nauką adwentystów i innych sabatarian

 

 

SPIS TREŚCI

 

Od autora.

Wstęp.

Niedziela.

1) 1 Kor 16:2.

2) Dz 20:7.

3) Ap 1:10.

4) Inne teksty biblijne o niedzieli.

5) „Didache”.

6) Ignacy Antiocheński.

7) „List Barnaby”.

8) Justyn Męczennik.

9) Inne teksty wczesnochrześcijańskie o niedzieli.

10) Czy niedzielę rozpoczęto obchodzić w Jerozolimie?

11) Rzym, a niedziela.

12) Antyjudaizm II wieku przyczyną wprowadzenia niedzieli?

13) Kult Mitry według pism wczesnochrześcijańskich.

14) Słońce i jego kult, a chrześcijanie.

15) Chrystus prawdziwym Słońcem.

16) Dzień Słońca, a niedziela.

17) Modlitwa w kierunku wschodnim.

18) Zmartwychwstanie Chrystusa, a niedziela.

19) Odpoczynek niedzielny.

20) Sobór Nicejski o niedzieli.

21) Konstantyn i niedziela.

22) Czy data święta Narodzin Niezwyciężonego Słońca wpłynęła na termin obchodzenia Bożego Narodzenia?

Zakończenie.

Dodatek.

Uwagi.

 

 

 

OD AUTORA

 

Opracowanie to, w odróżnieniu od podobnego mego artykułu o szabacie (powstałego w 1989 r.), jest napisane obecnie, choć wiele jego myśli pokrywa się z wnioskami z rozdziału ‘Niedziela’ z mej książki pt. „W obronie wiary” (opublikowana na www.trinitarians.info). Jednak z racji tej, że rozdział ten jest polemiką ze Świadkami Jehowy potrzebne było przebudowanie i rozszerzenie argumentacji. Chociaż w wielu kwestiach zarzuty Świadków Jehowy pokrywają się z sabatariańskimi (np. o pogańskim pochodzeniu chrześcijańskiej niedzieli), to jednak problem szabatu w zasadniczy sposób różni oba ruchy. Narzucanie przez adwentystów soboty, jako dnia kultu i związana z tym argumentacja skłania też do polemiki od innej strony. Wielokrotnie w opracowaniu tym przywoływany będzie też uczony adwentystów S. Bacchiocchi, który swoją pracę doktorską napisał na katolickiej uczelni w Rzymie (!). Owocem jej jest jego książka pt. „Od soboty do niedzieli”, z której niejednokrotnie będziemy korzystać i wykazywać autorowi jednostronność, tendencyjność i pewne ‘skrzywienia’ w argumentacji. Choć dzieło to jest rzeczywiście poważnym i rozbudowanym opracowaniem, to jednak popatrzmy co sądzi o nim dominikanin J. Salij, który pisze: „Książkę wreszcie przeczytałem, a nawet przestudiowałem, bo sprawdzałem częstokroć omawiane przez autora teksty w samych źródłach. Owszem, autor pisał ją z wstępnym przeświadczeniem, jakie wynika z jego adwentyzmu, że w Nowym Testamencie nie ma żadnych przesłanek do odejścia od święcenia szabatu, i to przeświadczenie prowadzi go niekiedy do znamiennych przemilczeń i błędnych interpretacji. Ale z satysfakcją muszę stwierdzić, że jest to praca autentycznie naukowa. Bo jak wiadomo, naukowość w humanistyce niekoniecznie polega na tym, że wywody autora przymuszają do przyjęcia sformułowanych przez niego wniosków. W humanistyce wysoko ceni się również prace zawierające wnioski kontrowersyjne czy wręcz błędne, jeśli na przykład autor wysuwa w nich jakieś nowe hipotezy albo dostarcza bardziej rzetelnego uzasadnienia dla hipotez już sformułowanych, albo analizuje istotne dla danego tematu teksty z jakiejś nowej perspektywy. Bo nawet jeśli ogół uczonych w końcu odrzuci daną hipotezę, to jednak sam fakt jej sformułowania lub lepszego uzasadnienia ma wielką wartość naukową. W trakcie dyskusji można bowiem dostrzec jakieś nowe aspekty badanego problemu, pogłębić niektóre argumenty albo stwierdzić słabość innych, które dotychczas może wysoko się ceniło. Przypomina mi się na przykład rozprawa doktorska pewnego biblisty, zresztą katolickiego, jakoby opis stworzenia Ewy z żebra Adama związany był z symboliką księżyca. Hipoteza to bardzo mało prawdopodobna, a jednak naukowo praca ta była bardzo cenna. Stąd nic dziwnego, że w naukach humanistycznych zdarza się wręcz często, że promotor zupełnie nie zgadza się z tezą swojego doktoranta, a jednak rozprawę nie tylko dopuszcza do obrony, ale bardzo wysoko ją ceni” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 228).

Zaznaczam też, że określenie „adwentyści”, występujące w opracowaniu, dotyczy członków „Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego”, choć może też oznaczać czasem innych adwentystów i sabatarian, czasem wywodzących się od nich i święcących również sobotę.

 

 

WSTĘP

 

Adwentyści i inni sabatarianie nie tylko zachowują szabat i uzasadniają dlaczego to czynią, oraz bronią go przed tymi, którzy atakują ich wierzenie (np. Świadkowie Jehowy). Przede wszystkim prawie we wszystkich swych publikacjach, które zajmują się problematyką soboty, kierują frontalny atak na niedzielę jako Dzień Pański, obchodzony przez katolików, protestantów i prawosławnych. Mało tego, niedziela dla adwentystów jest pogańskim Dniem Słońca, a nie dniem w którym Chrystus zmartwychwstał. To, według nauki prorokini adwentystycznej E. White (zm. 1915), „znamię Bestii” z Ap 13:16-17, którą jest nasz Kościół (Bestią-zwierzęciem jest dla niej papiestwo). Oto czego uczy ona o niedzieli: „Czym więc jest zmiana soboty, jak nie znakiem autorytetu Kościoła rzymskiego - ‘znamieniem zwierzęcia’? (...) Nakaz święcenie niedzieli, który zostanie wydany przez kościoły protestanckie, będzie równał się nakazowi oddania pokłonu papiestwu - zwierzęciu” („Wielki bój” ed. 1983, s. 346).

Pogląd ten, jak można zauważyć, podtrzymywany jest u adwentystów do dziś (patrz np. „Apokalipsa” A. Godek, W-wa 1988, s. 249-253).

Adwentyści i inni sabatarianie nie okazują żadnego szacunku niedzieli. O ile my sobotę uważamy za „dzień biblijny”, w którym Chrystus chodził do synagogi, to oni niedzielę, także „dzień biblijny”, w którym Jezus zmartwychwstał, ukazywał się, zesłał Ducha Św. i na ‘początku’ zaczął z Ojcem stwarzać świat, nazywają, jak widzimy, „pogańskim dniem” czy „znamieniem Bestii”.

Analogicznie jak oni pogardliwie nazywają niedzielę „pogańskim dniem Słońca”, my byśmy mogli sobotę określać „pogańskim dniem Saturna”. Tylko czemu to miałoby służyć?

Przecież sabatarianie mogliby, wzorem pierwszych chrześcijan z Żydów, zachowywać (jeśli tego aż tak pragną) szabat i równocześnie próbować obchodzić niedzielę. Nasz Kościół przynajmniej częściowo ukazuje szacunek dla soboty, bo tak jak i w każdy dzień, tak i w piątek wieczorem i w sobotę odbywają się w kościołach Msze Św. i różne nabożeństwa.

W opracowaniu tym, dotyczącym niedzieli, pominiemy w większości argumentację przeciw obchodzeniu soboty, odsyłając zainteresowanych do artykułu pt. „Czy ‘Dniem Pańskim’ chrześcijan powinien być szabat? Polemika z nauką adwentystów i innych sabatarian” (opublikowany na www.trinitarians.info). Jednak tam, gdzie problem niedzieli i szabatu będzie wyraźnie stykał się, ponownie podejmiemy polemikę z argumentacją dotyczącą obchodzenia soboty.

Jak wspomniano powyżej (‘Od autora’) będziemy w tym opracowaniu przywoływać wielokrotnie uczonego adwentystów S. Bacchiocchiego i jego dość kontrowersyjne dzieło pt. „Od soboty do niedzieli” (niektórzy sabatarianie sądzą, że z ich punktu widzenia też jest ono miejscami kontrowersyjne). Aby było jasne o co chodzi przytaczamy słowa katolickiego znawcy problematyki soboty i niedzieli, który na temat Bacchiocchiego pisze: „wychodząc z samych tekstów biblijnych i opierając się na źródłach patrystycznych i literaturze chrześcijańskiej, dochodził do wniosków zupełnie odmiennych, a nawet przeciwnych od Rordorfa (a także Mosny i innych)” („Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” E. Bianchi, Poznań 1998, s. 125).

Niektóre jego „odmienne” wnioski, często kontrowersyjne, niestety stały się czasem także „odmienne” od poglądów ogółu sabatarian (także adwentystów) i na to pragnę byśmy zwrócili uwagę (np. utożsamianie ‘Dnia Pańskiego’ z Ap 1:10 z dniem eschatologicznym). Bacchiocchi czasem atakując nas, ‘atakuje’ też sabatarianizm. Przykładowo na ogół adwentyści sądzą, że niedziela został wprowadzona w IV wieku, natomiast uczony adwentystyczny stwierdza, że „święcenie niedzieli zapoczątkowane zostało na początku drugiego wieku po Chr.” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 261). Mało tego, potrafił też stwierdzić, że nie tylko „zapoczątkowano” wtedy święcenie niedzieli, ale nawet, że „święcenie niedzieli upowszechniło się najpierw w Rzymie, na początku drugiego wieku” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 260).

 

 

NIEDZIELA

 

Aby zobaczyć jak dla wielu chrześcijan sprawa niedzieli jest ważnym zagadnieniem, wczytajmy się w słowa listu skierowanego do dominikanina J. Salija. Oto jego treść:

„Brak mi słów oburzenia na Księży Jezuitów z Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie, którzy pozwolili adwentyście nazwiskiem Samuel Bacchiocchi napisać na tej papieskiej uczelni pracę doktorską, w której twierdzi on, że apostołowie nie znali święcenia niedzieli i że wszyscy chrześcijanie powinni wrócić do święcenia szabatu. Ja jestem inżynierem i nie umiem ocenić naukowej wartości tej książki. Ale podziwiam naiwność Jezuitów, którzy nie potrafili przewidzieć, że adwentyści będą latać z tą książką i triumfalnie pokazywać, że sami Jezuici z najlepszej papieskiej uczelni uznali ich wiarę i że wszystko idzie ku temu, że również Kościół katolicki uzna ich szabat. Nie wiem, czy to prawda, ale adwentysta, który aż dusząc się od triumfu, pokazał mi w pociągu tę książkę, mówił, że Bacchiocchi otrzymał złoty medal zasługi od samego papieża Pawła VI. Doprawdy nie wiem, co to wszystko ma znaczyć” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 226).

Oto zaś kilka zdań z odpowiedzi udzielonej zbulwersowanemu katolikowi przez znanego dogmatyka J. Salija OP:

„List Pana ogromnie mnie zaintrygował, bo nie znałem tej książki. W pierwszym odruchu nie chciało mi się temu wierzyć, gdyż w pismach polskich adwentystów natrafiam dość często na dowody ciemnej nienawiści do Kościoła katolickiego [tu J. Salij podaje kilka cytatów z publikacji adwentysty S. Dąbrowskiego]. Również dzisiaj papież bywa przez nich utożsamiany z apokaliptyczną bestią i antychrystem [tu J. Salij podaje kolejną publikację adwentystyczną]. Toteż czytając ów list, pomyślałem sobie: Chyba to jakieś nieporozumienie, ale jeśli to prawda, to książka ta zapowiada sympatyczny przełom w stosunku adwentystów do Kościoła katolickiego. Bo jeśli się z uznaniem podkreśla czynną obecność swojego wyznawcy na papieskiej uczelni, to zapewne uczelni tej nie uważa się już za siedlisko Beliala. Jeśli zaszczytem jest odznaczenie medalem przez papieża, to trudno jednocześnie widzieć w papieżu antychrysta. Jeśli to prawda - pomyślałem sobie - to książka ta musi mieć autentycznie walory naukowe. Zatem nawet jeśli zawarte w niej tezy są kontrowersyjne, przyczyni się ona do skorygowania historycznych dezinformacji na temat początków święcenia niedzieli, jakie do dziś są przekazywane w katechezie polskich adwentystów. Oto na przykład w napisanej na sposób katechizmu broszurze, która została wydana w stutysięcznym nakładzie, można znaleźć takie między innymi brednie (bo trudno to nazwać inaczej), że edykt Konstantyna Wielkiego z roku 321 ‘był to jeden z najważniejszych kroków, które doprowadziły do zmiany soboty’, oraz że na soborze w Laodycei w roku 364 ‘świętowanie soboty zostało zakazane, a następnie [podkr. moje tzn. J. Salija] niedziela uznana jako dzień święty’ [przypis: ‘Biblia mówi’ R. Dąbrowski, ‘Znaki Czasu’, W-wa 1984, s. 72]. Pomyślałem sobie: Jeśli książka Bacchiocchiego jest rzeczywiście poważną pracą naukową, to wreszcie adwentyści nauczą się bronić swojej nauki o święceniu soboty z większym poszanowaniem faktów i tekstów historycznych. A w takim razie Ojcom Jezuitom raczej bym pogratulował, że się trochę do tego przyczynili” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991 s. 226-8).

 

Po przestudiowaniu dzieła S. Bacchiocchiego należy mu podziękować przynajmniej za podjętą próbę ‘odkłamywania’ adwentystycznej historii początków niedzieli. Niech choć jego dwa poniższe zdania, które częściowo tę historię prostują, grzmią w uszach każdego sabatarianina:

„święcenie niedzieli upowszechniło się najpierw w Rzymie, na początku drugiego wieku, a nie w Jerozolimie, w czasach apostolskich” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 260).

„święcenie niedzieli zapoczątkowane zostało na początku drugiego wieku po Chr.” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 261).

Poniżej spróbujemy wykazać jednak, że początków niedzieli należy szukać w I wieku, i nie w Rzymie, ale w Jerozolimie, oraz bez wpływu kultu Mitry i antyjudaizmu II wieku, a za sprawą zmartwychwstania Chrystusa.

 

 

1 Kor 16:2

 

1) J. Salij OP o poglądach adwentystów na temat niedzieli w Nowym Testamencie napisał:

„Dogmat ten domaga się jednak, aby w Nowym Testamencie nie było ani jednej wzmianki o początkach święcenia niedzieli. Otóż na nieszczęście dla adwentystów mamy w Nowym Testamencie aż trzy świadectwa [1Kor 16:2, Dz 20:7, Ap 1:10], które najprawdopodobniej dotyczą właśnie święcenia niedzieli. Stosunkowo mało przekonujące jest świadectwo 1 Kor 16,2, choć wyraźnie mówi się tam o ‘pierwszym dni tygodnia’ czyli o niedzieli” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 231).

Dominikanin wspomniał też o uczonym adwentystów Bacchiocchim, którego będziemy tu często przytaczali:

„Inna jest sytuacja adwentysty, kiedy bada początki święcenia niedzieli. Jeśli chce pozostać na gruncie adwentyzmu, musi on wykazać, że w Nowym Testamencie nie ma nawet śladu początków święcenia niedzieli. Musi on ponadto wykazać, że nauka Pana Jezusa w żaden sposób nie upoważnia do porzucenia święcenia szabatu. Adwentyzm bowiem stoi na gruncie dogmatu, że chrześcijanie nadal są zobowiązani do święcenia szabatu, i zwalcza święcenie niedzieli jako rzekomo niezgodne ze słowem Bożym. Psychologicznie więc zrozumiała będzie tendencja historyka adwentysty, ażeby początki święcenia niedzieli umieścić jak najdalej od czasów apostolskich. Jeżeli jest to historyk z prawdziwego zdarzenia, będzie się tylko starał o to, żeby nie czynić tego wbrew oczywistej wymowie zachowanych świadectw. Łatwo więc sobie wyobrazić, jaką szansę z naukowego punktu widzenia stanowi ponowne przebadanie świadectw odnoszących się do początków święcenia niedzieli, zarówno nowotestamentalnych jak patrystycznych, przez rzetelnego historyka, który zarazem jest głęboko wierzącym adwentystą. Ma on w sobie dość zarówno wewnętrznego napędu, jak fachowego przygotowania, żeby dostrzec w tych świadectwach najmniejsze nawet wątpliwości, jakie mogą one budzić. Taki historyk skoryguje ponadto niektóre przynajmniej nierzetelności, jeśli takie znajdują się w ogólnie stosowanej argumentacji jego współwyznawców. Jeśli zaś broni tezy niezgodnej z istniejącymi świadectwami, ujawni się wówczas - choćby nawet wbrew owemu historykowi - kruchość podstaw, na których jego teza jest oparta” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 229-230).

 

Adwentysta Z. Łyko o słowach św. Pawła: „Niechaj pierwszego dnia każdy z was coś odłoży według tego, co uzna za właściwe, żeby nie zarządzać zbiórek dopiero wtedy, kiedy przybędę” (1Kor 16:2), z około 56 r., napisał:

„Z zarządzenia tego absolutnie nie wynika, że pierwszego dnia tygodnia, czyli w niedzielę, odbywały się za czasów apostolskich jakieś regularne nabożeństwa, na których zbierano kolektę. Apostoł poleca, aby w tym dniu każdy wyznawca odkładał ‘u siebie’ (par heauto), czyli w domu - a więc nie w kościele czy na jakimś zgromadzeniu - własne oszczędności, z przeznaczeniem ich na ofiarę dla biednych” („Nauki Pisma Świętego” W-wa 1989, s. 202).

Otóż po pierwsze, tekst ten nie wyklucza „regularnych nabożeństw” w każdą niedzielę, jak się może wydaje Z. Łyko.

 

Po drugie, owszem, chrześcijanie mieli odłożyć pewną kwotę, dosłownie „u siebie”, ale miało to mieć miejsce właśnie w niedzielę, w którą jak wiemy z Dz 20:7 (patrz poniżej pkt 2) odbywało się „łamanie chleba” i ten dzień miał być tym, w którym szczególnie mieli oni pamiętać o potrzebujących braciach.

 

Po trzecie, takie akcentowanie przez Z. Łyko słów „w domu”, skoro Paweł nie umieścił ich w swym liście, jest pewnym zaciemnianiem sprawy. Jeśli one nie zostały w piśmie Apostoła umieszczone, to może właśnie dlatego by pozostawić nam inną możliwość odkładania dla biednych, np. „u siebie w zgromadzeniu”.

 

Po czwarte, Łyko nie odpowiada na pytanie, dlaczego akurat na niedzielę Paweł wyznaczył odkładanie pieniędzy.

 

Po piąte, wydaje się bardziej prawdopodobnym, że ten dzień odkładania pieniędzy musiał mieć jakieś znaczenie religijne - skoro z nazwy został wymieniony i była to zbiórka zorganizowana przez Kościół (!) - niż miałby być on bez znaczenia dniem w kulcie chrześcijan.

 

Po szóste, zapytajmy dlaczego Paweł nie powiedział „niech każdy wybierze sobie jakiś dzień tygodnia” do odkładania pieniędzy dla biednych, ale wyznaczył konkretnie niedzielę na tę czynność? Widocznie, choć mieli chrześcijanie składać pieniądze „u siebie”, to musiały im się te dni odkładania ofiar z ‘czymś’ kojarzyć. Czy nie z niedzielnymi nabożeństwami? Jedno jest pewne: nie z sobotnimi!

 

Po siódme, dlaczego mieli chrześcijanie odkładać pieniądze w domach? Otóż dlatego, że nie istniały jeszcze wtedy stałe miejsca nabożeństw i chrześcijanie spotykali się „po domach” (Dz 2:46) i zapewne co rusz w innych, a to by nie sprzyjało odkładaniu ich w stałym miejscu. A może bezpieczeństwo ich też było na uwadze, bo mniejsza kwota nie jest zapewne pokusą dla złodziei w przeciwieństwie do dużej ilości pieniędzy gromadzonych w stałym pomieszczeniu.

 

Adwentysta S. Bacchiocchi o powodach niedzielnego odkładania funduszy dla biednych napisał:

„Wzmianka Pawła o pierwszym dniu tygodnia mogłaby być umotywowana bardziej względami praktycznymi niż teologicznymi. Oczekiwanie na koniec tygodnia lub miesiąca w celu odłożenia składek lub oszczędności nie zgadza się z powszechnie stosowanymi praktykami budżetowymi, skoro właśnie wtedy okazuje się najczęściej, że ewentualny ofiarodawca ma już tylko własną pustą kieszeń. Z drugiej jednak strony, gdy pierwszego dnia tygodnia, przed zaplanowaniem wydatków, ktoś odkłada to, co zamierza ofiarować, pozostałe fundusze zostają tak rozdzielone, aby zabezpieczały wszystkie podstawowe potrzeby” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 110).

„natomiast próba wyciągania zeń innych wniosków powoduje tylko niepotrzebne zamieszanie” (s. 111).

Dalej Bacchiocchi odwołując się do innego badacza napisał:

„A. Deissmann (...) pisze, że w świecie rzymskim pierwszy dzień tygodnia był być może dniem płatności dla wielu członków. Przyznaje on jednak, że nie ma żadnego powodu na podtrzymanie takiego przypuszczenia” (s. 111).

Otóż po pierwsze, z Biblii nie wynika, że niedziela była dniem wypłaty.

 

Po drugie, rada Pawła, jak i inne zalecenia, miały obowiązywać wszystkich chrześcijan, przez wszystkie wieki, więc nie mógł on stosować się do jakiegoś tymczasowego, charakterystycznego dla jakiegoś regionu przypuszczalnego dnia wypłaty.

 

Po trzecie, jak widać Bacchiocchi zbudował swe wnioski na wyłącznie przypuszczeniach Deissmanna dotyczących rzekomego dnia wypłaty.

 

Po czwarte, z sugestii Bacchiocchiego wynika, że chrześcijanie to jakieś ‘niedorajdy’, które nie potrafią rozplanować wydatków kiedykolwiek, a to planowanie mogli zrobić odpowiednio wyłącznie w pierwszy dzień tygodnia. A gdzie roztropność chrześcijańska? Wszystko to zaś oczywiście, gdyby ta „przypuszczalna” wypłata była w niedzielę.

 

Po piąte, chrześcijanie mieli w niedzielę odkładać „to co właściwe”, więc nie było zapewne potrzebne jakieś planowanie wydatków zaraz po otrzymaniu zapłaty za pracę, rzekomo co tydzień pierwszego dnia tygodnia. My dziś otrzymujemy wypłatę na ogół raz w miesiącu, a umiemy wspierać Kościół co tydzień.

 

Po szóste, nadanie tekstowi 1Kor 16:2 „świeckiego” charakteru i zrobienie z ofiar pochodzących od serca problemu „pustych kieszeni”, wydaje się wysoce niestosowne.

 

Po siódme, ważniejsze jest, nie kiedy była wypłata w Koryncie, tylko to, że Paweł użył semickiego określenia „pierwszy dzień tygodnia”, co wskazuje na jerozolimskie pochodzenie niedzieli i to dało mu myśl na połączenie tego dnia ze zbiórką pieniędzy.

 

Po ósme, Bacchiocchi by pozbawić znaczenia niedzieli w 1Kor 16:2 przerobił „niedzielny plan wspierania ubogich” na „tygodniowy plan wspierania ubogich” (s. 111). Owszem, jest on tygodniowy, ale organizowany właśnie w niedzielę, a nie w inny dzień tygodnia.

 

Po dziewiąte, wytyczne Pawła nie dotyczyły w pełni świata rzymskiego, ale Koryntu i kościołów Galacji (1Kor 16:1), które daleko były od Rzymu, choć stanowiły część cesarstwa

 

Jak zauważymy poniżej w wypowiedziach uczonych, określenie „zbiórka” (logeia) pieniędzy nabiera w innych miejscach Nowego Testamentu, poprzez stosowane tam odmienne słowa, charakteru religijnego związanego z kultem, liturgią. Nie ma więc racji Bacchiocchi, który tylko do „względów praktycznych” sprowadza „polecenie” (1Kor 16:1) Pawła.

E. Bianchi o interesującym nas problemie napisał:

„Zresztą już same nazwy, jakimi określa się kolektę, posiadają w znacznym stopniu charakter liturgiczny (prosfora = ofiara: Dz 24,17; diakonia = służba: 2 Kor 8,4 i 9,1; koinonia = wspólnota: 2 Kor 8,14 i 9,13; leitourgia = posługa: 2 Kor 9,12) i mogą wskazywać na związek z kultem chrześcijańskim” („Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” Poznań 1998, s. 111).

Powyższe stwierdzenia uzupełnia „Słownik Nowego Testamentu” (przekład bp K. Romaniuk, Poznań 1986):

„Są nadto dwa terminy, ukazujące początek i rezultat akcji miłosiernych: karpos: ‘owoc’ [Rz 15,28], charis: ‘dar darmo dany’ [1 Kor 16,2n.]. Z użyciem tych terminów łączy się zazwyczaj temat ‘gorliwości’ (spoude) [2 Kor 8,8. (17). 22 por. Gal 2,10] oraz dobrego przykładu Chrystusa [2 Kor 8,9]” (hasło ‘Zbiórka na ubogich’ s. 694).

Tę problematykę podsumował krótko H. Pietras SJ, który napisał:

„Inne kościoły wspomagały ich więc, ale znaczące dla nas jest to, że właśnie niedziela była dniem, w którym według Pawła w szczególny sposób powinni pamiętać o potrzebujących braciach. Warto jeszcze dodać, że w drugim liście do kościoła w Koryncie Paweł pisząc znowu o zbiórce na rzecz Jerozolimy określa ją słowem ‘leitourgia’ [2 Kor 9:12], co pierwotnie znaczyło ‘posługiwanie w sprawach publicznych’. A jako że - jak wiemy - słowo to nabrało z czasem innego znaczenia, musiał istnieć pierwotnie jakiś związek między kolektą na ubogich a mszą świętą” („Dzień Święty” Kraków 1992, s. 11).

 

O ile słowa Pawła „Niechaj pierwszego dnia każdy z was coś odłoży [u siebie]” (1Kor 16:2) odczytamy nie tylko jako skierowane do poszczególnych wiernych jednej wspólnoty w Koryncie, ale do wszystkich całych kościołów, Kościoła Powszechnego, to możemy je zrozumieć jako: „niech każda z was wspólnota odłoży [u siebie] w kościele” coś w niedzielę.

Być może kierowani takim rozumieniem sprawy chrześcijanie, za czasów Justyna Męczennika (ur. 100), tak słowa 1Kor 16:2 wprowadzili w czyn u siebie.

On to, opisując zwyczaje chrześcijan pokazał, że połączyli oni obchodzenie dnia świątecznego ze zbieraniem ofiar dla potrzebujących, co jest praktykowane do dziś. Justyn przekazał nam następujące słowa:

„W dniu zaś, zwanym Dniem Słońca odbywa się zebranie w jednym miejscu wszystkich razem, i z miast i ze wsi. Tedy czyta się Pamiętniki apostolskie albo Pisma prorockie (...) gdy modlitwa się skończy, przynoszą chleb oraz wino i wodę, a przełożony zanosi modlitwę a także dziękczynienie. (...) Wreszcie następuje rozdawanie i rozdzielanie wszystkiego tego, co się stało Eucharystią, nieobecnym zaś rozsyła się ją przez diakonów. Ci którym się dobrze powodzi i którzy mają dobrą wolę, dają co chcą, a wszystko, co się zbierze, składa się na ręce przełożonego. On zaś roztacza opiekę nad sierotami, wdowami, chorymi albo z innej przyczyny cierpiącymi niedostatek, nad więźniami, obcymi gośćmi, jednym słowem śpieszy z pomocą wszystkim, co są w potrzebie” („Apologia” I:67,3-6).

 

Z satysfakcją trzeba podkreślić, że sabatarianie uznają w słowach z 1Kor 16:2 to, że dotyczy to wielu niedziel. Wiemy bowiem, że w przypadku „łamania chleba w pierwszy dzień po szabacie” (Dz 20:7), uczą oni tylko o jednorazowym i przypadkowym (okazjonalnym) łamaniu chleba w niedzielę.

 

Ciekawe czemu sabatarianie, którzy tak mocno starają się zakwestionować nasze rozumienie tekstu 1Kor 16:2, sami nie praktykują odkładania składek „pierwszego dnia tygodnia”. Czyżby pomimo swej gorliwości w uznawaniu zasady sola Scriptura nie zauważyli, że List Pawła jest natchniony i dotyczy wszystkich chrześcijan i to z całego okresu istnienia Kościoła? Czy obchodzenie szabatu przeszkadza im w wypełnianiu słów czy „polecenia” z 1Kor 16:1-2?

 

Na koniec zapytajmy sabatarian. Czy tylko przez przypadek wyznaczone przez Pawła niedzielne odkładanie ofiar dla ubogich (1Kor 16:2) odbywało się w tym samym dniu, w którym zebrali się chrześcijanie by pożegnać Apostoła (Dz 20:7)? Dodajmy, że oba te fakty miały miejsce w latach 56-57.

Czy tylko przypadkiem należy tłumaczyć to, że oba te wydarzenia odbywały się w dzień w którym Chrystus zmartwychwstał, ukazywał się i zesłał Ducha Świętego?

 

 

Dz 20:7

 

2) Bacchiocchi, a za nim adwentyści i inni sabatarianie o Dz 20:7 („W pierwszy dzień po szabacie, kiedy zebraliśmy się na łamanie chleba...”) uczą:

„W świetle tych przeanalizowanych materiałów przydatność tekstów z Dz. Ap. 20, 7-12 dla udokumentowania tezy o regularnym już święceniu niedzieli okazuje się raczej znikoma lub żadna. Okoliczność, pora i sposób odbycia się tego zgromadzenia wskazują na to, że było to spotkanie specjalne, a nie rytualne. Nie obowiązywał bowiem jeszcze wtedy zwyczaj regularnego święcenia niedzieli z odprawianiem nabożeństwa niedzielnego” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 122).

 

J. Salij OP zaś, po przestudiowaniu „argumentów” Bacchiocchiego związanych z Dz 20:7 i opisanymi wydarzeniami z 57 roku, napisał:

„Otóż choćby Bacchiocchi poświęcił temu wersetowi nie dwanaście (s. 111-122), ale sto dwadzieścia stron druku, nie jest w stanie zmienić tego świadectwa, który nie zaczyna się od słów: ‘Ponieważ postanowiliśmy pożegnać Pawła, zebraliśmy się w pierwszym dniu po szabacie’, ale brzmi w sposób znacznie bardziej dla adwentystów niewygodny: ‘W pierwszym dniu po szabacie, kiedy zebraliśmy się na łamaniu chleba’, itd. I żadna sofistyka tego nie zmieni, że tekst sugeruje raczej to, iż Pawła pożegnano przy okazji ‘łamania chleba’, jakie odbywano wówczas ‘w pierwszy dzień po szabacie’.” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 231).

 

Gdyby spotkanie św. Pawła z chrześcijanami zapisane w Dz 20:7 było tylko okazjonalne, a nie z powodu obchodzenia niedzieli, to niezrozumiałe by było to, czemu św. Łukasz opisując te wydarzenie posłużył się tak bogatym jego opisem teologicznym.

W Dz 20:7-12 występuje wiele aluzji do wydarzeń związanych z niedzielnym zmartwychwstaniem Jezusa i wieczorną Eucharystią w Wielki Czwartek. E. Bianchi o tym pisze:

„Liczne detale tego tekstu nadają wydarzeniu szczególnego kolorytu i silnie paschalną wymowę. Przede wszystkim (...) dynamika przejścia z nocy (20,7) aż do poranka (20,11), z ciemności do światła; przejście od upadku w śmierć (20,9) do powstania ku życiu (20,12) młodego Eutycha, którego zmorzył sen; odpowiadający mu ruch zejścia (katabas: 20:10) i wejścia (anabas: 20,11) Pawła, który powoduje zmartwychwstanie chłopca...” („Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” Poznań 1998, s. 113).

„Ostatnia wieczerza” Pawła, która była „łamaniem chleba” (Dz 20:7), przypomina „Ostatnią Wieczerzę” Chrystusa, gdy On „łamał chleb” (Mt 26:26).

Poranne wskrzeszenie Eutycha (Dz 20:10) i „niemała radość” z tego faktu przypomina poranne zmartwychwstanie Chrystusa i „wielką radość” (Mt 28:8, Łk 24:41, J 20:20) chrześcijan z tego powodu.

Niektórzy badacze chcą widzieć nawet inne analogie w omawianym tekście np. „trzecie piętro” (Dz 20:9), z którego upadek spowodował prawdziwą śmierć Eutycha, przyrównują do „trzech dni” prawdziwej śmierci Chrystusa. Patrz też np. „górna sala” (Mk 14:15, Dz 20:8), „wyjaśnianie Pism” (Łk 24:27, 32, Dz 20:9, 11), światłość (Mk 16:2, Dz 20:8).

 

Jeśli sabatarianie za Bacchiocchim twierdzą, że spotkanie niedzielne opisane w Dz 20:7 było tylko specjalnym zgromadzeniem, to czyż nie odpowiedniejszym dniem byłby do tego szabat, który według adwentystów był obchodzony wtedy przez chrześcijan? Czy ten święty dzień Izraelitów nie byłby właściwszym, skoro niedziela była tylko zwykłym dniem według sabatarian? Gdzie tu konsekwencja adwentystów?

 

Niektórzy znawcy problematyki sobotnio-niedzielnej idą nawet na ‘kompromis’ z sabatarianami i twierdzą, że w wyrażeniu „pierwszy dzień po szabacie” (Dz 20:7) kryje się myśl, że najpierw chrześcijanie zachowywali szabat, by później, już po zachodzie słońca (w sobotę wieczorem) tzn. w niedzielę obchodzili Eucharystię „pierwszego dnia tygodnia”. Analogicznie więc, jak szabat byłby wtedy cotygodniowy, tak i niedziela również.

Sam Bacchiocchi (choć nie zgadza się zapewne co do tego w przypadku Dz 20:7) pisze też o tym:

„Okazuje się więc, że określenie ‘ósmy dzień’, wymyślone bardzo wcześnie przez chrześcijan, wyraża w pewnym stopniu i sam sposób i samą genezę powstania instytucji niedzieli. Sugeruje ono, że święto niedzielne powstało prawdopodobnie ‘jako przedłużenie sabatu’, obchodzone początkowo w sobotę wieczorem. Później, w miarę pojawienia konieczności odróżnienia się chrześcijan od Żydów, święto to zostało najwidoczniej przeniesione z soboty wieczorem na niedzielę rano” (s. 326).

 

J. Salij OP, świadom możliwej takiej przejściowej postawy chrześcijan pisze:

„Autor [Bacchiocchi] wyraźnie potrafi to zauważyć, że pierwsi chrześcijanie nie byli ludźmi znikąd, ale wyrastali z biblijnego judaizmu, zaś świadomość chrześcijańska nie spadła na nich w okamgnieniu, ale krystalizowała się powoli i nie bez oporów. ‘Pierwsi żydowscy konwertyci - pisze Bacchiocchi - traktowali przyjęcie Chrystusa nie jako zburzenie ram ich przekonań religijnych, ale jako wypełnienie mesjańskich oczekiwań, które wzbogacały życie religijne nowymi wartościami. Proces odłączenia cienia od rzeczywistości, tego, co przemija, od tego, co trwałe, przebiegał stopniowo i nie dokonywał się bez trudności ani bez jakichkolwiek oporów’ (s. 164). Rzecz jasna, autor nie powie już (bo jest przecież adwentystą), że chrześcijanie jerozolimscy początkowo zachowywali szabat na tej samej zasadzie, na jakiej przestrzegali jeszcze jakiś czas obrzezania oraz rozróżniali pokarmy czyste i nieczyste” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 231).

 

Ciekawe, że o ile w przypadku 1Kor 16:2 („Niechaj pierwszego dnia tygodnia”) sabatarianie zgadzają się z tym, że można rozumieć ten tekst jako mówiący o „każdej niedzieli” (choć mowa jest dosłownie jakby o jednej), to w stosunku do Dz 20:7 nie zgadzają się na takie rozszerzenie łamania chleba na „każdą niedzielę”.

 

Warto też przypomnieć sabatarianom, że tekst Dz 20:7 nie miał być tylko przekazem historycznym pewnego zdarzenia, ale Dzieje Apostolskie jako pismo natchnione miały być wskazówką dla wszystkich pokoleń chrześcijan, jak postępować i żyć.

Mało tego, gdyby pożegnanie Pawła byłoby tylko przypadkowo w niedzielę, niezrozumiałe by było podawanie dnia tygodnia, w którym się ono odbyło. Do czego ta informacja miałaby nam służyć?

Tu też zaznaczmy, że chociaż w Listach i Dziejach Apostolskich wymieniane jest wiele razy słowo „dzień” (w znaczeniu dni tygodnia np. Dz 4:3, 5, 10:9, 14:20) to jednak z nazwy nie wymienia się żadnego z nich. Tylko dni świąteczne Żydów (np. sobota [Dz 13:14] i dzień Przaśników - Dz 12:3) i chrześcijan (dzień Pięćdziesiątnicy [Dz 2:1, 20:16, 1Kor 16:8] i pierwszy dzień tygodnia, czy pierwszy dzień po szabacie - 1Kor 16:2, Dz 20:7) posiadają oznaczenia w tych pismach. Widać więc, że określenia „pierwszy dzień po szabacie”, czy „pierwszy dzień tygodnia”, są terminami związanymi ze świątecznym charakterem niedzieli, analogicznie jak w przypadku pozostałych wymienionych świątecznych dni.

 

Zapytajmy też sabatarian. Czy tylko przez przypadek zebranie w Troadzie w „pierwszy dzień po szabacie” (Dz 20:7) zbiega się z ustanowionym przez Pawła niedzielnym odkładaniem ofiar dla ubogich (1Kor 16:2)? Dodajmy, że oba te fakty miały miejsce w latach 56-57.

Czy tylko przypadkiem należy tłumaczyć to, że oba te wydarzenia odbywały się w dzień w którym Chrystus zmartwychwstał, ukazywał się i zesłał Ducha Świętego?

 

Na koniec jedno świadectwo z pism wczesnochrześcijańskich, a przytaczamy je dlatego, że w rozdziale o Dz 20:7 Bacchiocchi, ten nadzwyczaj skrupulatny analityk, nie poświęcił mu wcale uwagi. Charakterystyczne dla poniższych zdań Tertuliana (ur. 155) jest to, że w sprawie zebrań niedzielnych chrześcijan odwołuje się on do praktyki Apostołów!

Pisze on:

„Ale - powiesz - jak będziemy mogli się zebrać, w jaki sposób sprawować niedzielną uroczystość? Oczywiście tak, jak Apostołowie, ubezpieczeni wiarą, a nie pieniędzmi. (...) Wreszcie, jeżeli nie możesz urządzić zebrania za dnia, masz noc [por. Dz 20:7n.]; światło Chrystusa ją rozjaśnia. Czy nie możesz tworzyć małych grup, jeśli przecież Kościół jest już tam, gdzie jest trzech? Lepiej, żebyś nie widział tych twoich tłumów, niż miałbyś się zaprzedać w niewolę” („O ucieczce w czasie prześladowania” 14:1; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 112).

 

 

Ap 1:10

 

3) Omówimy tu: Ap 1:10, Pięćdziesiątnicę (Dz 2:20), Ps 118:22-24 oraz pogańskie ‘dowody’ adwentysty Z. Łyko przeciw niedzieli jako Dniu Pańskim.

 

Na początek, by pokazać jak ważnym tekstem dla Bacchiocchiego i sabatarian jest Ap 1:10 z ok. 95 roku ze słowami „doznałem zachwycenia w dzień Pański” odczytajmy słowa J. Salija OP:

„Aż dwadzieścia trzy strony poświęcił Bacchiocchi argumentom, że ‘dzień Pański’ z Apokalipsy 1,10 nie jest niedzielą. Pytanie, czy rzeczywiście chodzi tu o niedzielę, dla wszystkich innych chrześcijańskich badaczy jest zwyczajnym problemem hermeneutyki tekstu. Dla badacza adwentysty jest to jednak pytanie o pierwszorzędnej wadze dogmatycznej. Jeśli bowiem Apostoł Jan mówi tu o niedzieli, jest to następne biblijne świadectwo przeciwko doktrynie adwentystów. Otóż trudność, jaką musi pokonać uczony adwentysta, jest duża, albowiem istnieją aż dwa praktycznie współczesne Apokalipsie świadectwa, że już wówczas ‘dniem Pańskim’ chrześcijanie nazywali niedzielę. Bacchiocchi wkłada więc niezwykle wiele pomysłowości i wysiłku, aby podważyć znaczenie tych świadectw” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 231-32).

Świadectwami tymi, o których wspomina J. Salij OP są: pismo „Didache” i list Ignacego Antiocheńskiego „Do Kościoła w Magnezji”, ale tym dziełom i zagadnieniom poświęcimy osobne rozdziały (5 i 6).

 

Adwentyści twierdzą, że „Dzień Pański” z Ap 1:10 to sobota, a nie niedziela. Argumentują to tym, że Mk 2:28 podaje, że „Syn Człowieczy jest panem szabatu”. Prócz tego odwołują się do Iz 58:13, gdzie szabat nazwany jest „świętym dniem Jahwe”.

Jak widać adwentyści robią co mogą by zakwestionować to, że niedziela jest Dniem Pańskim. Posuwają się nawet do różnych, czy sprzecznych interpretacji tekstu Ap 1:10. Przykładowo ich uczony kaznodzieja Bacchiocchi twierdzi, że „Dzień Pański” z Ap 1:10 to dzień eschatologiczny, a nie sobota czy niedziela („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 123-136). Nie łączy więc on absolutnie Ap 1:10 z Mk 2:28 czy Iz 58:13, jak większość adwentystów. Mało tego, on nawet nie podejmuje się rozważać czy sobota jest Dniem Pańskim z Ap 1:10. Zapewne dla niego stanowisko adwentystów jest tak absurdalne i naciągane, że nie uważa za stosowne go przedstawiać. Rozważa natomiast czy Ap 1:10 mówi o jakiejś niedzieli, czy niedzieli wielkanocnej, czy o dniu powrotu Chrystusa. Bacchiocchi, co zapewne nie spodoba się adwentystom, przeczy identyfikacji „Dnia Pańskiego” z sobotą, którą prezentuje K. Strand, na podstawie jednego z apokryfów, który jest datowany przez Bacchiocchiego na III wiek (s. 134-5 przypis).

Jak widać, adwentyści różnią się w swym argumentowaniu. Nie mogąc zaś uzgodnić jednolitej wykładni stosują racje według własnego upodobania, byleby zakwestionować niedzielę (podobnie dla Świadków Jehowy „Dzień Pański” z Ap 1:10 to czasy od roku 1914).

Tekst Iz 58:13 nie przeczy temu, że „Dniem Pańskim” z Ap 1:10 jest niedziela. Raczej wskazuje tylko, że w Starym Testamencie dniem Boga Jahwe była sobota. Później analogicznie w Nowym Testamencie dniem Pana Jezusa stała się niedziela, w którą zwyciężył On śmierć. Iz 58:13 mówiąc o konkretnym dniu (sobocie) może więc potwierdzać, że tak samo o konkretnym dniu - niedzieli - może mówić Ap 1:10.

Interpretacja „Dnia Pańskiego” (Ap 1:10) jako soboty nie była znana ani Apostołom, ani ich uczniom. Zapewne wymyślili ją dzisiejsi adwentyści lub inni sabatarianie. Oni nie przedstawiają nawet żadnego z pisarzy wczesnochrześcijańskich, który potwierdza ich koncepcję i nazywa sobotę „Dniem Pańskim”. Jest za to wielu takich, którzy tak nazywają niedzielę (patrz poniżej).

 

Określenie „Dzień Pański” oznacza w Biblii dzień zwycięski Boga. Takim dniem dla Jezusa, naszego Boga (J 20:28), był dzień zwycięstwa nad śmiercią. Każda niedziela jest więc upamiętnieniem tamtego wydarzenia. Również ukazywania się Chrystusa w niedzielę były zapowiedzią Jego powrotu i ukazania się w eschatologicznym Dniu Pańskim. Nie przez przypadek też dalsze słowa Biblii po Ap 1:10 mówią o fakcie zmartwychwstania Pana: „Jam jest Pierwszy i Ostatni, i żyjący. Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków i mam klucze śmierci i Otchłani” Ap 1:17-18.

Czy dzień zmartwychwstania był tak ważny dla pierwszych chrześcijan, żeby go nazywać „Dniem Pańskim”?

Oczywiście! Ps 118:22-24 proroczo wskazywał na dzień Chrystusa Pana: „Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym (...) Oto dzień, który Jahwe uczynił: radujmy się zeń i weselmy!”.

W Dz 4:10-11 św. Piotr odniósł fragment tego Psalmu do Chrystusa-Kamienia, mówiąc też o Jego zmartwychwstaniu: „w imię Jezusa Chrystusa (...) którego Bóg wskrzesił z martwych (...) On jest kamieniem, odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła”. Zresztą słowa tego Psalmu już wcześniej Chrystus odnosił do siebie (Mt 21:42-44, Mk 12:10-11, Łk 20:17-18).

Ten ‘dzień’ więc, w którym się dokonało wspomniane zmartwychwstanie Chrystusa, to niedziela - Dzień Pana. Tego dnia towarzyszyła niewiastom i Apostołom - jak zapowiadał Psalm - „wielka radość” (Mt 28:8, Łk 24:41, J 20:20).

Warto wiedzieć, że pisarze wczesnochrześcijańscy, czasem nawet samym „dniem” z tego Psalmu nazywają Chrystusa, który w niedzielę stwarzał świat i zmartwychwstał: np. „List Barnaby” (ok. 130 r.) 6:4; Klemens Aleksandryjski (ur. 150) „Kobierce” VI:145,5; Cyprian (ur. 200) „O Modlitwie Pańskiej” 35.

 

Nie dziwmy się temu, że dla pierwszych chrześcijan ważniejszy stał się fakt zmartwychwstania Jezusa, a przez to przyjęcie niedzieli jako Dnia Pańskiego, niż odpoczynek sobotni. Przecież sam Chrystus po mowie o naruszaniu szabatu (J 5:15-19) wskazał na „wskrzeszanie umarłych i ożywianie” (J 5:21), jako najważniejsze dzieła Jego i Ojca, a nie na odpoczynek.

 

Nie mają też racji ci sabatarianie, którzy za S. Bacchiocchim uczą, że określenie „Dzień Pański” (Ap 1:10) musi mieć znaczenie eschatologiczne, a nie służy dla oznaczenia konkretnego dnia tzn. niedzieli. W Iz 58:13 szabat jest nazwany ‘dniem Jahwe’: „jeśli nazwiesz szabat rozkoszą, a święty dzień Jahwe czcigodnym”. Analogicznie Dzień Pański jest dla ludu Chrystusowego dniem świętym i jest to niedziela (Ap 1:10).

W Biblii greckiej Dzień Pański jako dzień powrotu Chrystusa określony jest innymi słowami niż niedziela z Ap 1:10, czego język polski jednak nie ukazuje. W pierwszym przypadku stosowane są słowa hemera tou kyriou lub hemera kyriou (1Tes 5:2, 1Kor 1:8, 5:5 por. w LXX Iz 2:12, 13:6, Ez 13:5, 30:3, Jl 2:1, 11, 3:4, Am 5:18, 20, Sof 1:14, Ml 3:23), a w drugim kyriake hemera (Ap 1:10), które to określenie pada tylko jeden raz w Biblii. W pierwszym przypadku odnośnie greckiego słowa „Pański” użyto dopełniacza (dosłownie: dzień Pana), a w drugim przymiotnika (dosłownie: Pański dzień). Jan nie musiał znaleźć się w dniu eschatologicznym aby dawać wskazówki dla konkretnych kościołów jego czasów, które na dodatek znał osobiście (patrz Ap 1:11 i 2:1-3:22). Mógł to być konkretny dzień - niedziela.

Samo to, że Bacchiocchi stwierdza, że Dzień Pański z Ap 1:10 to dzień eschatologiczny, nadal nie daje nam odpowiedzi na pytanie „kiedy” tzn. którego dnia, Jan znalazł się w duchu w tym dniu eschatologicznym. Apostoł mówi bowiem dosłownie: „Byłem w duchu w Pańskim dniu” (Ap 1:10). Jeśli zaś znalazł się on w tym widzeniu dotyczącym dnia eschatologicznego w niedzielę, wszystko staje się jasne.

Bacchiocchi negując, że wizje Jana opisane w Apokalipsie nie mogły odbyć się tylko jednego dnia, nie kwestionuje tylko niedzieli, ale i „adwentystyczny” szabat (s. 136-148)! Warto też nadmienić, że mierzenie ziemskimi kategoriami czasowymi, tego co Janowi mogło, lub nie mogło być przekazane jednego dnia przez Boga, wydaje się być niestosowne.

 

Niedzielę nazwało „dniem Pańskim” też wielu pisarzy wczesnochrześcijańskich, których tu wspomnimy, zaś w innych rozdziałach zacytujemy lub nawet omówimy ich teksty: „Didache” 14:1 (90-100 r.); Ignacy Antiocheński (†107) „Do Kościoła w Magnezji” 9:1; Ireneusz (ur. 130-40) Fragm. 7; Klemens Aleksandryjski (ur. 150) „Kobierce” VII:76,4; Tertulian (ur. 155) De corona 3, „O modlitwie” 23, „O chrzcie” 19; Orygenes (ur. 185) „Homilie do Księgi Wyjścia” 7:5, „Przeciw Celsusowi” 8:22; Meliton z Sardes (II w.) „Dzień Pański”; Dionizy (II w.) „List Dionizego do Rzymian” i „Didaskalia” (tuż po 200) 2:25,2, 2:47,1. Nawet apokryficzne „Ewangelia Piotra” (IX:35, XII:50) z ok. 130-150r., „Dzieje Jana” (CVI) z ok. 150 r. i „Dzieje Piotra” (fragment koptyjski) z ok. 180-190 r. oraz heretyk z II w. Teodos (u Klemensa Aleksandryjskiego [ur. 150] „Wypisy z Theodota” 63:1) używają na oznaczenie niedzieli określenia „Dzień Pański”. Widać więc, że też środowisko nie całkiem ortodoksyjne wobec nauki Kościoła, zachowało ten święty dzień. Do dziś w języku greckim niedziela jest zwana „[dniem] Pańskim”.

 

Ks. H. Pietras SJ na powyższy temat uczy: „Być może pierwotnie mówiono tylko ‘Wieczerza Pańska’, jak to poświadcza Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian (11,20), a jako że spożywano ją w niedzielę, przymiotnik ‘Pańska’ zaczął oznaczać także sam dzień, być może dołączyło się do tego poczucie własnej odrębności i chęć przeciwstawienia się dniom świąt pogańskich, lub też jeszcze doszło eschatologiczne wyczekiwanie ostatniego ‘dnia Pańskiego’, czyli powtórnego przyjścia Chrystusa, czego niedziela była znakiem” („Dzień Święty” Kraków 1992, s. 13).

 

Jakie jeszcze pochodzenie określenia „Dzień Pański” przedstawiają znawcy tej dziedziny?

Otóż Bacchiocchi, choć nie przyjmuje tego jako swego poglądu, to jednak podaje:

„Niemniej jednak powszechnie sugerowano, że chrześcijanie wymyślili określenie ‘dzień Pański’ na znak świadomego protestu wobec istnienia ‘dnia Imperatora - ’, co najwidoczniej wypadało raz na miesiąc albo być może nawet raz na tydzień. Używanie nazwy ‘dzień Imperatora’ znalazło potwierdzenie w Azji Mniejszej, co ma dla nas doniosłe znaczenie, skoro okazało się, że tam właśnie wyrażenie ‘dzień Pański’ zaczęło być najpierw używane” (s. 127).

Również wspomina o tym A. Jankowski OSB:

„W wielu językach z czasem stanie się ta nazwa [Dzień Pański] terminem technicznym (Dominica, domenica, dimanche itd.), a powstała ona zapewne w Azji Mniejszej jako reakcja na określenie jednego z dni tygodnia mianem  - «cesarskiego»” („Apokalipsa Świętego Jana. Wstęp - Przekład z Oryginału - Komentarz” Poznań 1959, s. 142).

 

Ale też inaczej, także biblijnie, można wykazać, że niedziela w Piśmie Św. nazwana jest „Dniem Pańskim”.

Otóż Zesłanie Ducha Św. nastąpiło w niedzielę (Dz 2:1, Kpł 23:15-16) przez co Bóg wskazał, że dzień ten jest też dniem Ducha Św. Piotr tę niedzielę nazywa Dniem Pańskim (Dz 2:16, 20). Choć może wydawać się, że Dzień Pański z Dz 2:20 to tylko odległy dzień końca świata, to jednak tak nie jest (fragment ten może mieć też dwa znaczenia). Dz 2:16 mówią: „ale spełnia się przepowiednia proroka Joela”, więc cały jej fragment tzn. Dz 2:17-21 ulegają wypełnieniu. Poprzedzać ten Dzień Pański miały np. „dziwy [‘cuda’ NP] na górze (...) i znaki na dole (...) Krew i ogień (...) słońce zamieni się w ciemności” Dz 2:19n. Natomiast o tych znakach Dz 2:22 mówią, że się wypełniły: „Jezusa (...) posłannictwo Bóg potwierdził niezwykłymi czynami, cudami i znakami [„cuda, dziwy i znaki” ks. Dąbr.] por. Łk 23:44n., 12:49, Dz 2:3, J 19:34.

Przypis do Dz 2:20 w Biblii Poznańskiej mówi: „posługując się proroctwem Joela (3,1-5) odniósł jego treść do czasów mesjańskich, zwłaszcza wyrażenie: dzień Pański wielki i wspaniały (w. 20) w rozumieniu Piotra oznacza właśnie dzień zesłania Ducha Świętego”.

Widać więc, że niedziela Zesłania Duch Św. została nazwana „dniem Pańskim”, podobnie jak niedziela zmartwychwstania (Ap 1:10).

 

O ile Bacchiocchi nawet nie sugeruje, że określenie „Dzień Pański” dla nazwania niedzieli chrześcijanie przyjęli z pogaństwa, to polski adwentysta Z. Łyko wprost stwierdza, że tak się rzeczy mają. Pisze on:

„Kult Mitry wywarł olbrzymi wpływ na obrzędowość chrześcijańską. Najpoważniej uzewnętrzniło się to w kulcie niedzieli, a nawet w jej nazwie jako ‘dniu Pańskim’.” („Nauki Pisma Świętego” W-wa 1989, s. 211).

Łyko omawiając Ap 1:10 potrafił napisać nawet:

„Zresztą określenie niedzieli ‘dniem Pańskim’ (Dies Dominica) nie wywodzi się z Biblii, lecz jak stwierdza historia, ma zgoła inne podłoże” (j/w. s. 203).

Jeśli Łyko twierdzi, że określenie „Dzień Pański” używali czciciele słońca, jeszcze przed chrześcijaństwem (j/w. s. 208-209), to już tylko krok od tego, by udowodnić, że do Ap 1:10 wdarło się ono z nauk pogan, skoro i Jezus jest w Ml 3:20 i innych tekstach nazwany słońcem. Oj, oj zagalopował się pewnie Łyko!

Ale nawet gdyby chrześcijanie przyjęli od pogan określenie „Dzień Pański”, to by świadczyło to tylko o tym, że Chrystus odebrał bożkom, to co się Jemu należało, bo przecież jest Panem każdego dnia (Ga 4:8, Mt 12:29, J 17:10).

 

Łyko pisze też, że „ponieważ niektórzy chrześcijanie zachowywali dzień poświęcony bogu słońca (dzień słońca) i nazywali go ‘dniem Pańskim’ bez odwoływania się na Obj 1, 10, można śmiało postulować, że przyjęli tę nomenklaturę od czcicieli Słońca, dla których niedziela dużo wcześniej była już ‘dniem Pańskim’.” (j/w. s. 209).

Otóż po pierwsze, na tej samej zasadzie „nie odwołują” się ci chrześcijanie do pogańskich źródeł dla uzasadnienia nazwy niedzieli tzn. „Dzień Pański”. Po co więc tu coś „postulować”?

 

Po drugie, czy samo użycie terminu „Dzień Pański” nie jest odwołaniem się do Ap 1:10, skoro tam znajdują się te słowa? „Śmiało więc można postulować”, że chrześcijanie przyjęli tę „nomenklaturę” z Ap 1:10.

 

Po trzecie, nawet gdyby przyjęli chrześcijanie od pogan określenie „Dzień Pański” to czyż to miałoby świadczyć o ich złej woli? A czy greckie określenie „Bóg” przyjęte w Septuagincie i Nowym Testamencie nie jest identycznym z tym, które było stosowane wcześniej w mitologii Greków?

 

Po czwarte, przecież chrześcijanie nie ukrywali, że przyjęli od pogan określenie „dzień Słońca”, któremu nadali nową treść, więc czemu mieliby ukrywać, gdyby to miało miejsce, że przyjęli od nich termin „Dzień Pański”. Jeśli oni sami nie podają, że tak było, na nic zdają się spekulacje Z. Łyko.

 

Sabatarianom nigdy się nie dogodzi. Jeśli w pismach wczesnochrześcijańskich padają słowa „dzień Słońca”, jest źle, bo to pogańskie. Jeśli padają słowa „Dzień Pański”, też jest źle, bo to także pogańskie. Prawdopodobnie dla sabatarian każde określenie niedzieli byłoby złe.

Ciekawe skąd Łyko wie, że chrześcijanie przyjęli określenie „Dzień Pański” od pogan, skoro żaden z wczesnych pisarzy tego nie powiedział?

Tymczasem nie wykazał on też, że poganie wcześniej stosowali określenie „Dzień Pański” niż chrześcijanie. Odwołuje się on tylko do logiki cytując „znakomitego historyka dra. W. Weigla” (j/w. s. 208):

„odkąd zaczęto zwracać się do Mitry jako Pana (dominus), dzień Słońca musiał być ‘dniem Pańskim’ na długo przed czasami chrześcijańskimi” (j/w. s. 208-209).

Na tej samej zasadzie można udowodnić, że skoro Jahwe nazwany jest w Ps 84:12 „słońcem”, to każdy szabat „musiał być” „Dniem Słońca”, bo szabat jest „dniem Pana” (Iz 58:13), który to Pan jest słońcem. Dalej, skoro Jezus jest nazwany w Ml 3:20 „słońcem”, to każda niedziela „musi być” „Dniem Słońca”, a On będąc zarazem Panem, jest panem każdego dnia, a więc i „Dnia Pańskiego”. To samo można uczynić z innymi wersetami przytaczanymi przez sabatarian np. Mk 2:32 w połączeniu z Ml 3:20 czy Łk 1:78.

Może jednak ktoś zapyta, kim jest ten „znakomity historyk W. Weigl” (na s. 209 Łyko podaje dla odmiany: A. Weigl), na którego powołuje się nasz adwentysta? Otóż to człowiek, który programowo zwalcza Trójcę Św. i Bóstwo Chrystusa oraz inne prawdy wiary. Aż dziw bierze, że Łyko, który ponoć uznaje te nauki, podpiera się prawdopodobnie ateistą zwalczającym chrześcijaństwo. Autor ten jest „dyżurnym ekspertem” Świadków Jehowy, którzy powołują się na niego i jego dzieło The Paganism in Our Christianity, gdy im potrzebny by negować wspomniane nauki, a także np. Boże Narodzenie (patrz np. „Czy wierzyć w Trójcę?” 1989 s. 6, 3, 11; Strażnice: Rok XCV [1974] Nr 11 s. 10, Rok CIV [1983] Nr 9 s. 6, Nr 13, 1993 s. 16, Nr 24, 1997 s. 5, Nr 8, 2001 s. 20). Ciekawe co Weigl pisze np. o szabacie czy krzyżu?

 

Swoją drogą Łyko przedstawia całą gamę dywagacji z których wynika, że Mitra jest Panem, Słońce jest Panem, Baal jest Panem (s. 209). Tylko co z tego? O co mu chodzi? Przecież i Jahwe jest Panem i Jezus jest Panem. Tak jak poganie mogli używać tych samych tytułów dla swych bogów co chrześcijanie czy Żydzi, tak też mogli zapewne nazywać dni „dniami Pańskimi”.

Zresztą jakie to miałoby mieć znaczenie, że określenie „Dzień Pański” było znane u pogan przed pojawieniem się chrześcijaństwa, skoro Łyko sam mówi, że nawet Justyn około 155 roku nie znał (!) tego terminu: „Gdyby nazywano ją powszechnie ‘dniem Pańskim’, Justyn nie omieszkałby określić ją tą właściwą nazwą. Widocznie nic nie wiedział o niedzieli jako dniu Pańskim” (j/w. s. 192).

Na jakiej podstawie Łyko twierdzi, że Justyn nie znał dla niedzieli określenia „Dzień Pański”? Czy dlatego, że go nie wymienia? Ale przecież nie wymienia też w swej „Apologii” kierowanej do pogan (w której używa terminu ‘dzień Słońca’) określeń „pierwszy dzień po szabacie” (Dz 20:7), czy „pierwszy dzień tygodnia” (Mt 28:1, Łk 24:1, 1Kor 16:2). Czyżby też ich nie znał (używa ich tylko w polemice z Żydem Tryfonem)? Łyko prawdopodobnie tendencyjnie przemilcza to, że Justyn używa tych określeń niedzieli, akcentując tylko nazwę „dzień Słońca” (s. 208). A może nasz adwentysta napisze również, że Justyn wcale nie znał Biblii, skoro używa terminów „dzień Saturna” i „dzień Słońca” („Apologia” I:67,7)?

Jest jednak bardzo prawdopodobne, że Justyn, wbrew Z. Łyko, znał niedzielę jako „Dzień Pański”. Otóż biskup Koryntu, pisząc swój tzw. „List Dionizego do Rzymian”, za pontyfikatu papieża Sotera (166-174) i w czasach bliskich Justynowi użył tego terminu jako powszechnie znanego:

„Dzisiaj obchodziliśmy święty dzień Pański i czytaliśmy List Wasz, a będziemy go ku zbudowaniu naszemu zawsze odczytywali, tak samo jak ten, który pisaliście dawniej przez Klemensa (†101)” („Historia Kościoła” Euzebiusza, IV:23,11).

Łyko zaś, albo nie zna pisma Dionizego (lub specjalnie przemilcza je), albo uważa, że jest to świadectwo, któremu nie warto poświęcać uwagi.

Jednak o stosunku Justyna do określenia „Dzień Pański” napiszemy w oddzielnym rozdziale (pkt 8). Dobrze jednak, że choć Bacchiocchi, wbrew wielu adwentystom, na ten temat wyraził się dość ‘ekumenicznie’:

„Istnieją jednak, poczynając od końca drugiego wieku, niezbite przykłady na to, że wrażenie ‘dzień Pański’ albo po prostu ‘Pański’ jest używane jako powszechne określenie niedzieli” (s. 126).

Na podstawie tej wypowiedzi mamy powody przypuszczać, że zanim pojawiło się „powszechne” oznaczanie niedzieli tym terminem, wcześniej był on używany „regionalnie” lub „okazjonalnie”.

 

Łyko pisze też o epitafium o następującej treści:

„On urodził się, Panie, w dniu Saturna, żył dziesięć miesięcy, umarł dziesiątego dnia przed kalendami wrześniowymi w Pańskim Dniu Słońca (hemera heliou kiriake)” (j/w. s. 209).

I co z tego tekstu ma wynikać dla Łyki?

Czy to, że mowa jest o chrześcijaninie, który nazwał „dzień Słońca” Pańskim, czyli „niedzielą Pańską”?

Czy to, że mowa jest o poganinie, który nazwał „dzień Słońca” Pańskim, czyli „niedzielą Pańską”, czy „niedzielą Mitry”?

Przecież Łyko nie podał nawet, co najistotniejsze, wieku tego znaleziska!

Przytacza on też jako „dowód” (czy przeciw niedzieli?) napis z monety z lat 270-275 (!) - „Słońce, Pan Imperium Rzymskiego” (j/w. s. 209). Czyżby wcześniejsze epitafium, nie datowane przez Z. Łyko, było też z tego okresu? [O Aurelianie, bo to jego moneta patrz poniżej pkt 22]

Mało tego, Łyko nie zdaje sobie pewnie sprawy, że tak żonglując „dniami” i „bogami” może niektóre osoby doprowadzić do utraty wiary w Boga, bo jego dywagacje przypominają prawie identyczne ze środowisk ateistycznych.

Tylko jedno nie przeszkadza Z. Łyko, a mianowicie to, że szabat określany jest u pogan i przez np. Justyna mianem „dnia Saturna”, a przecież również i on może być nazwany „Pańskim Dniem Saturna”, bo nawet Bacchiocchi udowadniał, że dzień Słońca wyparł w ‘czcigodności’ dzień Saturna. Czy Łyko poszuka nam w starej literaturze określenie „Pański Dzień Saturna”?

 

Łyko zadowolony zapewne z siebie i swoich wniosków kończy rozważania o Ap 1:10 słowami:

„Dalszy komentarz jest zbyteczny, niedziela nie ma chrześcijańskiego rodowodu. Wszelkie teologiczne wywody mają charakter spekulatywny i w istocie rzeczy - są argumentem wtórnym” (j/w. s. 209).

Jeśli tak, to należałoby się zapytać: z jakiego powodu Bacchiocchi szukał na katolickiej uczelni „chrześcijańskiego rodowodu” niedzieli? Czyżby wcześniej nie wiedział tego od Z. Łyko?

 

 

Inne teksty biblijne o niedzieli

 

4) Omówimy tu: J 20:26, ukazywania się Chrystusa, Pięćdziesiątnicę, określenie „trzeciego dnia”, inne teksty biblijne oraz ‘argumenty’ adwentysty Z. Łyko przeciw niedzieli.

 

Sabatarianie na ogół bagatelizują inne teksty biblijne, które mówią o zmartwychwstaniu i ukazywaniu się Chrystusa. Adwentysta Z. Łyko o tym pisze następująco:

„Zwolennicy niedzieli głoszą, że Pismo Święte wspomina o niedzieli. Owszem, Nowy Testament wymienia aż osiem razy ‘pierwszy dzień tygodnia’ (Mat. 28, 1 NP; Mar. 16, 2. 9; Łuk. 24, 1; Jan 20, 1. 19; Dz. Ap. 20, 7; 1 Kor. 16, 2), nadto dwa razy mówi o nim w sposób domyślny (Jan 20, 24. 26; Dz. Ap. 2, 1). Nic jednak nie wskazuje - ani kontekst bliższy, ani dalszy - aby określenia te dotyczyły niedzieli jako dnia świętego” („Nauki Pisma Świętego” W-wa 1989, s. 200).

Ciekawe co według Z Łyko musiałoby się stać, aby ten dzień mógł być określony „dniem świętym”. Czy zmartwychwstanie Chrystusa to za mało? Czy Łyko zna jakieś ważniejsze zdarzenie w katechezie pierwotnego Kościoła niż ten fakt? Popatrzmy na biblijne teksty zamieszczone poniżej w rozdziale „Zmartwychwstanie Chrystusa, a niedziela” i sami wyróbmy sobie zdanie na ten temat.

 

Łyko zwalczając znaczenie spotkań Jezusa z uczniami w niedzielę wręcz ośmieszył się jedną ze swoich wypowiedzi, przypisując Chrystusowi zmartwychwstałemu „zmęczenie” po podróży pieszej do Emaus! Pisze on:

„uczniowie i Chrystus - zamiast zażywać świątecznego odpoczynku niedzielnego - odbyli w tym dniu męczącą podróż do Emaus, oddalonego o kilkanaście kilometrów od Jerozolimy, czego w święto się nie czyniło” (j/w. s. 201).

Zauważmy ile świadomej ironii jest w tym tekście Z. Łyko. Bo czyż ktokolwiek w Kościele naucza, że ta pierwsza niedziela była już wtedy dniem odpoczynku i zarazem świętym dniem dla tych, którzy nie byli jeszcze wtedy świadomi, że Jezus zmartwychwstał? Przecież my nie twierdzimy, że odziedziczyliśmy niedzielę już ze Starego Testamentu, jak adwentyści sabat. Owszem on, ją w pewien sposób zapowiadał, ale jedynie w świetle Nowego Testamentu i zmartwychwstania Jezusa stało się to dopiero jasne.

 

Łyko pisząc o tym spotkaniu w Emaus stwierdził, że nie były to spotkania kultowe (j/w. 201).

Zgoda, nie były to wtedy „zebrania kultowe”, ale te spotkania, w których Jezus zaczął wykładać uczniom Pisma (Łk 24:25-27), dały właśnie impuls chrześcijanom do organizowania „zebrań kultowych”. Bo czyż na takich zebraniach nie wykłada się Pisma i nie łamie chleba?

 

Łyko właściwie nie może zdecydować się czy spotkanie Chrystusa z Apostołami „po ośmiu dniach” (J 20:26) umieścić w niedzielę, czy też nie. Pisze on bowiem:

„Pierwszy raz zgromadzenie takie odbyło się w tym samym dniu, w którym Chrystus zmartwychwstał (Jan 20, 19), drugi raz - ‘po ośmiu dniach’ (Jan 20, 24-26). Trzeci raz w pięćdziesiątnicę. Nie były to jednak zebrania kultowe, związane z uczczeniem niedzieli...” (j/w. s. 201).

„A ponadto nie wiadomo, czy to zebranie ‘po ośmiu dniach’ faktycznie przypadło w niedzielę. Jeśli osiem dni liczyć od następnego dnia, to ósmy dzień przypadał na poniedziałek lub wtorek” (j/w. s. 201).

Nie dość, że Łyko nie może zdecydować się czy opowiada się za niedzielą w J 20:26, czy też nie, to próbuje sugerować jakiś poniedziałek czy wtorek. A gdzie dowody z pism wczesnochrześcijańskich? Kto przez całą historię chrześcijaństwa wspominał o poniedziałku czy wtorku? Czy Z. Łyko chodzi o to by tylko ‘namieszać’ nieutwierdzonym w wierze, czy chce on dotrzeć do prawdy?

 

Aluzję do negowanego przez niektórych sabatarian niedzielnego ukazania się Jezusa „po ośmiu dniach” (J 20:26) zawarł w swym piśmie Justyn Męczennik (ur. 100):

„Noe, wraz z innymi ludźmi w czasie potopu, to jest ze swoją żoną, trzema synami i żonami tych synów, tworzą liczbę osiem i są symbolem liczby ósmego dnia, w którym nasz Chrystus ukazał się po swoim zmartwychwstaniu, a który przez swą moc jest ciągle pierwszy” („Dialog z Żydem Tryfonem” II:138,1-2).

„Przykazanie zaś obrzezania, które nakazywało dnia ósmego obrzezać wszystkie dzieci, było figurą obrzezania prawdziwego, które nas obrzezało z błędu i niegodziwości przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, zmartwychwstałego pierwszego dnia w tygodniu. Pierwszy bowiem dzień tygodnia, aczkolwiek pierwszy z wszystkich dni, jest wprawdzie ósmy, jeśli się go liczy po wszystkich dniach cyklu tygodniowego, ale nie przestaje być równocześnie pierwszym” („Dialog z Żydem Tryfonem” I:41,4).

 

Zresztą o określeniu niedzieli jako „ósmego dnia”, wywodzącego się swą nazwą zapewne z J 20:26 („po ośmiu dniach”) pisze dość pochlebnie Bacchiocchi:

„Okazuje się więc, że określenie ‘ósmy dzień’, wymyślone bardzo wcześnie przez chrześcijan, wyraża w pewnym stopniu i sam sposób i samą genezę powstania instytucji niedzieli. Sugeruje ono, że święto niedzielne powstało prawdopodobnie ‘jako przedłużenie sabatu’, obchodzone początkowo w sobotę wieczorem” (s. 326).

Nie wiadomo też czemu, Bacchiocchi gdzie indziej (np. s. 306-309) początków określenia „ósmy dzień” doszukuje się gdzie się tylko da (tydzień kosmiczny, eschatologia, gnostycyzm) i nie widzi jego początku w biblijnym stwierdzeniu „po ośmiu dniach”. Przecież do tego najczęściej nawiązują pisarze wczesnochrześcijańscy (np. Justyn, Barnaba), a dopiero później zaadaptowano ósemkę do różnych spekulacji wymienionych powyżej. Więcej uwagi określeniu „ósmy dzień” poświęcimy poniżej w rozdziałach: „List Barnaby” i „Justyn Męczennik”. O tym dniu pisali też: Klemens Aleksandryjski (ur. 150) „Kobierce” V:106,2, Tertulian (ur. 155) „O bałwochwalstwie” 14:7 i Orygenes (ur. 185) „Komentarz do Psalmu” 118 (119):1 (ich teksty patrz rozdział „Inne teksty wczesnochrześcijańskie o niedzieli”).

 

O Pięćdziesiątnicy, obchodzonej w niedzielę Łyko pisze:

„Zwolennicy niedzieli uważają, że dzień ten - niedziela - został wyróżniony m. in. przez uroczyste zgromadzenie apostolskie i zesłanie Ducha Świętego. Argument nie przekonywa, ponieważ apostołowie zgromadzili się nie dlatego, że była niedziela, lecz z okazji uroczystego święta - pięćdziesiątnicy. Pięćdziesiątnica przypadła wówczas w niedzielę zupełnie przypadkowo, było to święto ruchome” („Nauki Pisma Świętego” W-wa 1989, s. 202).

U sabatarian wszystko odbywa się „przypadkowo”. Spotkanie Pawła z braćmi na „łamaniu chleba” (Dz 20:7) odbyło się przez przypadek w niedzielę, zesłanie Ducha Św. też przez przypadek, to pewnie i zmartwychwstanie Chrystusa również przez przypadek w niedzielę. Gdyby Łyko był tak zawsze konsekwentny, to powinien też dodać, że przez przypadek u pogan dzień Słońca był obchodzony w niedzielę i przez przypadek dzień Mitry był dniem Pańskim (patrz powyżej pkt 3).

A może tak Bóg chciał by Pięćdziesiątnica pokryła się z niedzielą? Podobnie jak zechciał, by „łamanie chleba” pokryło się z niedzielą (Dz 20:7) i zmartwychwstanie Chrystusa „trzeciego dnia” także.

O tym, że w pierwszych wiekach funkcjonował też kalendarz według którego Pięćdziesiątnica, tak jak inne święto, przypadało zawsze tego samego dnia tzn. w niedzielę piszemy poniżej w rozdziale „Rzym, a niedziela”. Natomiast o zesłaniu Ducha Świętego, jako Dniu Pańskim wspominaliśmy zaś powyżej w rozdziale „Ap 1:10”.

 

Bacchiocchi kwestionując doniosłość ukazywań się zmartwychwstałego Chrystusa w niedzielę, jako podstawy do wprowadzenia niedzieli jako dnia kultu twierdzi, że takich objawień się Jezusa było więcej i zapewne też w inne dni tygodnia (s. 92-97).

Otóż po pierwsze, Bacchiocchi nie wykazał, że kolejne ukazywania się były w innych dniach tygodnia niż niedziela (Biblia nie podaje nazwy żadnego z tych dni tygodnia).

 

Po drugie, jeśli nie określono dla tych ukazywań się Chrystusa konkretnego dnia tygodnia, to możemy albo przypuszczać, że mogły one (przynajmniej niektóre z nich) być w niedzielę, albo ponieważ nie określono dla nich dnia tygodnia, to znaczy, że akcent Biblii spoczywa na pozostałych dniach, tych niedzielnych, w których Jezus się ukazał.

 

Po trzecie, Bacchiocchi sam przytacza (s. 94) opinię jednego z uczonych, który uważa, że także ukazanie się Jezusa nad Jeziorem Tyberiadzkim (J 21:1-23) dokonało się w niedzielę. Mają to potwierdzać np. słowa „To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał” (J 21:14), nawiązujące do wcześniejszych dwóch niedziel (J 20:19, 26).

Mało tego, to ukazanie się Jezusa, jak się okazuje, nie było trzecim, lecz czwartym opisanym przez Jana: J 20:14, 19, 26, 21:1-23. Widać więc, że Apostoł liczy „dni” ukazywań się Chrystusa (pierwsze dwa ukazania były tej samej niedzieli), a nie same objawienia, i w związku z tym jest bardzo prawdopodobne, że opis z J 21:14 dzieje się w kolejną niedzielę. Liczba trzech dni niedzielnych ma też zapewne swoje znaczenie symboliczne, dowartościowując kolejne niedziele.

 

Bardzo ważnym biblijnym terminem, któremu wytrawny analityk adwentystyczny Bacchiocchi oraz polski uczony adwentysta Łyko, nie poświęcili wcale uwagi (polemizując z niedzielą), są słowa „trzeciego dnia”.

E. Bianchi omówił te zagadnienia na trzech stronach (107-109) w swej książce. Pisze on między innymi:

„Motywy, które doprowadziły chrześcijan (judeochrześcijan) do zaadaptowania niedzieli na dzień celebracji, a nie przestrzegania wyłącznie szabatu, nie miały bynajmniej względu praktycznego (kontynuacja szabatu), ale wynikają z nowości treści teologicznej, którą należy celebrować: pierwszy dzień po szabacie jest dniem zmartwychwstania, ukazywania się Zmartwychwstałego i daru Ducha Świętego, jest dniem, który zbiega się z owym ‘trzecim dniem’, wielokrotnie zapowiadanym przez Jezusa jako dzień Jego zmartwychwstania, i który już w ST oznacza oczekiwanie rychłej interwencji zbawczej Boga i samego wydarzenia zbawienia” („Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” Poznań 1998, s. 107).

Oto krótkie omówienie tych fragmentów biblijnych związanych z naszym zagadnieniem.

Niedzielę jako dzień zmartwychwstania Chrystusa zapowiadało kilka tekstów Starego Testamentu. Określenie „trzeciego dnia” w Biblii łączy się z podjętym przez Boga działaniem mającym wyzwolić i zbawić Jego wiernych (Rdz 22:4, 42:18, Wj 19:16, Joz 2:16, Jon 2:1, Ezd 8:15 i 32, Est 5:1, Oz 6:2). Identyczne słowa „trzeciego dnia” padają w nawiązaniu do osoby Jezusa i Jego zmartwychwstania (Mt 16:21, 17:23, 20:19, 27:63n., Mk 8:31, 9:31, 10:34, Łk 9:22, 18:33, 24:7, 21, 46, Dz 10:40, 1Kor 15:4). Przez tak częste powtarzanie przez Chrystusa formuły „trzeciego dnia”, jest jasne, że dla chrześcijan, szczególnie judeochrześcijan, niedziela stała się dniem, w którym należało upamiętniać zbawcze dzieło Boga. Szerzej o tym zagadnieniu patrz „Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” E. Bianchi, Poznań 1998, s. 107-109.

 

Oto inne teksty biblijne, które bezpośrednio lub pośrednio wiążą się z niedzielą:

O Ps 118:22-24 i zesłaniu Ducha Świętego patrz powyżej pkt 3.

 

Jezus - światłość świata (J 8:12) przez swe zmartwychwstanie w niedzielę, wskazuje nam dzień, w którym Bóg stworzył światłość (Rdz 1:3). Chrystus sprawił, że od Niedzieli Wielkanocnej my stajemy się światłami świata (Mt 5:14), chodzącymi w Jego świetle.

 

Niedziela jako pierwszy dzień stworzenia, tzn. dzień pierworodny, staje się dniem zwycięstwa Syna Pierworodnego.

 

Chrystus przez królewski wjazd do Jerozolimy (J 12:13nn.), którego dokonał w niedzielę (J 12:1, 12, 19:31), wskazał nam, że dzień ten symbolizuje Jego powtórne przyjście w chwale królewskiej.

 

Chrystus, zmartwychwstając w niedzielę, wskazał nam ten dzień jako dzień zwycięstwa nad śmiercią. Niedziela Zmartwychwstania i każda inna przypomina nam też, że i my w zmartwychwstaniemy (1P 1:3).

 

Chrystus kilkakrotnie ukazywał się uczniom w niedzielę (J 20:1, 19, 26, Łk 24:1, 13, 33, 34, 36). Tego dnia spotykają się oni (J 20:19, 26, Dz 2:1).

 

Pierwszy owoc ewangelizacyjny w liczbie 3 tys. osób zostaje dany Kościołowi w niedzielę (Dz 2:41).

 

Hbr 10:25 upomina chrześcijan:

„Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak to się stało zwyczajem niektórych”.

Ponieważ są to „nasze”, czyli chrześcijańskie zgromadzenia, więc nie wchodzą tu w rachubę sobotnie wizyty Pawła w synagogach, którymi zachwycają się sabatarianie. Choć nie pada tu słowo niedziela, to jednak komentatorzy podkreślają tu liturgiczne powiązanie greckiego słowa „zebranie” („List do Hebrajczyków. Wstęp - Przekład z oryginału - Komentarz - Ekskursy” Ks. S. Łach, Poznań 1959, s. 241-242).

 

Na zakończenie popatrzmy na słowa Bacchiocchiego, który ‘ekumenicznie’ chce dowartościować wielokrotne ukazywania się Chrystusa i zarazem zanegować to, że mogły być one podstawą do upamiętniania tego w każdą niedzielę:

„Chociaż zjawienie się Chrystusa kilkakrotnie z jednej strony potwierdzało zdesperowanym uczniom realność zmartwychwstania, to nie mogło ono z drugiej strony sugerować ustanowienia jakiejś nowej cotygodniowej pamiątki zmartwychwstania” (s. 97).

 

Wspomnijmy też, choć nie wiąże się to bezpośrednio z naszym tematem, o ‘delektowaniu się’ adwentystów słowami „według zwyczaju swego” (dotyczy bytności Chrystusa czy Pawła w synagodze w szabat - Łk 4:16, Dz 17:2). Sabatarianie nie zauważają, że przecież te słowa nie oznaczają „według przykazania o szabacie”, ale tak jakby „według tradycji swojej”. Czy w związku z tym nie przesadzają oni twierdząc, że uznaliby chodzenie do kościoła w niedzielę, gdyby przykazanie Boże mówiło o niedzieli?

 

 

Didache”

 

5) Omówimy tu: termin „Dzień Pański” oraz sprawę „drugorzędności” zmartwychwstania Jezusa jako motywu dla święcenia niedzieli.

 

Na początek przedstawiamy interesujący nas fragment „Didache” (ok. 90 r. [uczeni datują od 70 do 150 r.]):

„W dniu Pana, w niedzielę, gromadźcie się razem, by łamać chleb i składać dziękczynienie, a wyznawajcie ponad to wasze grzechy, aby ofiara wasza była czysta. Niechaj nikt, kto ma jakiś spór ze swoim bratem, dopóki się nie pogodzą, nie bierze udziału w tym zgromadzeniu, aby nie została skalana wasza ofiara. Oto bowiem słowa Pana: ‘Na każdym miejscu i w każdym czasie składać mi będą ofiarę czystą, ponieważ jestem Królem wielkim, mówi Pan, a imię moje budzi podziw miedzy narodami’ [Ml 1:11, 14]” (14:1-3).

 

J. Salij OP o tym fragmencie i pomysłach Bacchiocchiego pisze: „Otóż w datowanej mniej więcej na rok 95 Nauce Dwunastu Apostołów [Didache] znajduje się następująca wypowiedź: ‘W [dzień] Pański gromadźcie się razem, łamcie chleb i czyńcie dzięki (eucharistesate), wyznawajcie grzechy wasze, ażeby czysta była wasza ofiara’ (14,1). Owszem, powiada Bacchiocchi, tekst ten można tak odczytać, ale można go również odczytać następująco: ‘Zgodnie z [nakazem] Pańskim gromadźcie się’, itd. Patrologów czeka teraz żmudna praca zweryfikowania lub sklasyfikowania tej wypowiedzi” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 232).

Bacchiocchiemu chodzi między innymi o to, że w tekście oryginalnym „Didache” nie występuje słowo „dzień”, więc twierdzi, że zamiast tego terminu [domyślnego] trzeba wstawić inne domyślne słowo (np. „przykazanie”, „nakaz” lub „doktryna”), które zmieni sens tego zdania („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 126).

 

Trzeba przyznać, że propozycja Bacchiocchiego to nowatorskie odczytanie tego tekstu. Nie potrafimy wskazać w którym wieku po Chrystusie pojawiło się ono. Prawdopodobnie w XX wieku (Bacchiocchi nie przedstawia historii swej interpretacji tego tekstu).

Jednak sam Bacchiocchi wskazuje, że zupełnie inaczej rozumiano kiedyś ten tekst!

Otóż „Konstytucje Apostolskie” (IV w.), które tak lubią cytować sabatarianie (bo wspominają one o święceniu soboty i niedzieli na Wschodzie), są świadkiem naszego odczytania tego „spornego” tekstu. Bacchiocchi o tym pisze: „W Konstytucjach Apostolskich 7, 30, 1, które szeroko powtarzają stwierdzenia zawarte w Didache 14, że ‘w dniu zmartwychwstania Pana, to znaczy w dniu Pańskim, gromadzimy się wspólnie, razem’.” (s. 132). Zaś na stronach 132-133 uzasadnia, że „Dzień Pański” w „Konstytucjach Apostolskich” jest niedzielą cotygodniową, a nie wielkanocną, jak próbował to narzucić jeden z uczonych.

W związku z tym nie ma powodu z jakichś możliwych racji filologicznych, przedstawianych przez Bacchiocchiego (s. 125-126), zmieniać tradycyjne rozumienie omawianego tekstu.

 

Dla Bacchiocchiego nie ma prawie znaczenia, że apokryficzna „Ewangelia Piotra” (IX:35, XII:50), która powstała w latach 150-200 zawiera już definitywny argument, że określenie „Pański” oznacza „Dzień Pański” - niedzielę (patrz poniżej). Podobnie jak to ma miejsce i dziś w Grecji, gdzie niedziela określana jest terminem Kyriake, bez dodania słowa „dzień”. Choć Bacchiocchi cytuje fragmenty tej apokryficznej „Ewangelii Piotra” i przyznaje, że tak jest rzeczywiście, to jednak nie chce on widzieć zbieżności słownictwa „Didache” i tej „ewangelii”, podkreślając, że dzieli je czas „kilku dziesięcioleci” (s. 125, 129). Ze względów zapewne taktycznych nie wypowiada się jaką osobiście przyjmuje datę dla „Didache”, ale wspomina, że inni datują to dzieło na lata 60-150, a niektórzy nawet na krótko po roku 150 (s. 132, 86). Czy jest to tak odległy czas od daty napisania wyżej wspomnianego apokryfu?

Oto słowa wspomnianego apokryfu o niedzieli:

„Ale w nocy, gdy świtał dzień Pański [niedziela], a grobu strzegły straże kolejno po dwóch, odezwał się wielki głos w niebie, i ujrzeli, jak otwarło się niebo i dwu mężów zstąpiło stamtąd odzianych wielkim blaskiem i zbliżyło się do grobu” („Ewangelia Piotra” IX:35-36).

„W dniu Pańskim [w niedzielę] o świcie Maria Magdalena, uczennica Pana, która z lęku przed Żydami, płonącymi gniewem, nie uczyniła przy grobie Pana tego, co zwykły czynić niewiasty względem drogich sobie zmarłych, wziąwszy z sobą przyjaciółki udała się do grobu, gdzie został złożony” („Ewangelia Piotra” XII:50-51).

Ciekawe, że Bacchiocchi potrafił jednak przyznać:

„W tej apokryficznej Ewangelii, pochodzącej z drugiej połowy drugiego wieku, użycie skróconej formy ‘Pański’, bez rzeczownika ‘dzień - ’, skłania do wniosku, jak to słusznie zauważył L. Vaganay, ‘une facon courante’, tzn. że określenie takie było powszechnie używane” (s. 125).

„Istnieją jednak, poczynając od końca drugiego wieku, niezbite przykłady na to, że wrażenie ‘dzień Pański’ albo po prostu ‘Pański’ jest używane jako powszechne określenie niedzieli” (s. 126).

Zaznaczmy jeszcze, że właściwie Bacchiocchi nie przytoczył dowodów na to, że ta „ewangelia” pierwsza przekazała nam sam termin ‘Pański’ jako oznaczenie niedzieli. Nie może też definitywnie zaprzeczyć, że to „Didache” i Ignacy Antiocheński (†107) wyprzedzali ją w tej terminologii i od nich autor apokryfu zaczerpnął słownictwo.

 

Bacchiocchi przeciw niedzieli przytacza jeszcze słowa „Gromadźcie się często razem...” („Didache” 16:1) pisząc: „Trudno więc zgodzić się z poglądem, że sugeruje to jakąś ekskluzywność niedzielnych zgromadzeń” (s. 126).

Jeśli tak pojmuje to Bacchiocchi to tekst ten identycznie jest przeciw szabatowi.

Po drugie, nawoływanie do częstego zgromadzania się nie przeczy szczególnemu obchodzeniu niedzieli. Przecież i dziś Kościół nawołuje do częstego brania udziału we Mszy Św. i nabożeństwach w tygodniu, ale szczególnie w niedzielę.

 

A co powiedzieć o słowach Bacchiocchiego: „Brak [w „Didache”] natomiast jakiejkolwiek wzmianki o zmartwychwstaniu Chrystusowym” (s. 86), które byłaby ewentualnie motywem dla święcenia niedzieli.

Otóż po pierwsze, „Didache” wiele razy mówi o Chrystusie jako o Panu (np. 6:2, 8:2, 9:5, 11:2 i 4, 14:1, 15:1, 16:1 i 7), a ten tytuł szczególnie dotyczy Chrystusa zmartwychwstałego czemu nie da się zaprzeczyć i co wielu biblistów podkreśla.

 

Po drugie, jest też w tym piśmie aluzja do zmartwychwstania Jezusa: „Dziękujemy Ci, Ojcze Święty (...) za nieśmiertelność, Które objawiłeś nam przez Jezusa, sługę Twego” („Didache” 10:2). Otóż to objawienie „nieśmiertelności” nastąpiło przede wszystkim przez zmartwychwstanie Chrystusa, bo bez tego faktu nauka o niej byłaby tylko teorią.

 

Nasuwa się też jeszcze jedna uwaga. Otóż samo to, że „Didache” będąc jednym z najwcześniejszych pozabiblijnych zbiorów zasad wiary chrześcijańskiej nie wspomina o szabacie, świadczy, że nie był on aż tak ważnym dniem dla chrześcijan tamtego czasu, jak się wydaje sabatarianom. Być może to jest powodem, dla którego za wszelką cenę chcą oni zanegować, fakt że mówi „Didache” o niedzieli.

 

Na koniec przytoczmy jeszcze jedną wypowiedź dominikanina J. Salija na temat „Didache”:

„Ale zwróćmy uwagę na niezwykle dla naszego tematu istotną wypowiedź tegoż dokumentu, świadczącą o tym, jak żywo ówczesny Kościół odczuwał potrzebę obrzędowego odróżnienia się od Synagogi: ‘Posty wasze niech nie przypadają z obłudnikami. Oni poszczą w poniedziałki i czwartki, wy natomiast pośćcie w środy i piątki’ ([Didache] 8:1). W świetle tej wypowiedzi wydaje się rzeczą bardzo mało prawdopodobną, ażeby Kościół czasów późnoapostolskich zachowywał jeszcze zgromadzenia sobotnie” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 232).

 

 

Ignacy Antiocheński

 

6) Omówimy tu: sprawę szabatu, termin „Dzień Pański” oraz sprawę „drugorzędności” zmartwychwstania Jezusa jako motywu dla święcenia niedzieli.

 

Na początek przedstawiamy interesujący nas fragment listu „Do Kościoła w Magnezji” Ignacego Antiocheńskiego (†107):

„8.(1) Nie dajcie się zwodzić obcymi naukami ani starymi baśniami bez żadnego pożytku. Jeśli bowiem dzisiaj jeszcze żyjemy według prawa żydowskiego, wyznajemy, że nie otrzymaliśmy łaski. (2) Boscy prorocy żyli według Jezusa Chrystusa i dlatego właśnie byli prześladowani. Natchnieni Jego łaską mieli moc przekonać tych, co wątpili, że Bóg jest jeden i że objawił się nam przez Jezusa Chrystusa, swojego Syna. On to jest Jego Słowem wychodzącym z milczenia, On też we wszystkim podobał się Temu, który Go posłał.

9.(1) Tak więc nawet ludzie żyjący dawniej w starym porządku rzeczy doszli do nowej nadziei i nie zachowują już szabatu, ale obchodzą Dzień Pański, w którym to przez Jezusa Chrystusa i przez śmierć Jego także i nasze życie wzeszło jak słońce. Niektórzy wprawdzie temu przeczą, lecz przecież właśnie przez tę tajemnicę otrzymaliśmy wiarę i po to w niej trwamy...” („Do Kościoła w Magnezji” 8:1-9:1). [podobny przekład ks. A. Lisieckiego z 1924 r. cytują adwentyści w „Nauki Pisma Świętego” Z. Łyko, W-wa 1989, s. 205]

 

Powyższy fragment Ignacego omawia (w polemice z S. Bacchiocchim) J. Salij OP:

„Wyraźnie przeciwstawia niedzielę sobocie św. Ignacy z Antiochii w napisanym około roku 108 Liście do Magnezjan. Żeby zdać sobie sprawę z tego, jak wczesny to moment w historii chrześcijaństwa, warto sobie przypomnieć, że wedle legendy Ignacy znajdował się wśród dzieci, które przyprowadzono do Pana Jezusa, aby je pobłogosławił; otóż niezależnie od tego, ile prawdy jest w tej legendzie, Ignacy rzeczywiście urodził się w czasach ziemskiego życia Pana Jezusa. Wspomniana wypowiedź znajduje się w dłuższym fragmencie ostrzegającym przed uleganiem duchowi Starego Prawa, a brzmi następująco: ‘Tak więc nawet ludzie żyjący dawniej w starym porządku rzeczy doszli do nowej nadziei i nie zachowują już szabatu, ale żyją według [dnia] Pańskiego, w którym i nasze życie wzeszło [jak słońce] przez Niego i przez śmierć Jego’ (9,1). Bacchiocchi wydobywa wszystkie możliwe trudności filologiczne przeciwko takiemu odczytaniu tekstu - a dla patrologów, rzecz jasna, jest to przysługa niezmiernie cenna, bo przecież prawie każda, choćby nawet zupełnie nietrafna próba spojrzenia na stary tekst w radykalnie nowym świetle prowadzi do naukowych dyskusji, które zazwyczaj owocują jakimiś ważnymi odkryciami. Tutaj ograniczmy się do dwóch spostrzeżeń. Po pierwsze, zauważmy w tym tekście bardzo prawdopodobną aluzję do zmartwychwstania (czasownik anatello spontanicznie kojarzy się ze wschodem słońca) Po wtóre, pomimo wszystkich zastrzeżeń Bacchiocchi uznaje jednak świadectwo św. Ignacego na rzecz niedzieli, podkreśla jedynie, że ‘nie sposób snuć przypuszczeń, iż chrześcijanie w Azji radykalnie już odeszli od sabatu i święcili wyłącznie niedzielę’ (s. 237). Przypomnijmy, że chodzi tu mniej więcej o rok 108, zdaniem zaś Bacchiocchiego - 115” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 232-233).

 

Bacchiocchi aby osłabić wartość cytowanych słów Ignacego („nie zachowują już szabatu”) proponuje by je odczytać następująco: „nie sabatyzując dłużej” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 234). Zapewne każdy domyśli się, że bez takiego odczytania tekstu słowa Ignacego byłyby dla niego bezwartościowe. Dla nas zaś obie wersje są do przyjęcia (!), bo obydwie pozwalają na zrozumienie, że Ignacy stwierdza, że chrześcijanie nie obchodzą już szabatu.

Do pewnych wątpliwości na temat szabatu doprowadziły Bacchiocchiego następujące słowa Ignacego:

„Nie dajcie się zwodzić obcymi naukami ani starymi baśniami bez żadnego pożytku. Jeśli bowiem dzisiaj jeszcze żyjemy według prawa żydowskiego, wyznajemy, że nie otrzymaliśmy łaski” („Do Kościoła w Magnezji” 8:1).

„Jest rzeczą bezsensowną mówić o Jezusie Chrystusie i zarazem żyć po żydowsku, ponieważ to nie chrześcijaństwo przyjęło judaizm, lecz judaizm chrześcijaństwo, w którym zgromadzili się wszyscy ludzie wierzący w Boga” („Do Kościoła w Magnezji” 10:3).

I jeszcze jedna uwaga. Otóż gdyby obchodzenie szabatu było tak ważne dla Ignacego, jak się wydaje Bacchiocchiemu, to zapewne przynajmniej w jeszcze jednym ze swych siedmiu listów wspomniałby o tym. Tymczasem Ignacy w liście „Do Kościoła w Filadelfii” stwierdza:

„Jeśli ktoś wyjaśnia wam [Pismo] według zasad judaizmu, nie słuchajcie go. Lepiej jest bowiem słuchać obrzezanego, który głosi chrześcijaństwo, niż nie obrzezanego, który po żydowsku żyje” (6:1).

 

Wydaje się też, że Bacchiocchi chce powyższy tekst Ignacego sprowadzić w pewien sposób do absurdu i wykazać, że jeśli zastosujemy w nim słowo ‘szabat’, to okaże się, że nie zachowywali go prorocy Starego Testamentu, co byłoby nonsensem. Jakie on przedstawia dowody? Otóż łączy on tych proroków z wcześniejszego rozdziału (8:2) z osobami z rozdziału następnego (9:1). Tymczasem żaden znany mi polski przekład czy fragment omawianego listu Ignacego (Świderkówna, Lisiecki, Bianchi; patrz powyżej) nie sugeruje utożsamiania osób z obu rozdziałów.

Bacchiocchi zaś pisze: „W następnym rozdziale [9] powołuje się on znowu na tych starotestamentowych proroków, ‘którzy żyli według starodawnych sposobów’ i którzy ‘osiągnęli nową nadzieję, nie sabatyzując dłużej, ale żyjąc zgodnie z życiem Pana (albo dnia Pańskiego...)’.” (s. 234).

Powyżej przedstawiliśmy zaś cały fragment Ignacego (z 8 i 9 rozdz.), po przeczytaniu którego każdy sam wyrobi sobie zdanie co do utożsamiania omawianych osób.

 

Ciekawostką jest też widoczna „odmienność” wykładni Bacchiocchiego nie tylko od uznających niedzielę, ale i od innych adwentystów! O ile on „sabatyzowanie” w piśmie Ignacego interpretuje jako zachowywanie soboty „na sposób judaistyczny” (s. 236), to dla Z. Łyko to samo słowo znaczy zachowywanie innych sabatów tzn. szabatów ceremonialnych (s. 206) opisanych w Kpł 23:24, 27-28. Widać więc, że czasem sabatarianie bronią swej soboty jak się tylko da, aby tylko zwalczyć niedzielę.

 

Na kogo powołuje się Bacchiocchi w sprawie rzekomego odrzucenia w liście Ignacego „obchodzenia szabatu na sposób judaistyczny”, a obowiązującego „niejudaistycznego obchodzenia soboty”?

Otóż na anonimowy tekst „Do Kościoła w Magnezji” Pseudo-Ignacego pochodzący z IV lub V wieku, nazywając go „dłuższym tekstem (zrewidowanym)” (s. 236).

Bacchiocchi cytuje następujące słowa z tego pisma (rozdz. 9):

„Nie zachowujemy zatem dłużej sabatu na sposób żydowski i nie radujemy się w dniach bezczynności (...) Ale niech każdy z nas zachowuje sabat w sposób duchowy, radując się rozmyślaniem nad zakonem, nie zaś w odpoczynku cielesnym, niech podziwia wówczas mistrzostwo Boga. Natomiast niech nie postępuje w ten sposób, że nie spożywa potraw dzień wcześniej przygotowanych, ani letnich napojów, ani że spaceruje w obrębie dopuszczalnej przepisami przestrzeni, ani że nie znajduje upodobania w tańcu i oklaskach, które to zakazy same w sobie nie mają żadnego sensu” (s. 236).

Zwróćmy uwagę na słowa opuszczone przez Bacchiocchiego (wykropkowane), bo są one kluczowe, potwierdzając, że obchodzący chrześcijanie szabat, w tym dniu pracowali. Oto te słowa:

„‘Kto nie pracuje niech nie je’ [2Tes 3:10]. ‘W pocie oblicza swego spożywając chleb swój’ [Rdz 3:19]” (Pseudo-Ignacy - „Do Kościoła w Magnezji” 9).

Nie wiemy czy nasz analityk adwentystyczny umyślnie opuścił te słowa, czy nie były mu potrzebne, ale i tak jeden zachowany przez niego fragment mówi także o tym, że obchodzenie szabatu nie polegało na „odpoczynku cielesnym” (patrz powyżej).

Drugi problem, którym jednak zajmiemy się poniżej, dotyczy niedzieli jako Dnia Pańskiego. Bo tak się właśnie składa, że cytowany fragment przez Bacchiocchiego kończy się opisem obchodzenia niedzieli, „Królowej dni”, tuż po skończonym szabacie! Ale tego urywka nasz adwentysta już nam nie przedstawił wcale, bo miał zapewne inne plany, zajmując się problemem sabatyzowania, a nie Dniem Pańskim (patrz poniżej po słowach: Po szóste...).

 

Jeśli więc, jak widać, obchodzenie szabatu na sposób niejudaistyczny nie polegało na powstrzymywaniu się od pracy, to co wspólnego ma tamto obchodzenie soboty z dzisiejszymi sabatarianami, którzy odpoczynek cielesny akcentują?

Absurdalny staje się też ich pretensjonalny zarzut, że niedziela w pierwszych wiekach była normalnym dniem pracy, skoro święcąc sobotę też nie powstrzymywano się od niej.

 

Druga sprawa (obok szabatu) w liście Ignacego, to Dzień Pański, którego istnienie w tym tekście Bacchiocchi i Z. Łyko kwestionują.

Bacchiocchi np. pisze:

„wedle naszej oceny, tekst ‘Magnezjan’ 9, 1 odnosi się raczej do ‘życia Pana’ niż do ‘dnia Pańskiego’...” (s. 254).

„Co więcej rzeczownik ‘życie - ’ występuje w najstarszym ocalałym rękopisie greckim (Codex Mediceus Laurentimus); a zatem zwrot ‘życie Pana’ jest najbardziej prawdopodobnym przekładem” (s. 235).

Ale w innym miejscu Bacchiocchi umiał też napisać tak, jakby dopuszczał, że w liście Ignacego jest możliwe istnienie terminu „Dzień Pański”:

„Ignacy pisze: (...) żyjąc zgodnie z życiem Pana (albo dnia Pańskiego...)’.” (s. 234; por. s. 235).

 

Spróbujmy odpowiedzieć na te zarzuty Bacchiocchiego.

Otóż po pierwsze, częściowo odpowiedź Bacchiocchiemu daje polski adwentysta Z. Łyko, który nawet potrafił przytoczyć opinię uczonych, przeczących pomysłom naszego analityka: „Niektórzy interpretatorzy są zdania, że choć w tekście oryginalnym nie występuje słowo ‘dzień’ (hemera), to jednak można się go domyślać i połączyć je ze słowem ‘Pański’ (kyriake), zwłaszcza jeśli wziąć za podstawę przekładu edycję Loeba, która zawiera jedynie frazę ‘kata kyriaken dzontes’ (żyli zgodnie z Pana). W ten oto sposób całość frazy w brzmieniu: ‘żyją zgodnie z dniem Pańskim’ (kata kyriake hemera dzontes), czyli ‘zachowują dzień Pański’, można by przeciwstawić frazie poprzedniej: ‘nie święcą szabatu’ (meketi sabbatidzontes).” („Nauki Pisma Świętego” W-wa 1989, s. 206). Oczywiście Łyko nie zgadza się z taką interpretacją tego tekstu.

 

Po drugie, to że słowo „życie” (zamiast domyślnego „dzień”) występuje w jednym spośród pozostałych kodeksów listu Ignacego jeszcze o niczym nie świadczy i nie przesądza. Wręcz przeciwnie, źle świadczy o Bacchiocchim, że buduje swą całą konstrukcję na jednym kodeksie, nawet jeśli jest on najstarszym z ocalałych, nie mając innego potwierdzenia w dalekiej historii. Prócz tego, nawet najstarszy zachowany kodeks nie musi być najwierniejszym i Bacchiocchi zdaje się to rozumieć, nie starając się udowadniać, że jest inaczej. Znamienne jest więc to jego milczenie w tej sprawie. Pisze też, że „bardziej istotny będzie sam kontekst” (s. 235) omawianego fragmentu, niż sam ten kodeks.

 

Po trzecie, nie wiemy jak ma wyglądać dalszy ciąg omawianego fragmentu po proponowanych przez Bacchiocchiego słowach „ale żyjąc zgodnie z życiem Pana”, bowiem nasz adwentystyczny analityk jakby ‘zapomniał’ przedstawić kolejne słowa tego tekstu, który ‘odmienił’. Czyżby wymagane było „odmienne” interpretowanie kolejnego fragmentu?

 

Po czwarte, jakoś dziwne, że przez wiele wieków nikt nie interpretował tego tekstu tak jak Bacchiocchi. On sam na potwierdzenie swych koncepcji odsyła tylko do uczonych z XX wieku (s. 235).

 

Po piąte, Bacchiocchi sam potwierdza, że niewiele lat po Ignacym istniał zwyczaj nazywania niedzieli terminem „Pański”, bez użycia słowa dzień, tak jak to ma miejsce dziś np. w języku polskim, gdy używa się nazwę „niedziela” i każdy rozumie już, że chodzi o dzień tygodnia. Oto słowa naszego adwentysty:

„W tej apokryficznej Ewangelii, pochodzącej z drugiej połowy drugiego wieku, użycie skróconej formy ‘Pański’, bez rzeczownika ‘dzień - ’, skłania do wniosku, jak to słusznie zauważył L. Vaganay, ‘une facon courante’, tzn. że określenie takie było powszechnie używane” (s. 125).

„Istnieją jednak, poczynając od końca drugiego wieku, niezbite przykłady na to, że wrażenie ‘dzień Pański’ albo po prostu ‘Pański’ jest używane jako powszechne określenie niedzieli” (s. 126).

Więcej o tym zagadnieniu napisaliśmy w poprzednim rozdziale („Didache”) i tam odsyłamy zainteresowanych. Zaznaczmy jednak, że właściwie Bacchiocchi nie ma dowodów na to, by w pełni zaprzeczyć, że to właśnie pierwsze „Didache” (ok. 90 r.) i Ignacy użyli sam termin „Pański” dla oznaczenia niedzieli, a dopiero później skorzystał z tego nazewnictwa autor wspomnianego apokryfu.

 

Po szóste, ponieważ Bacchiocchi użył w sprawie szabatu (jak wiedzieliśmy powyżej) do swej argumentacji tekst listu „Do Kościoła w Magnezji” Pseudo-Ignacego (IV-V w.), więc i my go spożytkujemy. Zacytujemy fragment, przed którym Bacchiocchi kończy swój cytat w swym dziele na stronie 236. Czyżby przez przypadek?

„I po uczczeniu szabatu niech każdy kochający Chrystusa święci dzień Pański, jako dzień zmartwychwstania, Królową wyniesioną nad każdy dzień, którego oczekiwał prorok dowodząc ‘do końca o ósmym’ dniu [Ps 6:1 i 11:1 wg LXX], w którym i życie nasze wzeszło i zwycięstwo nad śmiercią zostało zdobyte w Jezusie” (angielski tekst opublikowany na http://www.ccel.org/fathers2/ANF-01/anf01-17.htm#P1394_249090).

Jeśli więc tekst Pseudo-Ignacego potraktować jako wykładnię listu „Do Kościoła w Magnezji” Ignacego, to widać, że trzeba rozumieć, że w obu frag