baner

artykuł z: Polemika z serwisem Racjonalista.pl

Qumran a chrześcijaństwo - debata z Jerzym Sędziakiem

Niniejszy tekst jest polemiczną debatą pomiędzy mną a Jerzym Sędziakiem z Serwisu Racjonalista. Celowo piszę „debatą”, ponieważ J. Sędziak odpisał na moją polemikę z jego tekstem, którą zatytułowałem Czy chrześcijaństwo powstało na bazie wierzeń esseńczyków?, i którą zamieściłem w niniejszym serwisie[1]. W dalszej części tego tekstu będę nawiązywał do tej mojej polemiki z Sędziakiem, nazywając ją dalej: „pierwsza moja polemika z Sędziakiem w sprawie Qumran”. Tekst Sędziaka będący polemiką z owym moim pierwszym polemizującym z nim tekstem w sprawie Qumran został przez niego rozbity na dwie części i zatytułowany Qumran w krzywym zwierciadle, cz. I #2[2] oraz Qumran w krzywym zwierciadle #3[3].

Sędziak zachowuje się dość dziwnie w tej polemice. Na początku, gdy napisał jej pierwszą część zawarłem do niej odpowiedź na niniejszej stronie www. Potem jednak, gdy Sędziak zamieścił resztę swej polemiki (wspomnianą wyżej część 3) to zauważyłem, że zmodyfikował swój wcześniejszy tekst polemizujący ze mną (tzn. część 2, na którą odpowiedziałem na niniejszej stronie www) bez informowania o tym czytelników i mnie. Modyfikacje tekstu Sędziaka szły dość daleko, bo usunął on dużą partię swego tekstu (np. to jak ustosunkowywał się do podanego przeze mnie cytatu z Wizji Amrama, który w ogóle wyciął ze swego tekstu i wprowadził zamiast tego zafałszowujący sprawę komentarz, czy to co pisał o piekle, podając cytat Jezusa z Mk 9,46), wstawiając zamiast tego krótkie i upraszczające sprawę „streszczenia” tego co pisałem wcześniej. Zafałszowywało to w znacznej mierze prawdę o naszej dyskusji. Potem Sędziak znów raz jeszcze zmodyfikował swój tekst dodając rozwinięcie w punktach omawianej przeze mnie kwestii porównania tekstu z Qumran z tekstem z Iz 35,4-6. Takie zachowywanie się Sędziaka jest niepoważne i wprowadza zamęt i chaos do tej dyskusji. 

Sędziak w swym tekście dokonał rozróżnienia moich i jego wypowiedzi, poprzedzając je moimi i jego inicjałami. Niżej zachowuję ten dość dobry podział. Jednocześnie, aby ułatwić czytelnikowi rozróżnienie moich najnowszych wypowiedzi w poniższym tekście zaznaczam je na niebiesko. Z poniższego tekstu Sędziaka nic nie wycinam, ustosunkowując się do wszystkiego punkt po punkcie (poza wyżej wspomnianą wzmianką o Epifaniuszu).

Godne odnotowania jest to, że Sędziak odpowiadając na mój tekst zrezygnował z obrony wszystkich przykładów „swych” paraleli jakie dostrzegł pomiędzy Qumran a chrześcijaństwem. Sędziak zrezygnował z polemiki odnośnie domniemanych paraleli, które pierwotnie zawarł w swym tekście w punktach nr 5 (paralela o wodzie żywej z J 7,38), 10 (o Radzie Zrzeszenia składającej się rzekomo z 12 osób), 11 (część argumentacji o własności prywatnej), 13 (cały punkt złożony z wielowątkowej argumentacji [Belial, Melchizedek, archanioł Michał] pominięty w polemice), 16 (o obmyciach i chrzcie). Nie wiem tym samym, czy wycofał się on ze swych niektórych „paraleli”. Przechodzę teraz do polemiki. Na samym początku swego tekstu Sędziak pisze:

"Dzięki Zwojom mamy znacznie lepszy wgląd w świat z którego wyrosło chrześcijaństwo. Czytając je , widzimy jaki był grunt i jakie były korzenie. Dla tych, którzy chcą zrozumieć historię chrześcijaństwa Zwoje są ciekawą i wzbogacającą ich wiedzę lekturą. Ci zaś, którzy uważają chrześcijaństwo i ideologię chrześcijańską za coś całkowicie nowego, odrębnego, nie mającego specjalnych związków z klimatem żydowskim, widzą w Zwojach zagrożenie dla swojej wiary."
Hershel Shanks "The Mystery and Meaning of the Dead Sea Scrolls"

Ludzie cierpiący na qumranofobię, to tacy, którzy kategorycznie zaprzeczają wszelkim, nawet pośrednim związkom chrześcijaństwa i Jezusa z Qumranem. I takich właśnie piszący te słowa Shanks miał tutaj na myśli. Przykładem takiej fobii może być tekst Jana Lewandowskiego polemizujący z moim artykułem "Qumran - przedsionek chrześcijaństwa". 

Odpowiedź:

Po pierwsze, nie trzeba cierpieć na qumranofobię, aby zaprzeczać rzekomym związkom chrześcijaństwa z Qumran. Mój sceptycyzm co do domniemanych związków Qumran z chrześcijaństwem nie wynika z jakiejś niechęci czy strachu przed Qumran, tylko wynika ze zbyt słabych przesłanek dowodzących takiego rzekomo istniejącego wpływu idei qumrańskich na idee chrześcijańskie. Tzw. „racjonalistom” wydaje się zbyt często, że coś jest „bezspornym faktem” tylko dlatego, że oni po prostu o tym napisali. Mniemają więc, że czyjś sceptycyzm wobec popieranej przez nich idei postulującej istnienie wpływu idei qumrańskich na chrześcijaństwo nie może wynikać ze zbyt słabych przesłanek wskazujących na taki wpływ, tylko od razu musi wynikać on z czyjejś niechęci czy strachu przed Qumran. Tak oczywiście nie jest. Po drugie, powyżej zacytowane przez Sędziaka słowa Shanksa wcale nie stosują się do mnie, jak próbuje swych czytelników przekonać Sędziak. Shanks wyraźnie wskazuje na coś zupełnie innego, mianowicie jego zdaniem Qumran odrzucają ci, którzy widzą chrześcijaństwo jako coś „nie mającego specjalnych związków z klimatem żydowskim”. Ja nigdy nie byłem kimś takim, wręcz przeciwnie, w moim pierwszym tekście polemizującym z Sędziakiem w sprawie rzekomych wpływów Qumran na chrześcijaństwo wyraźnie postulowałem cały czas, że jakaś idea chrześcijańska, której pierwowzór Sędziak widział od razu w Qumran, pochodziła ze starotestamentalnego dziedzictwa judaizmu, lub nawet z samego judaizmu. Czy to jest więc postrzeganie chrześcijaństwa jako czegoś co nie ma „specjalnych związków z klimatem żydowskim”? W żadnym wypadku nie. Powyższe słowa Shanksa w żadnym wypadku nie odnoszą się więc do mnie.          

W liście do Racjonalisty informującym o powstaniu tego artykułu, autor napisał "Czy essenizm wpływał na chrześcijaństwo?". Tytuł dość interesujący. Ale gdy otwieram stronę internetową Lewandowskiego czytam inny tytuł: "Czy chrześcijaństwo powstało na bazie wierzeń esseńczyków?" To już zmienia postać rzeczy. Samym tytułem Lewandowski imputuje mi, że uważam essenizm za ojca chrześcijaństwa, co oczywiście jest nieprawdą.

Odpowiedź:

            Sędziak stwarza tu sztuczny problem. Nie ma tak naprawdę żadnej różnicy treściowej między tytułem Czy essenizm wpływał na chrześcijaństwo? i tytułem Czy chrześcijaństwo powstało na bazie wierzeń esseńczyków? Drugi tytuł jest tylko wariantem tytułu pierwszego (który jest moim zdaniem bardziej precyzyjny, stąd późniejsza zmiana na wcześniejszego tytułu na rzecz tego właśnie tytułu) i rozumiem go w ten sposób, że pewne elementy doktryny chrześcijańskiej miałyby powstawać w oparciu o wierzenia esseńczyków (a tak właśnie postuluje Sędziak). Nie oznacza to jednak od razu, że z tego tytułu wynika, iż essenizm był ojcem chrześcijaństwa. To jest już nadinterpretacja Sędziaka, stąd zupełnym nieporozumieniem jest jego powyższe stwierdzenie – „Lewandowski imputuje mi, że uważam essenizm za ojca chrześcijaństwa”. Nic takiego Sędziakowi oczywiście nie imputuję przez wspomniany tytuł mojej rozprawki polemicznej z nim. 

Na temat Zwojów z Qumran napisałem trzy artykuły. Oto ich fragmenty które przeczą temu jakobym uważał essenizm za ojca chrześcijaństwa:

"Skoro wiemy już, że chrześcijaństwo i essenizm należą do tej samej rodziny, są dziećmi judaizmu, to musimy zgodzić się z tym, że essenizm jest starszym bratem chrześcijaństwa... Jezus i apostołowie zapożyczyli wiele nauk od nich, i być może innych nauczycieli tamtego okresu... Paleografowie są zgodni co do tego, że esseńczycy, na pismach których wzorowali się w znacznej mierze, bezpośrednio lub pośrednio, bardziej lub mniej świadomie, autorzy czterech ewangelii i listów apostolskich i sam Jezus, byli gminą religijną starszą od Jezusa i apostołów... nie spierałbym się z kimś kto wybrałby punkt trzeci, a mianowicie, że "Jezus nigdy nie był esseńczykiem, lecz podobnie jak oni zapożyczył nauki od innych nauczycieli ówczesnego i/lub starszego pokolenia".

Odpowiedź:

Jak wyżej – nigdzie nie imputuję Sędziakowi, że uważa on essenizm za „ojca chrześcijaństwa”. To jest stwarzanie sztucznych problemów w oparciu o nadinterpretację tytułu mojej rozprawki. 

Lewandowski próbuje więc odciąć Qumran od jakichkolwiek związków z pierwotnym chrześcijaństwem. I tutaj popełnia zasadniczy błąd idąc tak daleko. Błąd ten komplikuje mu sprawę, wręcz ośmiesza go chwilami.

Odpowiedź:

Jeśli mój sceptycyzm i ostrożność w tej kwestii mnie ośmiesza, to z tego wynika, że tzw. „racjonaliści” są w ogóle jednym wielkim pośmiewiskiem. Przecież rzekomo ich zasada naczelna to właśnie sceptycyzm. Agnosiewicz w podtytule swego Serwisu Racjonalista napisał sobie „Ośrodek racjonalistyczno-sceptyczny im de Voltaire’a”. Jak się jednak okazuje ci panowie są sceptyczni jak im to potrzebne, owszem, zwłaszcza wobec chrześcijańskiego Credo, jednak w przypadku ich własnych i bardzo wątpliwie podpartych hipotez ich sceptycyzm już zupełnie wyłącza się. Zwłaszcza gdy za pomocą tych hipotez można uderzyć w chrześcijaństwo. Idealnym przykładem tego jest właśnie doszukiwanie się przez Sędziaka rzekomych wpływów pism wspólnoty z Qumran na chrześcijaństwo. Jest to tylko przykład i wcale nie jest on odosobniony.       

Do takich jak on wniosków nie doszedł dotąd żaden poważny naukowiec badający Zwoje.

Odpowiedź:

            Jeśli za „poważnych naukowców” Sędziak uważa tylko tych, którzy podzielają jego wnioski w tej sprawie, to rzeczywiście do takich wniosków jak moje w rzeczonej kwestii „nie doszedł dotąd żaden poważny naukowiec badający Zwoje”. W rzeczywistości do takich wniosków jak ja doszli właśnie poważni naukowcy badający zwoje z Qumran, włącznie z tymi, którzy je publikowali. Prawie identyczny jak ja i tak samo sceptyczny pogląd jak mój mieli nawet ci naukowcy którzy rozwijali i odszyfrowywali zwoje z Qumran – Fitzmyer, Milik, de Vaux, Skehan, Starcky, Strugnell[4]. To tylko kilka przykładów, można by podać ich więcej. Sędziak nie ma więc prawa powoływać się na autorytet naukowców w tej sprawie, skoro jest on tak podzielony. Tam gdzie wśród największych autorytetów tym się zajmujących istnieje podział w spojrzeniu na tę kwestię, tam nie istnieje nic pewnego w tej sprawie. Wtedy już autorytet z żadnej strony nic tu nie pomoże. To oczywiste, i tylko ktoś kto jest osobnikiem zindoktrynowanym przez fałszywe i słabe pojmowanie autorytetu nauki (a tak niestety jest w przypadku dużej części tzw. „racjonalistów”, do których najwyraźniej zalicza się też Sędziak) może zamykać się na ten oczywisty fakt.     

W każdym razie, byłby mądrzejszy gdyby więcej liczył się ze zdaniem naukowców, nie czepiał się każdego mojego słowa i nie dowodził, że w każdym przypadku jest akurat odwrotnie niż ja myślę.

 Odpowiedź:

            Nie istnieje nic takiego jak „zdanie poważnych naukowców” w tej sprawie, z tej racji, że – jak ukazałem wyżej - najpoważniejsi badacze zwojów są bardzo podzieleni w tej kwestii, czy tego Sędziak chce, czy nie. Możemy co najwyżej mówić o rożnych zdaniach naukowców na ten temat. Powoływanie się na autorytet „poważnych naukowców” (w rzeczywistości są to tylko niektórzy naukowcy, niektórzy z nich są w świecie naukowym uważani za kogoś w rodzaju Ericha von Danikena, innym z nich udowodniono tendencyjne odczytywanie zwojów z Qumran[5]) jest po prostu manipulowaniem przez Sędziaka autorytetem nauki. To tak jakby powoływać się na orzeczenie sądu w jakiejś sprawie, mimo, że inny sąd w tym samym czasie wydałby orzeczenie przeciwne (w Polsce był nawet jeden taki kuriozalny przypadek, o czym niedawno było w programie Elżbiety Jaworowicz)

Dla tzw. „racjonalistów” opinie pewnych naukowców (oczywiście jest to tylko część naukowców, tych najbardziej im pasujących) są niczym objawienie, dogmat. Wymachują oni potem tymi wybiórczo dobranymi opiniami jako „naukowymi i niekwestionowalnymi faktami”, aby każdy kto się z nimi nie zgadza wyszedł na ignoranta, „niewykształconego, ciemnego oszołoma” (takie określenia ci panowie uwielbiają stosować). Taka stara, w istocie bardzo płytka i prymitywna a także skrajnie perfidna taktyka „racjonalistyczna” jest oczywiście niczym innym jak tylko socjotechnicznym manipulowaniem ludźmi. Ja to określam mianem tzw. „tyranii autorytetu”. Jest tak zwłaszcza w tym przypadku, skoro w temacie o jaki się spieramy nie istnieje konsensus wśród najważniejszych naukowców zajmujących się tą dziedziną. Jeśli ktoś jest do tego stopnia zmanipulowany racjonalistyczną propagandą, że jeszcze nie pojmuje o co mi chodzi, to zalecam mu rozważenie sytuacji odwrotnej, tzn. takiej w której ja powoływałbym się na poważnych naukowców qumranistów aby Sędziakowi udowadniać, że nie istnieją żadne związki pomiędzy Qumran a chrześcijaństwem. Nie miałbym z tym problemu, bo takich qumranistów jest bez liku. Co Sędziak by wtedy zrobił? Niełatwo się domyśleć, że odrzuciłby taki argument, znajdując sobie wymówkę, że to naukowcy popierający jego punkt widzenia w sprawie Qumran są poważni, a nie tacy co mają odmienne zdanie. Oczywiście taka wymówka byłaby kompletną dziecinadą (ja mógłbym bowiem argumentować dokładnie odwrotnie i mój argument miałby identyczną wartość w tym wypadku) i argumentowanie, że poważnymi naukowcami są tylko ci, którzy komuś pasują do tezy jest całkowicie niepoważne. Przypomina to raczej spory chłopców z piaskownicy, którzy spierają się o to czyje zabawki są fajniejsze.           

Lewandowski już na wstępie z pogardą wyraża się nie tylko o mnie i Racjonaliście, lecz nawet o nie kwestionowanym w świecie naukowym autorytecie jakim jest profesor Geza Vermes, co od razu mówi kim jest i co sobą reprezentuje.

Odpowiedź:

Każdy kto zawodowo uprawia naukę (Sędziak najwyraźniej nie jest kimś takim), lub choćby na poważnie interesuje się nią, wie, że w świecie nauki nie ma tzw. „niekwestionowanych autorytetów”. Jest tak zwłaszcza w przypadku nauk humanistycznych, a to właśnie naukowcy z tego obozu nauki rozplątują dosłownie i w przenośni zwoje z Qumran. 

Obraźliwe epitety pojawiają się często w dyskusjach tam gdzie kończą się rzeczowe argumenty, których Lewandowskiemu najwyraźniej w paru istotnych kwestiach brakuje, stąd to jego podenerwowanie.

Odpowiedź:

Ależ skąd, nie jestem podenerwowany, wręcz przeciwnie, dużą frajdę sprawia mi rozplątywanie punkt po punkcie różnych „racjonalistycznych” pajęczynek ideologicznych, wraz z ukazywaniem, że są one utkane tak naprawdę z małych i niewidocznych na pierwszy rzut oka filozoficznych teoryjek, branych zwyczajnie z sufitu i tylko pozornie opartych o fakty.  

Chyba nikt rozsądny nie uwierzyłby w to, że tacy naukowcy jak Allegro, Vermes, Schiffmann, lub Shanks zmyślali 'historie science fiction' w celu wywołania w świecie taniej sensacji.

Odpowiedź:

A czemuż by nie? Sensacja daje popularność a popularność z kolei bardzo duże pieniądze. Tym nie pogardzi nikt a wielu poświęci za to na ołtarzu uczciwości resztki swej godności (życie jest bardzo ciężkie i niepewne, gdy się ma niezbyt dużo pieniędzy, i bardzo lekkie i bezpieczne, gdy się ma ich dużo). Po tym co pisze Sędziak widać, że u „racjonalistów” istnieje naiwna i bardzo zabawna niemal dziecinna wiara w święte krowy w nauce. Nie jest to wcale odosobnione, dla każdego kto miał zwyczaj kiedyś „skrzyżować szablę” z nimi oczywiste jest, że jest to typowe, wręcz klasyczne zjawisko. W ogóle nauka często jest dla nich jak objawienie boskie a wiara w uczciwość uprawiających ją jest niemalże nieskończona (gdybym ja miał taką wiarę w Boga to chyba bym już dawno temu został ogłoszony świętym). W powyższym zdaniu Sędziaka powinno się raczej znajdować słowo „uczciwy” zamiast „rozsądny”. W ogóle powyższe zdanie Sędziaka jest sformułowane w sposób podstępny, bo z góry zakłada, że błędne formułowanie wniosków o Qumran może być tylko wynikiem braku rozsądku, a nie np. czyjejś zwyczajnej pomyłki (nawet ludzie rozsądni się przecież mylą) czy nieuczciwości.  

Jak widać, zdaniem takich jak Sędziak naukowcy (a konkretnie ci co pasują „racjonalistom” w danej kwestii) nie dlatego są uczciwi, że nikt nie przyłapał ich na nieuczciwości (co jest nawet dla specjalistów bardzo trudne z wielu różnych powodów), tylko „są uczciwi” dlatego, że są naukowcami (no i też dlatego, że pasują w danej sytuacji „racjonalistom”). Doprawdy dziwna zależność. Tymczasem nikt inny jak właśnie sam szef Serwisu Racjonalista chyba ostatnio lekko ochłonął ze swego scjentycznego i tak charakterystycznego dla „racjonalistów” zaangażowania, skoro otworzył niedawno na swej stronie w dziale Nauka całą podstronę o oszustwach, plagiatach, kłamstwach i przekrętach samych naukowców! Nie sądzę, że jestem pilniejszym niż Sędziak czytelnikiem serwisu Agnosiewicza i ja ten dział już widziałem a Sędziak jeszcze nie. Przytoczmy też w tym miejscu Sędziakowi pewien cytat na ochłodę, który zamiast go lekko otrzeźwić być może nawet podziała na niego wręcz jak zimny prysznic. Profesor dr hab. Kornel Gibiński (a więc nie jakiś „ciemny i niewykształcony oszołom”) napisał swego czasu:

„Oszustwa, naciąganie rezultatów badań znane są w nauce od najdawniejszych czasów. W notatkach wybitnych uczonych, których rezultaty nie zostały dotąd zachwiane, natrafiamy na ślady poprawek, podciągania wyników eksperymentów do tezy, z dobrej woli zapewne robionych. Ktoś był przekonany, że jego odkrycie jest słuszne, ale nie wszystkie rezultaty badań pasowały – więc poprawiał te wyniki tak, by lepiej uzasadniały wnioski. Takie ułomności ludzkie towarzyszyły nawet największym uczonym”[6].

               W jednym z opracowań zajmującym się metodologią nauki czytamy z kolei o innych naukowcach, tym razem o fizykach:

„Fizycy jednak i tak postępują z rachunkami matematycznymi dość bezceremonialnie, naginając je do swoich potrzeb. Nagminną praktyką, na przykład, przy rozwijaniu jakiejś funkcji w szereg, jest pomijanie jako nieistotnych dalszych, poza pierwszym, ewentualnie drugim, wyrazów tego rozwinięcia, głównie dlatego, że nikt nie ma pojęcia, jakim wielkościom odpowiadać by miały symbole tam występujące. […] Czasami zmuszeni są stosować rachunek matematyczny, który daje wyniki niezgodne z wyobrażeniami na temat rzeczywistości, nie mieszczące się w świecie nauki; wtedy niezgodności te są usuwane niejako <<ręcznie>>. Jest tak obecnie w kwantowej teorii pola, która prowadzi >>do wyników porównywalnych z obserwacjami za pomocą rachunków przybliżonych, przy których istotnym elementem jest proces renormalizacji[7]. Polega on na usuwaniu wielkości rozbieżnych (<<nieskończoności>>), jakie pojawiają się w każdej teorii<<”[8].

            Naukowcy podlegają więc takim samym jak wszyscy ludzie słabościom i wyłączanie ich z kręgu podejrzeń o rzetelność i uczciwość w kwestii wyciąganych przez nich wniosków (jak chcą to ochoczo czynić tacy jak Sędziak) tylko dlatego, że są naukowcami, jest przejawem naiwności, której powinien wstydzić się każdy dorosły (o ile kimś takim jest Sędziak). Sędziak pytając więc wyżej czemu jacyś qumranolodzy mieliby zmyślać zachowuje się naiwnie i tkwi w świecie idealistycznej iluzji, ignorując rzeczywistość. Albo po prostu manipuluje autorytetem naukowców. Trzeciej możliwości nie ma.

            Co do takich jak Allegro, to przypominam jeszcze raz co Sędziak wyżej pisze:

Chyba nikt rozsądny nie uwierzyłby w to, że tacy naukowcy jak Allegro, Vermes, Schiffmann, lub Shanks zmyślali 'historie science fiction' w celu wywołania w świecie taniej sensacji”.

Odpowiedź:

A ja jednak Sędziak przemilcza (lub nie dopuszcza do siebie), że tezy np. takiego Allegro spotkały się właśnie z jednoznacznym odrzuceniem przez międzynarodowy zespół naukowców badających i odczytujących zwoje z Qumran. Uznali oni, że jego wnioski są nieuczciwe i nie poparte materiałem faktograficznym znalezionym w Qumran. To co Allegro pisał było więc niczym innym jak science fiction. W specjalnym oświadczeniu przesłanym do „The Times” z 16 marca 1956 roku, w swej reakcji na to co wypisuje Allegro odnośnie wymowy pism qumrańskich uczeni rozwijający zwoje w Qumran tak oto ustosunkowali się do jego tez:

„Jesteśmy przekonani, że albo on źle przeczytał teksty, albo zbudował >>łańcuch domysłów nie opartych na materiałach<<”[9].

            Fitzmyer (badał zwoje z Qumran i publikował do nich konkordancję) zapytany: „Czy istnieją inne przykłady tendencyjnych lekcji rękopisów qumrańskich” odpowiada: „Oczywiście istnieją”[10]. Następnie podaje on konkretne przykłady tych, którzy dokonują takich lekcji. Wśród nich wymienia również Allegro[11]. Co do Vermesa, to w innym miejscu swej książki Fitzmyer również podaje konkretny przykład jego tendencyjnego tłumaczenia zwojów z Qumran (chodzi konkretnie o tendencyjne tłumaczenie 1 QpHab 8,1-3)[12]. Szanuję tych badaczy, ale jak widać ich wnioski nie mogą być przyjmowane bezkrytycznie, tylko dlatego, że pasują któremuś tam z „racjonalistów”. Zupełny bezkrytycyzm Sędziaka w stosunku do objaśnień podawanych przez tych badaczy jest nie tylko przejawem naiwności i lekkomyślności, ale wręcz nie przystoi komuś dorosłemu.         

A przecież na nich głównie powołuję się w moich rozważaniach.

Odpowiedź:

            A dlaczego nie na tych (wyżej pisałem którzy to), którzy też badali zwoje z Qumran i przeczą tym (takim jak Allegro, Vermes), na których w tej sprawie powołuje się Sędziak?

Nie sposób polemizować ze stanowiskiem naukowców którzy przez lata rozszyfrowywali te teksty, czyli zjedli na tym przysłowiowe zęby, a słuchać tych którzy nigdy nie mieli w ręku ani jednego kawałka papirusu z Qumran.

Odpowiedź:

            Jednak są tacy, co trzymali niejeden kawałek papirusu z Qumran w ręku (i opublikowali na temat Qumran niejedną książkę naukową) i przeczą tym na jakich powołuje się Sędziak. Po raz kolejny pytam: czemu na nich właśnie Sędziak się nie powołuje? Odpowiedź może być tylko jedna: bo mu nie pasują mu do wcześniej przyjętej przez niego tezy.   

Temu, że historia chrześcijaństwa splata się z dziejami esseńczyków nie zaprzeczy wielu innych naukowców.

Odpowiedź:

A temu z kolei zaprzeczy wielu innych naukowców (o niektórych z nich pisałem wyżej), więc Sędziak nic nie dowiódł w tym miejscu. Powoływanie się przy dowodzeniu swej własnej opinii jedynie na inną opinie jest błędnym kołem i nie jest żadnym dowodem na cokolwiek. Nawet gdyby wszyscy naukowcy byli zdania (tak wcale nie jest), że poglądy wspólnoty z Qumran miały jakiś wpływ na chrześcijaństwo, to zacytowanie samej tylko ich opinii w tej sprawie nie byłoby jeszcze rozstrzygające. Powtarzam: Powoływanie się przy dowodzeniu swej własnej opinii jedynie na inną opinie jest błędnym kołem i nie jest żadnym dowodem na cokolwiek.    

Jak głębokie były te związki ciągle jest przedmiotem debaty.
Skromny materiał dowodowy w niektórych kwestiach podpowiada ostrożność, ale w pełni potwierdza istnienie wspólnych ogniw pomiędzy obiema grupami.

Odpowiedź:

            Problem w tym, że tego Sędziak nigdzie bezspornie nie dowiódł.

Burza jaka wynikła wśród naukowców, biblistów i chrześcijan na tle Zwojów Morza Martwego nie ucichła dotąd. Wiadomo o co chodzi.

Odpowiedź:

            Wiadomo, „racjonaliści” wszędzie szukają kija na chrześcijaństwo. Nie przeszkadza im zupełnie, że często ten kij jest po prostu za cienki, lub zupełnie nie nadaje się do walenia w ten temat. 

Teksty te ujawniają nie tylko dzieje jakiejś ascetycznej sekty żydowskiej, lecz i prawdziwe początki chrześcijaństwa.

Odpowiedź:

            Problem w tym, że tego też Sędziak nigdzie bezspornie nie dowiódł.

Zwoje Morza Martwego ostatecznie obaliły, powszechny w świecie do czasu ich znalezienia, mit o unikalności Jezusa i religii chrześcijańskiej.

Odpowiedź:

            A to już jest tzw. strawman (tzn. obalanie czegoś czego strona przeciwna nie musi zakładać). Chrześcijaństwu nie jest potrzebna żadna unikalność, aby miało w sobie wartości do których pretenduje.

Polemika z Lewandowskim będzie ciężka nie tylko z uwagi na arogancki ton jego tekstu, jego zwykły brak kultury, lecz także ze względu na nasze odmienne podejście do Biblii. Ja nie szukam w niej ostatecznych rozstrzygnięć.

Odpowiedź:

Kolejny sztuczny problem wymyślony niepotrzebnie przez Sędziaka. Podejście kogokolwiek do Biblii nie ma tu znaczenia. W tej dyskusji obaj traktujemy ją tylko jako zbiór porównywanych idei. Nieistotne dla tej dyskusji jest to, czy porównywane idee do kogoś przemawiają, tylko to czy się ze sobą wiążą. Nic więcej.

Większe zaufanie mam do Zwojów Morza Martwego, bo w odróżnieniu od tekstów biblijnych, nie uległy one skażeniu na przestrzeni wieków z powodu nieuczciwości wielu kopistów i tłumaczy.

Odpowiedź:

Jak widać Sędziak nie wie, że przeważająca część tego co znaleziono w Qumran to też tylko kopie. Tak jest nie tylko z wszystkimi tekstami biblijnymi z Qumran (przeważająca część odkryć[13]), ale tak jest choćby np. z Dokumentem damasceńskim[14], jedną z reguł tamtej wspólnoty. Również inne dokumenty uchodzące za pisma wspólnoty qumrańskiej to tylko kopie. Tak jest z Regułą Wspólnoty oznaczoną jako 1 QS i Regułą Zrzeszenia oznaczoną jako 5Q11[15]. Także inne teksty używane przez wspólnotę z Qumran to kopie, np. zbiór hymnów zwanych Hodayot a także zbiory innych hymnów (oba teksty pochodzą z 1 i 4 groty)[16]. Apokryficzne kopie 1 Księgi Henocha znalezionej w 4 grocie to też tylko kopie[17]. To samo tyczy się aramejskiego Targumu Hioba (11QTgJob), który jest tylko przekładem innego tekstu[18].           

Ze względu na objętość polemiki, odpowiem mu w paru częściach. Z uwagi na czytelnika, żeby wiedział co mówi każdy z nas, za każdym razem podaję inicjały imienia i nazwiska. 'S.J.' oznacza Sędziak Jerzy, a 'L.J.' - Lewandowski Jan.

L.J. "Czy chrześcijaństwo powstało na bazie wierzeń esseńczyków?"

L.J. Na samym początku swego tekstu Sędziak pisze:

J.S. W poprzednim artykule: "Największe odkrycie archeologiczne XX wieku" (str. 3393) omówiłem temat Zwojów Morza Martwego w sposób ogólny, aby uświadomić przeciętnemu, niezorientowanemu w temacie czytelnikowi znaczenie tych manuskryptów, aby mając pewien pogląd o nich, zrozumiał dlaczego naukowcy uznali je za tak ważne i nazwali największym lub jednym z największych odkryć archeologicznych XX wieku. Przytoczyłem kilka interesujących wypowiedzi niektórych ekspertów i autorytetów w tej dziedzinie, dodając kilka własnych komentarzy, aby wykazać, że podobieństwa pomiędzy essenizmem, a młodszym od niego chrześcijaństwem są ewidentne, a ogniwa pomiędzy tymi grupami liczne i silne. Essenizm wprawdzie nie istnieje już od dawna jako odłam judaizmu, podobnie jak faryzeizm, jednak w pewnym sensie żyje on nadal dzięki znalezionym Zwojom. Skoro wiemy już, że chrześcijaństwo i essenizm należą do tej samej rodziny, są dziećmi judaizmu, to musimy zgodzić się z tym, że essenizm jest starszym bratem chrześcijaństwa.

L.J. Po pierwsze, wcale nie jest takie pewne, czy sekta z Qumran to esseńczycy, jak to tutaj bez żadnego "ale" utrzymuje Sędziak. Jak podaje jeden z qumranistów, wspólnotę z Qumran identyfikowano z faryzeuszami, saduceuszami, zelotami, sadokitami, ebionitami, karaimami, a niektórzy w ogóle zaprzeczali istnieniu esseńczyków.

J.S. Liczniejsze wątpliwości co do autorstwa Zwojów pojawiły się stosunkowo niedawno. Wielu poważnych naukowców, zwłaszcza autorów pierwszych publikacji o Zwojach przypisuje ich autorstwo esseńczykom bez żadnego "ale", podobnie jak nadal czyni to wielu autorów nowszych publikacji o Zwojach. Trudno spierać się z nimi.

Odpowiedź:

A jednak inni naukowcy się z nimi spierają, więc tamci nie mają monopolu na prawdę. Gdyby sprawa ta była bezspornie pewna, nie byłoby sporów. A jednak są, więc sprawa nie jest pewna. Oto do czego prowadzi takich jak Sędziak powoływanie się tylko na autorytet pewnych uczonych w kwestii dowodzenia czegoś. Prowadzi to do zwyczajnej autodestrukcji. Jeśli można za pomocą samych mniemań uczonych dowieść czegoś, to można również tą samą metodą to obalić. To zaklęte koło i rozumowanie bez wyjścia.  

Zresztą moje artykuły nie są książką, więc nie muszą zawierać pełnej informacji o Zwojach. Przecież polecam w nich czytelnikom lekturę książek, gdzie jest mowa między innymi o tych wątpliwościach. A ci, co przypisywali autorstwo Zwojów faryzeuszom, którzy w I wieku byli sprzymierzeni z rzymskimi okupantami, stróżami Świątyni Jerozolimskiej, musieli szczególnie mocno cierpieć na qumranofobię.

Odpowiedź:

No tak, ci naukowcy którzy nie pasują Sędziakowi to „cierpiący na qumranofobię”. To dopiero jest „obalenie” ich argumentów (Sędziak nawet nie wspomniał o tym jakie są ich ewentualne argumenty). Po prostu wystarczy komuś przyczepić obraźliwą etykietkę qumranofoba i to już jest wystarczający argument potrzebny do „obalenia” jego tez. Optymizm i samozadowolenie typowe dla tzw. „racjonalistów”. Oczywiście nie można tego traktować jako poważną polemikę. Mamy tu w zasadzie stosowanie cały czas tych samych co wyżej pseudonaukowych rozumowań i chwytów socjotechnicznych, zamiast merytorycznej polemiki.   

L.J. W pewnym opracowaniu wymienia się nazwiska 25 autorów, którzy nie utożsamiali wspólnoty z Qumran z esseńczykami. Joseph Fitzmyer, wykładowca języków semickich i profesor języków i cywilizacji Bliskiego Wschodu z Instytutu Orientalistycznego w Chicago, autor wielu publikacji o Qumran, który badał Zwoje z Qumran i współtworzył konkordancję do zwojów z groty 4 w Qumran (z jego spostrzeżeń i cennych ustaleń będę często korzystał dalej) na pytanie "Czy identyfikacja wspólnoty qumrańskiej z esseńczykami jest pewna?" odpowiada: "Nie, nie jest".

S.J. A ilu autorów utożsamiło jednych z drugimi?

Odpowiedź:

Trzeba było sobie policzyć a nie zamiast poważnie dyskutować zadawać teraz takie pytania.

L.J. Skoro pisze się już o wspólnocie z Qumran, to obiektywne podejście domagałoby się przynajmniej napomknięcia o tym. No chyba, że Sędziak nie chce uchodzić za obiektywnego autora, co oczywiście w oczach czytelników i twórców Racjonalisty nie stanowi i nigdy nie stanowiło większego wykroczenia. Wręcz przeciwnie.

S.J. Zobaczymy dalej jak to jest z tym "obiektywnym podejściem" u Lewandowskiego.

Odpowiedź:

            Zobaczymy.

S.J. Teraz przejdę do szczegółów i postaram się wykazać istotę tych podobieństw, ich charakter. Jak sugeruje tytuł niniejszego artykułu, Zwoje Morza Martwego powinny być wstępem do Nowego Testamentu, a nie lekturą uzupełniającą. Jest to zasada której należy się trzymać, aby nie znaleźć się w świecie zmitologizowanym do którego prowadzi nieuchronnie nauka kościoła katolickiego i protestancki fundamentalizm biblijny. Odrzućmy więc stereotypowe schematy myślowe, wierzenia oparte na nieudokumentowanych naukowo przesłankach.

L.J. No i typowo, już od samego początku rozważań zaczyna się uprawianie "standardowej procedury racjonalistycznej", która polega na tym, że swoje własne i mało osadzone w realiach spekulacje, naciągania pod wcześniej ustaloną tezę, gdybaniny, a często wręcz manipulacje przemyca się pod płaszczykiem tzw. "udokumentowanych przesłanek naukowych". Jednocześnie, istniejącą u katolickich badaczy ostrożność w wyciąganiu pochopnych wniosków w kwestii qumrańskiej dyskredytuje się za pomocą kalamburów i oskarżeń w stylu "świat zmitologizowany" i "stereotypowe schematy myślowe, wierzenia oparte na nieudokumentowanych naukowo przesłankach". Mało utwierdzony i naiwny czytelnik (jakich nie brakuje, i na tym żerują tacy pseudointelektualni hochsztaplerzy jak Agnosiewicz i spółka) szybko skapituluje przed takim postawieniem sprawy. Nikt przecież nie chce uchodzić za człowieka "sprzeciwiającego się nauce"! I dlatego tak wielu sterroryzowanych i zmanipulowanych przez taką płytką socjotechnikę czytelników łyka potulnie te rewelacje. Ale po co? Przecież tak naprawdę nie ma to wszystko nic wspólnego z żadnym "podejściem naukowym". Tzw. podejście naukowe w kwestii qumrańskiej jest bowiem całkowicie inne, jest zupełnie wolne od dogmatyzmu.

S.J. Więc dlaczego Lewandowski, "obrońca" prawdy o Zwojach, raz po raz dogmatyzuje, w odróżnieniu ode mnie?

Odpowiedź:

Gdzie ja dogmatyzuję? Nie przypominam sobie, to jest kolejny wymysł Sędziaka. Jedyne co robię to wskazuję, że nie ma on żadnych dowodów na potwierdzenie swoich tez i stosując kategorię jego rozumowań można postulowane przez niego wpływy idei qumrańskich na NT wytłumaczyć o wiele lepiej niż on to robi, tzn. przez inne wpływy (np. starotestamentalne, czy przez tradycje judaistyczne zachowane w targumach i apokryfach ST). 

A co do oceny Racjonalisty, to jak wspomniałem, lepiej żeby uwierzył w siłę rzeczowych argumentów, a nie obraźliwych epitetów.

Odpowiedź:

            Piszę o Serwisie Racjonalista i jego współtwórcach to co myślę i podaję powody, dla których uważam, że jest tak a nie inaczej. Znam treść większości artykułów z tej strony (na dużą część z nich odpowiedziałem polemicznie), sposoby argumentowania i rozumowania przedstawiane w tekstach Racjonalisty, znam też tematy poruszane na tej stronie z innych źródeł i mam prawo do takiej a nie innej oceny tekstów z tego serwisu. Ocena jest taka jaka jest, mówię o tym bez owijania w bawełnę. Nie widzę powodu aby prawda zawsze musiała być miła i przyjemna. Zaś coś do rzeczowych argumentów to lepiej niech Sędziak wpierw weźmie się za szukanie takowych. Inaczej z czasem będzie miał na głowie takich jak ja polemistów kwestionujących jego przemyślenia. Takich jak ja trochę jest i wciąż przybywa, i tylko kwestią czasu jest ich liczniejsze zjawienie się w polskojęzycznym Internecie.  

L.J. W każdej niemal kwestii związanej ze Zwojami znad Morza Martwego zawodowi qumranolodzy są podzieleni i nie ma tu żadnej "jedynie słusznej prawdy naukowej".

S.J. Ale zdrowy rozsądek podpowiada które teorie o Zwojach są wiarygodne, a które naciągnięte.

Odpowiedź:

            Przy czym ten „zdrowy rozsądek” może okazać się być niczym innym jak wcześniejszym podświadomym założeniem, które z góry określa wyniki rozumowania. Powinni o tym pamiętać zwłaszcza tacy jak Sędziak i Allegro, bo jak dotąd ich rozumowanie w temacie Qumran przypomina układanie z góry znanego już obrazka puzzli, w którym elementy układanki dopasowuje się tylko do wcześniej przyjętego wzorca. Tymczasem w tej qumrańsko chrześcijańskiej układance obrazek nie powinien być znany aż do ostatniej chwili. Na tym przynajmniej powinna polegać nauka, że wynik badań determinuje pogląd w danej sprawie, nie odwrotnie.  

Nie można wszystkiego zrelatywizować. Wtedy wszelka dyskusja o Zwojach nie miałaby sensu.

Odpowiedź:

            Nie można też wszystkiego z góry determinować, jak to robi Sędziak. Te puzzle są bez obrazka na początku. Obrazek ma dopiero wyjść na końcu.

Poza tym, są tacy którzy robią wszystko żeby każdą kwestię dotyczącą Zwojów maksymalnie skomplikować, o czym warto wiedzieć.

Odpowiedź:

            Widocznie mają powody. Nie wiem czy tacy jak Sędziak w ogóle zdają sobie sprawę z tego jak żmudnie wygląda proces odtwarzania zwojów z Qumran i jak ciężko jest je odczytać. Im się chyba wydaje, że tam po prostu znaleziono lekko zakurzoną bibliotekę pełną literatury, którą wystarczy chwycić do ręki i poczytać. W rzeczywistości znaleziono tam dzbany pełne gnijącego papieru w środku. Papier ten momentami jest niczym mokry papier toaletowy, każde ruszenie go oznacza zniszczenie tekstu, a przecież każdy ze zwojów trzeba jeszcze rozwinąć. Często mamy tylko kilka małych skrawków danego zwoju a odszyfrowanie ich przypomina zadanie podobne mniej więcej do sytuacji, w której znajdujemy na środku oceanu mały rozmoknięty skrawek papieru wielkości monety. Mamy na nim tylko kilka rozmytych liter i musimy dowiedzieć się do której z wielu książek świata ten skrawek pasuje. Kiedy indziej mamy nieco więcej, mamy jakiś zwój, ale pełen dziur i poszarpanych brzegów. Czasem samo rozwinięcie zwoju równa się dodatkowo jeszcze jego zniszczeniu. Wtedy co chwila „ginie” nam jakieś słowo i musimy dokonywać hipotetycznych koniektur, polegających na wstawianiu słów branych po prostu z sufitu i z wyobraźni. Nie wiem czy tacy jak Sędziak zdają sobie z tego wszystkiego sprawę, do nich bowiem trafiają już eleganckie książki o Qumran, w których się o tych wszystkich problemach nie zawsze pisze.    

L.J. Nawet tak podstawowa dla istoty całego sporu kwestia jak tożsamość wspólnoty z Qumran wywołuje spory i podziały (patrz wyżej). Punkt widzenia jaki niżej reprezentuje Sędziak również jest tylko jednym z wielu punktów widzenia wśród qumranologów, wcale nie najlepszym ani najlepiej uzasadnionym.

S.J. Tę ocenę należy pozostawić czytelnikom, zamiast wyrokować już na początku. Bardziej stosowne byłoby umieścić ją na końcu, tyle że artykuł Lewandowskiego właściwie nie ma zakończenia.

Odpowiedź:

            Czytelnicy tak czy inaczej ocenią sobie wszystko sami. Ja zaś mam prawo do wypowiadania swoich opinii, zwłaszcza na łamach własnego tekstu polemicznego. W końcu panuje podobno wolność słowa, przynajmniej w Internecie.   

L.J. Jak ktoś nie wierzy, że jest tak jak mówię to proponuję mu przejść się do biblioteki i pożyczyć jakiekolwiek naukowe lub popularnonaukowe opracowanie o Qumran.

S.J. Ja proponuję to samo, tyle że zaleciłbym ostrożność. Wiele publikacji o Zwojach napisali ludzie pretendujący do miana autorytetów naukowych, którzy nigdy nie mieli w ręku kawałka oryginalnego papirusu z Qumran i mocno sprzeciwiają się teoriom tych, którzy całymi latami nad nimi pracowali. To jest najbardziej dziwne w tym wszystkim.

Odpowiedź:

            To jednak działa w dwie strony. Poza tym nie wiem skąd pomysł, że aby być specjalistą od Qumran trzeba mieć wcześniej w rękach te zwoje. Ta jakiś dziwaczny i ekscentryczny postulat. Przecież jeśli qumranolodzy już opublikują, naukowo opracują i rozszyfrują w całości te zwoje to wtedy stanie się powszechnie wiadomo z czym mamy do czynienia. Stanie się podobnie jak z dziełami i tłumaczeniami autorów klasycznych i Biblii. Nikt nie będzie musiał jeździć do Palestyny aby sobie przeczytać to co mamy w tych zwojach i aby wiedzieć co w nich siedzi. 

L.J. Dzięki temu można będzie się przekonać, że w kwestii Qumran prawie nigdy nie istnieje "jedynie słuszna prawda". Jest wiele kwestii niejasnych, sporów, przeróżnych wyjaśnień jednej kwestii. Oczywiście o tym Sędziak już nawet nie piśnie w swym tekście,

S.J. Nieprawda. O istnieniu tych sporów pisałem, zwłaszcza w ostatnim artykule "Czy Jezus był esseńczykiem?"

Odpowiedź:

            Zatem wcale nie pisałem nieprawdy, skoro było o tym w jakimś innym tekście Sędziaka, a nie w tym o którym pisałem. Sędziak chyba bardzo niedokładnie czyta to z czym polemizuje, bowiem odpowiada jakby w pośpiechu.    

L.J. ...nic dziwnego, gdyby to zrobił to okazałoby się, że jego poniższe wywody są w zasadzie niczym więcej jak tylko opowiedzeniem się za jedną z wielu opcji, która wcale nie musi być jedynie zbiorem "bezspornych faktów".

S.J. Znów Lewandowski myśli za czytelnika. Pewnie uważa, że forum Racjonalisty to jest parafia gdzie myślenie księży za wiernych jest czymś normalnym.

Odpowiedź:

            Nie przypominam sobie, żebym prowadził z Sędziakiem dyskusję na „forum Racjonalisty”. Czy on piszę swą polemikę ze mną przez sen? Przy okazji zwracam uwagę na lekceważący ton powyższej wypowiedzi Sędziaka o mnie. Jak to się ma do powyższych skarg Sędziaka, który żalił się na mnie za to, że ja ponoć piszę lekceważąco o Serwisie Racjonalista?    

S.J. Aby poznać rodowód chrześcijaństwa trzeba najpierw odwiedzić Qumran, przynajmniej w wyobraźni, przyjrzeć się tajemniczym ruinom klasztoru nad brzegiem Morza Martwego, w którym mieszkali niegdyś esseńczycy - Żydzi którzy w czasach Jezusa prowadzili tam swoją szkołę zakonną. Po zapoznaniu się z treścią Zwojów Morza Martwego doszedłem do wniosku, że nie sposób zrozumieć ludzi żyjących w owych czasach, czyli I wieku n.e., ich obyczajów i wierzeń, jeśli odrzucimy lub zlekceważymy te dokumenty odkryte w Palestynie w 1947 roku. Ewangelie mówią nam bardzo mało na temat świata, w którym żył Jezus i apostołowie. Znacznie więcej światła na tę scenę rzucają Zwoje Morza Martwego. Właśnie Qumran i Jerozolima są, bramami otwierającymi nam podwoje chrześcijańskiego królestwa, a nie Rzym lub Konstantynopol. Śmiem twierdzić, że jest to jedyna droga do zrozumienia rodowodu chrześcijaństwa i kościoła.

L.J. Odważne i błyskotliwe twierdzenie, które brzmi nawet dość sensacyjnie (pewnie o to głównie chodzi na Racjonaliście), jednak w rzeczywistości jest to stwierdzenie mało realistyczne. Prawda jest taka, że chrześcijaństwo a nawet samo Qumran byłoby kompletnie niezrozumiałym zjawiskiem bez odwołania się Starego Testamentu, nie zaś bez odwołania się do Qumran. To nie Qumran jest kluczem do chrześcijaństwa, ale Stary Testament,

S.J. Nie, w Qumran znaleziono więcej niż Stary Testament - przede wszystkim cenne pisma apokryficzne i reguły dotyczące liturgii i obyczajowości zakonników. Słowo 'kompletnie' użyte tutaj przez Lewandowskiego świadczy o tym że dogmatyzuje, nawet tam gdzie wyraźnie nie ma racji.

Odpowiedź:

            Sprawa jest jasna: gdyby nie było ST nie byłoby wspólnoty z Qumran. Nikt nie przeczy, że w Qumran znaleziono też kilka innych dokumentów niż kopie ST, jednak były one również nierozerwalnie związane z ST (np. targumy, hymny czy apokryfy wzorowane na ST) a to co nie było bezpośrednio związane z ST to były tylko zwięzłe reguły wspólnotowe. Wnioski łatwo można z tego wyciągnąć.

L.J. ...bez którego zarówno wspólnota z Qumran jak i starożytna kultura semicka z czasów Jezusa w ogóle by nie egzystowały w takiej formie w jakiej je dziś znamy.

S.J. Ale dzięki Zwojom wiemy nareszcie że współczesny Stary Testament nie jest dokładnie tym na czym opierali się Żydzi palestyńscy w I wieku n.e.

Odpowiedź:

            Wiedzieliśmy to bez odkryć z Qumran, z zupełnie innych źródeł – z uwag marginesowych u masoretów, którzy w swym dziele odnotowywali istniejące różnice w całej masie dostępnych im rękopisów. Wiedzieliśmy to wszystko na podstawie porównania dostępnych nam kodeksów ST, na podstawie porównania tekstu masoreckiego z Wulgatą i Septuagintą pochodzącą z tego samego okresu co kopie ST z Qumran. Wiedzieliśmy to też dzięki porównaniu masoreckiego ST z greckimi przekładami ST Akwili i Symmachusa. Wiedzieliśmy to też dzięki porównaniu tekstu masoreckiego z ST z cytatami w pismach wczesnochrześcijańskich. Odkrycia z Qumran potwierdziły to co wiedzieliśmy wcześniej o niejednolitości przekazu ST, rozwinęły to w pewnych punktach, ale nie były rewolucją która powiedziała nam o tym coś zupełnie nowego, jak chce wyżej Sędziak.    

Jezus używał określenia "zakon i prorocy" a nie "Stary Testament".

Odpowiedź:

Jezus nie musiał używać nazwy Stary Testament a jednak dzięki Jego odwołaniom do Pism wiemy, że miał na myśli właśnie to co dziś określamy za pomocą pojęcia „Stary Testament”. 

Dzięki Zwojom wiemy co miał na myśli.

Odpowiedź:

            Co? To już jest jakaś qumranomania. Jest dokładnie odwrotnie, dzięki cytatom Jezusa i Jego aluzjom do ST przytaczanym przez NT wiemy co Jezus miał na myśli mówiąc „zakon i prorocy”. Wiedziano to już wtedy nim dokonano odkrycia w Qumran. Co ma z tym więc wspólnego Qumran? Zupełnie nic. 

Zatem Zwoje skorygowały nasz pogląd o pismach żydowskich tamtego okresu. Mając do dyspozycji tylko Stary Testament niewiele wiedzieliśmy na ten temat, o czym pisał też profesor Vermes. Lewandowski zwyczajnie odwraca kota ogonem.

Odpowiedź:

            Sędziakowi się chyba wydaje, że przed odkryciem z Qumran mieliśmy tylko jedną wersję ST. No coż, z ignorancją się nie polemizuje, ignorancję się powinno leczyć wiedzą. Ale to już nie moje zadanie, Sędziak sam musi to zrobić.   

L.J. Najbardziej wyważona i bliska rzeczywistości ocena Qumran głosi, że Qumran było pomocne w zrozumieniu wielu niejasnych aspektów biblijnych i filologicznych, nie było jednak w tej materii decydujące. Opracowania traktujące o zrozumieniu świata Biblii (pisane zarówno przez wierzących jak i niewierzących - patrz np. prace niewierzących - Michaela Granta, Józefa Kellera, Zenona Kosidowskiego, itd.) nie odwołują się wcale "co chwila" do Qumran w celu wyjaśnienia wielu kwestii. Odwołania te są stosunkowo rzadkie, owi autorzy wyjaśniając genezę chrześcijaństwa doskonale radzą sobie bez Qumran, co oczywiście przeczy tezie Sędziaka, zgodnie z którą Qumran "to jedyna droga do zrozumienia rodowodu chrześcijaństwa i kościoła". Najwyraêniej Sędziak uległ tu jakiejś przesadnej qumranomanii. Takie podejście do sprawy w żadnym wypadku nie sprzyja obiektywnemu wyjaśnieniu paraleli istniejących między Qumran a chrześcijaństwem, o czym przekonamy się dalej.

S.J. Jak wspomniałem, profesor Vermes pisze inaczej - że to właśnie Qumran zmienił nasz pogląd na te tematy, o czym też pisałem w artykułach.

Odpowiedź:

Profesor Vermes to, profesor Vermes tamto. Wygląda na to, że całe swoje pojęcie o Biblii i Qumran Sędziak czerpie od Vermesa. Trudno więc z kimś takim polemizować, bowiem jego pogląd jest tendencyjnie jednostronny.

Podobnie jak ja pisze wielu innych autorytetów naukowych w dziedzinie Zwojów.

Odpowiedź:

Problem w tym, że nie wszyscy. Jakby Sędziak trafił na nieco inne książki to może myślałby w tej kwestii już co innego. Co do udowadniania swoich opinii za pomocą jedynie innych opinii to pisałem o tym już wyżej – jest to mało poważna metoda. Owszem, nie mam nic przeciwko powoływaniu się na autorytety, sam to bowiem robię, ale niech te autorytety podają na Boga jakieś fakty. A jeśli już mamy i przytaczamy same tylko opinie tych autorytetów w jakiejś kwestii to róbmy to jedynie pomocniczo, nie czyniąc z tych opinii od razu bezdyskusyjnego argumentu, jak czyni to Sędziak i jemu podobni „racjonaliści”.  

Ale jak dla kogoś profesor Vermes jest - by użyć określenia Lewandowskiego - "spekulantem", to już nic nie może dziwić w jego wywodach.

Odpowiedź:

Nie interesuje mnie co myśli Vermes, tylko interesują mnie fakty w tej sprawie. W sumie nieco to dziwne, bo podobno powinno być odwrotnie, to „racjonalistów” interesują ponoć tylko fakty. Tymczasem zamiast o faktach Sędziak pisze ciągle o tym co myśli Vermes. Wyżej Sędziak pisał, żebym ja nie myślał za czytelników, bo „forum Racjonalisty” to nie jest parafia gdzie ksiądz myśli za wiernych. Owszem, forum Racjonalisty to nie jest miejsce gdzie ksiądz myśli za wiernych, skoro za tamtejszych „wiernych” myśli Vermes.   

Kosidowski sporo miejsca poświęca Zwojom Morza Martwego w swoich pracach i nie odbiega w swoich konkluzjach od tego co mówią inni poważni naukowcy.

Odpowiedź:

            Kosidowski wyjaśniając zagadnienia z genezy chrześcijaństwa (np. w swej książce Opowieści Ewangelistów) poświęca zwojom z Qumran raczej niewiele miejsca. A jeśli Sędziak uważa inaczej to niech poda tytuły publikacji Kosidowskiego, gdzie jest inaczej. Wtedy sobie sprawdzimy. Rzucanie słów na wiatr może starczy czytelnikom Sędziaka ale w polemice z kimś innym wypadałoby podać już jakieś konkrety.   

i nie odbiega w swoich konkluzjach od tego co mówią inni poważni naukowcy.

Odpowiedź:

            Przy czym warto tu tytułem krótkiego objaśnienia dodać, że ci „poważni naukowcy” to tacy co zgadzają się z Sędziakiem (a dokładniej rzecz biorąc to Sędziak zgadza się z nimi).

S.J. Paleografowie są zgodni co do tego, że esseńczycy, na pismach których wzorowali się w znacznej mierze, bezpośrednio lub pośrednio, bardziej lub mniej świadomie, autorzy czterech ewangelii i listów apostolskich i sam Jezus, byli gminą religijną starszą od Jezusa i apostołów o co najmniej 150 lat. W związku z tym nasuwa się wniosek: skoro Jezus i apostołowie zapożyczyli wiele nauk od nich, i być może innych nauczycieli tamtego okresu,

S.J. Jak ma się to moje stwierdzenie do tytułu artykułu Lewandowskiego?

Odpowiedź:

            W żaden sposób nie jest z tym tytułem w konflikcie. Kwestie nadinterpretacji mojego tytułu w wykonaniu Sędziaka omawiałem już wyżej. 

S.J. ...zatem Kościół i cała jego wielowiekowa tradycja jest domeną, w której należałoby pilnie dokonać stosownych rewizji i przewartościowań, jak słusznie zauważył John Marco Allegro, tłumacz tych tekstów. Wiem, że stwierdzenie takie może wydać się wielu chrześcijanom dziwne, wręcz szokujące; niemniej, fakty historyczne są nieubłagane, teksty Zwojów Morza Martwego mówią same za siebie, a opowiadają nam nową historię.

L.J. Bardzo odważne stwierdzenie. Tym bardziej wnikliwie przyjrzymy się więc dalej całej sprawie i zobaczymy, czy owe prezentowane dalej przez Sędziaka "fakty historyczne" rzeczywiście świadczą o tym, że "Jezus i apostołowie zapożyczyli wiele nauk od" qumrańczyków.

S.J. "...i być może innych nauczycieli tamtego okresu". Oj nieładnie tak skracać, Lewandowski!

Odpowiedź:

            Nic nie skracałem. Ciut wyżej podaję pełne brzmienie tych słów, więc w czym problem?

L.J. W niniejszym tekście stawiam polemiczną kontrtezę do tej tezy Sędziaka i twierdzę, że tak akcentowane niżej przez Sędziaka pewne podobieństwa między ideami, określeniami i pismami z Qumran a ideami, określeniami i pismami pierwszych chrześcijan, nie stanowią żadnego dowodu na domniemany wpływ idei qumrańskich na poglądy pierwszych chrześcijan.

S.J. Znów ten dogmatyczno-moralizatorski ton.

Odpowiedź:

            To tylko kwestia subiektywnego odczucia Sędziaka. Trudno z jakimś subiektywnym odczuciem polemizować.

L.J. Wręcz przeciwnie, jak wykażę dalej, owe niżej akcentowane tak chętnie przez Sędziaka podobieństwa można z powodzeniem wyjaśnić po prostu wspólnym judaistycznym dziedzictwem światopoglądowym. Jeśli bowiem jakieś zwroty, czy stwierdzenia są obecne nie tylko w pismach tworzonych przez wspólnotę z Qumran, ale są obecne również w tekstach przedesseńskich, to w tym momencie bezzasadne staje się postulowanie Sędziaka, iż to właśnie idee wspólnoty z Qumran wpłynęły na chrześcijaństwo.

S.J. Wcale nie jest takie bezzasadne.

Odpowiedź:

            Zależy dla kogo. Powinno nie być bezzasadne dla wszystkich, jednak nie jest. Tym bardziej Sędziak nie powinien więc tego prezentować w takim zdecydowanym tonie. Myślę, że nie byłoby w ogóle polemiki z Sędziakiem z mojej strony gdyby swój artykuł o Qumran (z jakim polemizowałem w mym pierwszym tekście) zaprezentował on na zasadzie hipotezy, pewnej przypuszczalnej interpretacji. Nic takiego jednak nie miało miejsca (nic dziwnego, w końcu na Racjonaliście prezentuje się ponoć „tylko fakty”), Sędziak zaprezentował to bowiem jako oczywistość. Na takie naciąganie nie można było się w żadnym wypadku zgodzić, stąd moja poprzednia polemika z tekstem Sędziaka o Qumran.

Poza tym, zdanie Sędziaka na temat wspólnego dziedzictwa obu grup już znamy. Lewandowskiego jednak nie trudzi ciągłe zarzucanie mi rzeczy nieprawdziwych.

Odpowiedź:

Nic takiego nie ma miejsca, wyjaśniałem to już na początku niniejszego tekstu, przy okazji dyskusji z Sędziakiem o tytule mojego tekstu.

L.J. W tym momencie twierdzenie na podstawie samych podobieństw, że to właśnie idee wspólnoty z Qumran wpłynęły na chrześcijaństwo jest tak samo bezzasadne jak stwierdzenie, że Sędziak nauczył się języka polskiego akurat ode mnie, skoro obaj używamy nie tylko tych samych słów ale również tych samych zwrotów (idiomy, frazy, kolokwializmy) i kategorii lingwistycznych.

S.J. Takim uogólnianiem i relatywizowaniem na jakie pozwala sobie Lewandowski, można zbyć wszystko w dyskusji.

Odpowiedź:

            To tym większy ma Sędziak problem. Poza tym ja nic nie relatywizuję, jedynie wskazuje na możliwość innego wyjaśnienia, czyniąc to za pomocą kategorii jakich używa sam Sędziak w kwestii wskazywania na podobieństwo idei z Qumran do wierzeń chrześcijaństwa.    

L.J. Oczywiście, że Sędziak nie nauczył się polszczyzny ode mnie, bowiem moją i Sędziaka umiejętność operowania tymi samymi kategoriami lingwistycznymi możemy wyjaśnić bez odwoływania się do li tylko mojej i jego znajomości języka polskiego, skoro języka tego oprócz nas dwóch używali także inni przed nami, i od nich każdy z nas nauczył się tego języka oddzielnie. Przenosząc to na rozważaną przez nas kwestię, samo podobieństwo pewnych idei i wyrażeń występujących zarówno we wspólnocie z Qumran jak i w chrześcijaństwie nie świadczy jeszcze o wpływie jednej z tych rzeczywistości na drugą z tych rzeczywistości, skoro wiemy, że te idee i wyrażenia występują zarówno poza Qumran jak i poza chrześcijaństwem - w judaizmie, który wpływał na oba te prądy myślowe jednocześnie.

S.J. Znów powtarzanie tego samego w kółko. Czy ma to na celu zmęczenie czytelnika przed rozpoczęciem dyskusji?

Odpowiedź:

            Nie, ma to na celu wyraźne unaocznienie czegoś.

L.J. Moja poniższa kontrargumentacja pójdzie właśnie tym torem, wszędzie tam gdzie Sędziak będzie twierdził, że jakieś podobieństwo między pismami z Qumran a pismami chrześcijan świadczy akurat o wpływie idei i pism qumrańskich na chrześcijan, będę ukazywał, że wpływ taki jest niedostatecznie dowiedziony, skoro równie prawdopodobny (a często nawet bardziej) jest tu wpływ starotestamentalnej i międzytestamentalnej tradycji na pierwszych chrześcijan tworzących Nowy Testament.

S.J. Tutaj już naprawdę Lewandowski 'błysnął' intelektem. Wszystko stratować po drodze, nie licząc się z poważnymi źródłami na które przecież Sędziak powołuje się wiele razy - oto jego założenie w dyskusji. I to ma być chrześcijańska pokora! Ta pewność siebie mogłaby być nawet zabawna gdyby nie była tak żenująca.

Odpowiedź:

 Czy w moim tekście z jakim próbuje polemizować Sędziak nie ma liczenia się ze źródłami jakie on podał? Ależ jest! Każdą podaną przez niego wzmiankę ze źródeł analizowałem bardzo szczegółowo. Nic nie pominąłem, do wszystkiego się ustosunkowałem drobiazgowo. Tratuję i nie liczę się, owszem, ale nie ze źródłami jakie przytacza Sędziak lecz z jego wnioskami, które wyciąga on z tych źródeł. Źródła i wnioski jakie Sędziak wyciąga na podstawie tych źródeł to dwie zupełnie różne rzeczywistości, wbrew temu co mu się zdaje.     

L.J. Jest bezspornie dowiedzione, że to właśnie głównie pod wpływem tej tradycji byli pierwsi chrześcijanie i twórcy NT, skoro w NT znajdujemy aż 1951 cytatów i wyraênych aluzji z ST. Przechodzę więc niniejszym do polemiki.

S.J. A ile cytatów zawartych w Zwojach nie ma nigdzie w Starym Testamencie, ile jest takich które są tylko w Zwojach i Nowym Testamencie?

Odpowiedź:

Nie ma w Nowym Testamencie żadnego cytatu ze Zwoju z Qumran. Co do pierwszej części pytania to jest ono zupełnie bezprzedmiotowe dla tych rozważań, bo nikt nie neguje, że literatura z Qumran odwoływała się czasem do czegoś innego niż ST (judaizm był literacko dość bogatym zjawiskiem). Jest to jednak zupełnie bezprzedmiotowe dla kwestii ewentualnych związków literatury z Qumran z NT. 

Wartość Zwojów jest ogromna dla chrześcijaństwa.

Odpowiedź:

            Z tym i ja się mogę zgodzić w pewnym sensie, jednak przypuszczam, że zdanie to Sędziak rozumie zupełnie inaczej niż ja. Zdanie to jest zbyt ogólnikowe aby z nim polemizować.

S.J. Teraz przejdę do szczegółów. Podam kilka godnych uwagi przykładów:

1.

S.J. Znaleziony w czwartej pieczarze Qumran zwój zatytułowany "Błogosławieństwa" /4Q525/ rozpoczyna się, zdanie po zdaniu, od słowa 'Błogosławieni', czyli dokładnie tak samo jak formuła wypowiedzi Jezusa w Kazaniu na Górze. Spójrzmy na te paralele:
"Błogosławiony człowiek o czystym sercu, który nie obmawia swoim językiem" /tekst qumrański/.  
"Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą" /Ew.Mat. 5,8/.  
"Błogosławiony człowiek który zdobył mądrość, postępuje według prawa Najwyższego" /tekst qumrański/.  
"Błogosławieni, którzy łakną, i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni" /Ew.Mat. 5,6/.  
W Kazaniu na Górze według ewangelii Łukasza słowo "błogosławieni" powtarza się cztery razy, w ewangelii według Mateusza dziewięć razy, a w Zwojach z Qumran pięć razy.

L.J. Również w Starym Testamencie występowały formuły zaczynające się od błogosławieństw. Przypatrzmy się pewnemu tekstowi z ST:
"Błogosławiony jesteś, Panie Boże naszych ojców - pełen chwały i wywyższony na wieki. Błogosławione niech będzie Twoje imię pełne chwały i świętości - chwalebne i wywyższone na wieki. Błogosławiony jesteś w przybytku świętej Twojej chwały - chwalony, sławiony przez wieki nade wszystko. Błogosławiony jesteś na tronie Twego królestwa - chwalony, sławiony przez wieki nade wszystko. Błogosławiony jesteś Ty, co spoglądasz w otchłanie, co na Cherubach zasiadasz - pełen chwały i wywyższony na wieki. Błogosławiony jesteś na sklepieniu nieba - pełen chwały i sławny na wieki" (Dn 3,52-56, Biblia Tysiąclecia, dalej: BT

S.J. Po pierwsze, za każdym razem błogosławieństwo adresowane jest tutaj do Boga, a nie człowieka

Odpowiedź:

Pewne drobne różnice w treści nie mają tu znaczenia, przecież takie różnice istnieją też w treści błogosławieństw podawanych i porównywanych wyżej przez Sędziaka. W czym więc problem? Kontrargument jaki tu wystosował Sędziak jest niekonsekwentny, mało przekonujący i wymyślony zwyczajnie na odczepnego. Jeśli różnice treściowe w porównywanych fragmentach są istotne to sam Sędziak powinien zrezygnować ze swego powyższego porównania błogosławieństw z Qumran i błogosławieństw z NT, bo w jego zestawieniu różnice treściowe są duże. Nie liczą się więc tu aż tak bardzo różnice treściowe, bo porównujemy tylko sam schemat polegający na rozpoczęciu każdego zdania od błogosławieństwa. To podobieństwo jest tak samo zachowane w podanym przeze mnie wyżej tekście z Dn jak i w tekście błogosławieństw z Qumran podanym wyżej przez Sędziaka. 

- a po drugie, uderza odmienność rytmu, w odróżnieniu od przykładów podanych przeze mnie. Psalmy były przecież tekstami śpiewanymi, słowami pieśni, co nie jest bez znaczenia.

Odpowiedź:

Dlatego ta różnica. Kazanie na Górze do jakiego Sędziak przyrównuje tekst z Qumran też nie jest tekstem śpiewanym. Siłą rzeczy ma więc inną rytmikę. Czemu więc jego porównanie mimo innej rytmiki jest zasadne a moje już nie? Niekonsekwencja.  

Dlatego wielu naukowców również zwróciło uwagę na te same co ja paralele, nic nie wspominając o tych miejscach na które powołuje się Lewandowski.

Odpowiedź:

            Są prace naukowe o Qumran, które wskazują na o wiele mniejsze podobieństwa między ST i tekstem błogosławieństw z Qumran podanym przez Sędziaka. To co podają prace naukowców można więc rożnie traktować w tym miejscu. O niczym one nie przesądzają ani nie rozstrzygają. Są jedynie czystą ciekawostką w tym wypadku. 

L.J. Jak widać, formuły zaczynające się od wielokrotnego błogosławieństwa mogły być Ewangelistom znane równie dobrze już z ST, niekoniecznie zaś z pism wspólnoty z Qumran. Warto też zauważyć, że wyżej zaprezentowany przez Sędziaka tekst błogosławieństw z Qumran jest inny co do treści niż tekst z Ewangelii, co wyklucza tutaj tezę o wpływie idei z Qumran na idee zawarte w Kazaniu na Górze.

J.S. Wcale nie wyklucza, ze wspomnianych przed chwilą względów.

Odpowiedź:

            Dlaczego nie? Przecież wyżej zdaniem Sędziaka właśnie drobna różnica treściowa między moim przykładem błogosławieństw z Dn a podanym przez niego przykładem błogosławieństw z Qumran wyklucza istnienie wzajemnego wpływu na siebie obu tekstów. Dlaczego więc różnice treściowe pomiędzy porównywanymi przez niego tekstami błogosławieństw z Qumran i NT nie wykluczają już nagle tezy o wzajemnym wpływie błogosławieństw z Qumran na Kazanie na Górze z NT? Znów mamy tu niekonsekwencję Sędziaka. Poza tym o jakich „wspomnianych przed chwilą względach” pisze Sędziak? Nie podaje on wcześniej żadnych względów z powodu których skoro tekst błogosławieństw z Qumran jest inny co do treści niż tekst błogosławieństw z Ewangelii, to nie wyklucza to tezy o wpływie idei z Qumran na idee zawarte w Kazaniu na Górze.       

L.J. W tym momencie, nawet gdyby Jezus w swym Kazaniu na Górze posłużył się formułą stosowaną przez wspólnotę z Qumran, to nie świadczy to jeszcze o tym, że podzielał idee tej wspólnoty. Zapożyczenie przez kogoś samego schematu formy literackiej nie jest jeszcze absolutnie żadnym dowodem na istnienie współzależności ideowej.

S.J. Takimi argumentami można zbyć nawet najbardziej ewidentne paralele.

Odpowiedź:

            To nie jest kontrargument na to co napisałem, to tylko subiektywna opinia wyrażająca jedynie niezadowolenie z tego co napisałem. Żaden polemista nie uznałby takiego mało treściwego zbywania jakiegoś innego kontrargumentu za poważną odpowiedź. Tak więc i ja tego zbycia nie uznaję za poważny kontrargument i podtrzymuję to co wyżej napisałem. Uważam to wciąż za istotne spostrzeżenie, chyba, że Sędziak weźmie się w garść i zakwestionuje to jakoś merytorycznie.  

A używając określeń typu 'nie jest jeszcze absolutnie dowodem' Lewandowski znów dogmatyzuje i łamie reguły dyskusji, nie po raz pierwszy zresztą.

Odpowiedź:

            Coraz dziwniejsza ta polemika, którą uprawia Sędziak. Stwierdzenie o braku dowodu nie jest jeszcze żadnym dogmatyzowaniem.

S.J. Następnie, wspólnota qumrańska nazywa siebie "ubogimi". W obszernym "Zwoju Wojny" pochodzącym z pieczary nr 1 czytamy: "Pośród ubogich w duchu jest moc...". W Kazaniu na Górze Jezus mówi: "Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie" /Ew.Mat.5,3/.

L.J. Jak zauważa jeden z badaczy zwojów z Qumran, dyskutuje się, czy qumrański zwrot "ubodzy w duchu" ma takie same znaczenie jak ten sam zwrot u Mateusza. Nie wiemy więc, czy doszło tu do jakiegoś zapożyczenia ideowego, czy nie jest to po prostu jedynie zbieżność leksykalna.

J.S. Mówię po raz kolejny - taką argumentacją można dosłownie wszystko "wytłumaczyć".

Odpowiedź:

            Znów Sędziak nie podejmuje polemiki, wyrażając jedynie swoje niezadowolenie. To nie jest oczywiście żaden poważny kontrargument. A ja podtrzymuje to co wyżej napisałem – sama zbieżność leksykalna co do dwóch słów występujących zarówno w pismach z Qumran jak i w pismach NT nie dowodzi jeszcze w żadnym wypadku wpływu jednego systemu wierzeń na drugi. Skoro nie wiemy czy istnieje tu nawet zbieżność znaczeniowa odnośnie tych słów to nie możemy stwierdzać, że samo występowanie dwóch takich samych słów w pismach dwóch różnych wyznań jest dowodem na zależność ideową tych wyznań. Wniosek taki byłby mocno na wyrost. Zbyt mało elementów jest tu podobnych.

2.

J.S. Jezus uczy, że sprawy sporne pomiędzy jego uczniami mają być rozstrzygane w obecności kilku świadków, a jeśli spór nie zostanie w ten sposób rozstrzygnięty, dane sprawy powinny być adresowane do zboru. "Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś zborowi. A jeśli nawet zboru nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik" /Ew.Mat. 18, 15-17/. Podobnej procedury przestrzegali esseńczycy. Obszerny, popularny zwój, o nazwie "Podręcznik dyscypliny" lub "Reguła Zrzeszenia", na który będę często powoływał się w moich rozważaniach, mówi: "Nikt nie będzie wnosić żadnej sprawy przeciw bliźniemu swemu przed społeczność, nie upomniawszy go wcześniej przed świadkami".

L.J. Sędziak nie wie (lub nie chce powiedzieć), że taka reguła postępowania była już stosowana w Starym Testamencie, nie jest to więc twór czysto qumrański. Przypatrzmy się jednemu z tekstów w ST: "Jeśli ktoś będzie miał syna nieposłusznego i krnąbrnego, nie słuchającego upomnień ojca ani matki, tak że nawet po upomnieniach jest im nieposłuszny, ojciec i matka pochwycą go, zaprowadzą do bramy, do starszych miasta, i powiedzą starszym miasta: Oto nasz syn jest nieposłuszny i krnąbrny, nie słucha naszego upomnienia, oddaje się rozpuście i pijaństwu" (Pwt 21,18-20, BT). Tu też jest obecna idea wcześniejszego upomnienia kogoś przed innymi, nim doprowadzi się go w celu rozpatrzenia sprawy przed społeczność. Zamiast tworzyć fantastyczne i sensacyjne teorie o wpływie Qumran na chrześcijaństwo wystarczyło zajrzeć do ST i tam szukać wyjaśnień odnośnie tego co wpływało na pisarzy NT, skoro wiadomo, że byli oni głównie pod wpływem tej tradycji.

J.S. A zamiast snuć własne fantastyczne egzegezy wystarczy założyć okulary i zobaczyć że chodzi tutaj o sprawy rodzinne, a nie zborowe, dotyczące zgromadzenia. Analogia jest więc nietrafna.

Odpowiedź:

            Analogia ta jest jak najbardziej trafna. W pierwotnym judaizmie z okresu którego pochodzi przytaczany przez mnie wyżej tekst z Pwt każda sprawa rodzinna była jednocześnie sprawą zborową. W tamtej koczowniczo wędrującej niedużej społeczności wszyscy byli zarazem jedną wielką wspólnotą wyznaniową i ze względu na zwarty tryb życia tamtej społeczności granice rodzinne zacierały się w jednej wspólnocie wyznaniowej. Drobna różnica na jaką wskazuje Sędziak jest zupełnie bez znaczenia w tym wypadku i tak czy inaczej istnieje silne podobieństwo zasad w podanych przeze mnie tekstach. Podobieństwo to nie jest w żadnym wypadku mniejsze niż podobieństwo między tekstami podanymi przez Sędziaka. Po raz kolejny Sędziak próbuje zbić mój kontrargument za pomocą mało wyszukanego sposobu i zwraca uwagę na nieistotny szczegół wynaleziony na odczepnego. Zresztą nawet gdyby wziąć na serio uwagę Sędziaka o tej jednej drobnej różnicy między porównywanym przeze mnie tekstem z Pwt i podanym przez niego tekstem z Qumran to jak to się ma do tego, że porównywany wyżej przez Sędziaka tekst błogosławieństw z Qumran z tekstem błogosławieństw z Kazania na Górze poza wspólnym schematem błogosławieństw na początku każdego zdania zawiera już całą masę różnic (a właściwie wyłącznie same różnice) i tym razem już zupełnie nie przeszkadza to Sędziakowi w dopatrywaniu się wzajemnego wpływu na siebie tych tekstów? Jest to kolejna niekonsekwencja Sędziaka. Już drugi raz próbuje on zwalczać mój kontrargument przez zwracanie uwagi na różnice w podawanej przeze mnie paraleli między tekstami z Qumran i ST. Wnioskuję z tego, że ta „linia obrony” stanie się obowiązująca u Sędziaka w następnych częściach jego zapowiadanej polemiki z moim tekstem. Jeśli tak to będę wtedy każdą próbę takiej kontrargumentacji bezwzględnie kontrował wskazywaniem na to, że w tekstach z Qumran i z NT porównywanych wcześniej przez Sędziaka też są znaczne różnice i czasem podobieństwo jest tylko jedynie przypadkowe i powierzchowne.     

L.J. Właśnie, dlaczego co chwilę doszukujący się w pismach chrześcijan wpływu Qumran paralelomaniacy, jak nazywa ich Fitzmyer, nigdy nie biorą pod uwagę różnic, które występują w porównywanych materiałach?

S.J. W trzecim artykule "Czy Jezus był esseńczykiem", i nie tylko, pisałem też o różnicach pomiędzy obiema grupami i nie pominąłem najważniejszej z nich - przywiązanie do litery prawa.

4.

J.S. W "Zwoju Wojny" /4Q491 - 496/ esseńczycy wielokrotnie mówią o Synach i Dzieciach światłości walczących przeciwko mocom i Synom Ciemności, że są powołani przez Boga aby dokonać sądu na ziemi i ostrzegają przed zbliżającym się sądem ostatecznym pałającym gniewem. Tekst tego Zwoju rozpoczyna się od słów: "Pierwsze wystąpienie Synów światłości mające nastąpić przeciw działowi Synów Ciemności, przeciw wojsku Beliala..." i dalej mówi, "ze źródła światła pochodzi prawda, zaś ze źródła ciemności pochodzi bezprawie... Jednakże Bóg Izraela i anioł jego prawdy pomagają wszystkim Synom światłości".
Metaforycznych pojęć "światłości" i "ciemności" Jezus używa raz po raz w swoich naukach i podobieństwach. O sobie samym mówi, że jest "światłością świata" /Ew.Jana 8,12/, Jana Chrzciciela również nazywa "światłością'' /Ew.Jana 5, 55/. Innym razem mówi, że "...synowie tego świata są przebieglejsi w rodzaju swoim od Synów światłości" /Ew.Łuk. 16,8/. Najwięcej antonimów typu "światłość - ciemność", "prawda - fałsz" można znaleźć w pierwszym Liście Jana.

L.J. Termin "synowie światłości" nie jest oryginalnym wytworem wspólnoty z Qumran. Używano go już w apokryficznej literaturze przedesseńskiej. Pochodzący z III wieku przed Chrystusem apokryf noszący tytuł Wizja Amrama zawierał takie oto stwierdzenie:
"Ja powiem [...] i uczynię rzeczą wiadomą [...] z dala od ciemności wszystkim [...] dzieciom [...] i wszystkim Dzieciom Światłości".
Apokryf ten był zapewne znany także wspólnocie z Qumran, ponieważ w grocie 4 znaleziono fragmenty kopii tego Apokryfu.

J.S. W każdym razie Jezus nie wymyślił tego terminu sam, podobnie jak wiele innych.

Odpowiedź:

            Coraz gorzej. To już w ogóle nie jest żaden poważny i przemyślany kontrargument, tylko jakieś zdanie rzucone zupełnie na odczepnego. Zauważmy bowiem, że spór nie toczy się o to, czy Jezus wymyślił wspomniany termin, czy nawet przejął go z kulturowego dziedzictwa judaizmu (z tym mógłbym się nawet i ja zgodzić), tylko spór toczy się o to, czy Jezus przejął ów termin akurat od wspólnoty z Qumran, jak to postuluje Sędziak. Wyżej zacytowałem pewien tekst (Wizja Amrama) który wskazuje na to, że Jezus wcale nie musiał przejąć słów „synowie światłości” od wspólnoty z Qumran, skoro termin taki był stosowany w judaizmie już wcześniej. To obala oczywiście założenie Sędziaka, że Jezus przejął wyrażenie „synowie światłości” akurat od wspólnoty z Qumran. Sędziak zamiast pogodzić się z tym faktem lub zamiast polemizować z tym co napisałem w inny sposób rzuca jedynie od niechcenia zdanie: „Jezus nie wymyślił tego terminu sam”. Tymczasem spór w ogóle się o to nie toczył i nikt nigdzie nie twierdził, że termin „synowie światłości” Jezus (jak i wiele innych terminów) wymyślił akurat sam! Powyższe zdanie Sędziaka należy więc traktować jak wyminięcie szerokim łukiem argumentu oponenta.

L.J. Natomiast co do pojęć typu "światłość" i "ciemność" stosowanych jako metafory teologiczne czy etyczne to znów nie jest to produkt myśli qumrańskiej. Taka symbolika znajduje się już w ST:

Ciemność:
"Chcesz drogi ciemności się trzymać, którą kroczyli występni?" (Hi 22,15, BT).
"Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy zamieniają ciemności na światło, a światło na ciemności, którzy przemieniają gorycz na słodycz, a słodycz na gorycz!" (Iz 5,20, BT).

Światłość:
"Wschodzi w ciemności jako światło dla prawych, łagodny, miłosierny i sprawiedliwy" (Ps 112,4, BT).
"Bo Ty, o Panie, jesteś moim światłem: Pan rozjaśnia moje ciemności" (2 Sm 22,29, BT).
"Albowiem w Tobie jest źródło życia i w Twej światłości oglądamy światłość" (Ps 36,10, BT).
"Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!" (Iz 2,5, BT).
"Już słońca mieć nie będziesz w dzień jako światła, ani jasność księżyca nie zaświeci tobie, lecz Pan będzie ci wieczną światłością i Bóg twój - twoją ozdobą. Twe słońce nie zajdzie już więcej i księżyc twój się nie zaćmi, bo Pan będzie ci światłością wieczną i skończą się dni twej żałoby" (Iz 60,19-20, BT).
"On odsłania to, co niezgłębione i ukryte, i zna to, co spowite w ciemność, a światłość mieszka u Niego" (Dn 2,22, BT).
"Nie wesel się nade mną, nieprzyjaciółko moja; choć upadłem, powstanę, choć siedzę w ciemnościach, Pan jest światłością moją" (Mich 7,8, BT).

J.S. Jest mały problem. W każdym z zacytowanych przed chwilą fragmentów tylko Bóg nazwany jest światłością, ani razu człowiek, w odróżnieniu od tekstów nowotestamentowych i qumrańskich.

Odpowiedź:

            Bo w ogóle nie o takie podobieństwo mi chodziło, Sędziak już trochę pogubił się, lub po prostu celowo wprowadza zamęt do tej dyskusji. Powyższe moje zestawienie nie tyczyło się już idei człowieka utożsamionego z ideą światłości. Na takie utożsamienie wskazywałem wcześniej przy okazji nazwania ludzi „synami światłości” w tekście przedesseńskim zwanym Wizja Amrama. Natomiast powyższe zestawienie tyczyło się już czegoś innego - antonimów światłość/ciemność, stosowanych jako kategorie teologiczne w 1 Liście Jana i tekstach z Qumran. Sędziak sam o tym wyżej pisał, stąd dokonałem powyższego zestawienia aby ukazać, że takie metafory wcale nie musiały być przez autorów NT zaczerpnięte z tekstów z Qumran, skoro pojęcia takie istniały już w tekstach z ST.

L.J. Po raz kolejny nie ma więc potrzeby odwoływać się aż do pism qumrańskich, aby wyjaśnić pojęcia używane przez autorów NT, skoro istnienie tych pojęć można o wiele lepiej wyjaśnić za pomocą ST, pod którego o wiele większym wpływem byli pisarze NT i Jezus.

S.J. Wcale nie 'o wiele lepiej', jak wspomniałem przed chwilą. A jaki mniejszy wpływ na pisarzy Lewandowski ma na myśli sugerując go? Oczywiście w jego rozumieniu ów Stary Testament to tylko część współczesnej Biblii.

Odpowiedź:

Zupełnie nie rozumiem o co autorowi chodzi w tych trzech enigmatycznych i mętnych zdaniach, nijak ze sobą nie powiązanych treściowo.

S.J. Jezus również mówi o sądzie ostatecznym pałającym gniewem, między innymi w Ewangelii Marka, gdzie czytamy: "Lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z obiema rękami być wrzuconym do piekła w ogień nie gasnący, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie" /9, 43/.

L.J. A co to ma wspólnego z omawianą w tym punkcie światłością i ciemnością to już nie wiem. Tajemnica Sędziaka.

S.J. Bo pisma qumrańskie i nowotestamentowe mówią więcej o ogniu piekielnym aniżeli Stary Testament.

Odpowiedź:

 

            To trzeba było to jakoś wykazać na bazie tekstów z Qumran. Tymczasem nic takiego w tekście Sędziaka nie miało miejsca. Powyższa wzmianka o ogniu piekielnym nadal wygląda więc jakby była tam wrzucona zupełnie przypadkowo, bez żadnego logicznego powiązania z treścią i układem całego artykułu. Poza tym, skoro nawet Sędziak wyżej przyznaje, że ST też mówi o ogniu piekielnym to znów nie ma co się odwoływać do tekstów z Qumran i wystarczy powołać się na ST aby wytłumaczyć istnienie tej idei w NT. Powyższe słowa Jezusa z Mk 9,43, mówiące o ogniu piekielnym i robaku umierającym można z powodzeniem wytłumaczyć wpływem ST a nie wpływem pism z Qumran. Oto pewien tekst z ST:

 

„A gdy wyjdą, ujrzą trupy ludzi, którzy się zbuntowali przeciwko Mnie: bo robak ich nie zginie, i nie zagaśnie ich ogień, i będą oni odrazą dla wszelkiej istoty żyjącej” (Iz 66,24, Biblia Tysiąclecia).

 

Teraz kilka uwag o tym w jaki sposób Lewandowski prowadzi dyskusję. Niejeden niezorientowany w temacie czytelnik może pomyśleć czytając jego wywody, że to prawdziwe bogactwo argumentów. Ile to 'bogactwo' jest naprawdę warte, postaram się wykazać poniżej.

 

Odpowiedź:

Zobaczymy jak to pójdzie Sędziakowi.

 

    • [Lewandowski – przyp. J.L.] W karygodny sposób pomija ważne aspekty sprawy jak na przykład w przypadku problemu Nauczyciela Sprawiedliwości, przemilcza kwestie mające kardynalne znaczenie dla zrozumienia sprawy qumrańskiej, co czytelnik zobaczy później.

Odpowiedź:

W porządku, przyjrzymy się temu dalej.

• Paralele nic nie znaczą dla Lewandowskiego, z czego nie robi tajemnicy. Wiele natomiast znaczą dla niego suche, oderwane od kontekstu, niemające specjalnego związku z Qumranem cytaty starotestamentowe. Samo wskazanie, że dany termin gdzieś w ST występuje, to jeszcze za mało. Liczy się nie ilość, lecz jakość. Trzeba przyjrzeć się w jakim kontekście dane wyrażenie jest użyte, aby nie popełnić gafy i nie wprowadzić w błąd ludzi nieznających tematu. W takie szczegóły Lewandowski na ogół się nie bawi.

Odpowiedź:

To chyba jakieś żarty. Przecież Sędziak przytaczając swe domniemane „paralele” między Qumran a chrześcijaństwem sam regularnie nie uwzględnia kontekstów porównywanych przez siebie tekstów! Konteksty porównywanych przez niego tekstów są zupełnie inne, często w porównywanych przez niego kontekstach nie ma żadnej analogii znaczeniowej poza użyciem jedynie tych samych słów. Oto kilka ewidentnych przykładów takiej sytuacji. Np. w swoim tekście o Qumran, z którym polemizowałem na samym początku, Sędziak porównuje takie oto dwa teksty:

„Błogosławiony człowiek który zdobył mądrość, postępuje według prawa Najwyższego" /tekst qumrański/.
"Błogosławieni, którzy łakną, i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni" /Ew.Mat.”. 5,6/.
 

            Nietrudno dostrzec, że oba te teksty ewidentnie mówią o czymś zupełnie innym, jednakże mimo zupełnie różnych kontekstów tych zdań Sędziakowi zupełnie nie przeszkadza już na ich podstawie domniemywać o wpływie jednego tekstu na drugi, tylko dlatego, że oba zaczynają się jedynie od tego samego słowa „błogosławieni”.

            Dalej, oto kolejne przykłady, w swoim tekście o Qumran, z którym polemizowałem na samym początku Sędziak porównuje również takie dwa teksty:

"Pośród ubogich w duchu jest moc...". W Kazaniu na Górze Jezus mówi: "Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie" /Ew.Mat.5,3/.”.

            To kolejny przykład, gdzie wyrażenie „ubodzy w duchu” występuje w zupełnie innych kontekstach, nie przeszkadza to jednak Sędziakowi porównywać ich. W moim pierwszym tekście polemice z Sędziakiem o Qumran odwoływałem się do pracy jednego z qumranologów, który wskazywał na to, że nie wiadomo czy qumrańskie „ubodzy w duchu” ma takie samo znaczenie jak ewangeliczne „ubodzy w duchu”[19]. Już tylko ten brak pewności co do tej paraleli znaczeniowej powinien powstrzymać Sędziaka przed porównaniami w tej materii, skoro tak zwraca on niby uwagę na identyczność kontekstów w porównywanych przez siebie fragmentach. Jednak jemu to już absolutnie nie przeszkadza brak zbieżności kontekstów w porównywanych przez siebie fragmentach, za to mi wypomina, że ja porównuję teksty z Qumran z tekstami z ST, które posiadają w sobie pewne różnice znaczeniowe.   

Następnie, w kolejnym swoim przykładzie w swoim tekście o Qumran, z którym polemizowałem na początku, Sędziak zestawia takie oto dwa teksty:

"Rada zrzeszenia... będzie wypróbowanym murem, drogocennym kamieniem węgielnym." Jezus mówi: "Czy nie czytaliście nigdy w pismach: Kamień, który odrzucili budowniczowie stał się kamieniem węgielnym" /Ew. Mat. 21, 42/.”.

     Znów Sędziak porównuje tu teksty, które odnoszą się do zupełnie innych podmiotów. W tekście z Qumran kamieniem węgielnym jest cała Rada Zrzeszenia a w tekście z NT Jezus odnosi wzmiankę o kamieniu węgielnym tylko do siebie. Mimo tak kompletnych różnic Sędziak jednak znów nie zawahał się mówić o wpływie jednego tekstu na drugi. Dlaczego więc Sędziak mi zarzuca, że ja porównuję teksty z ST z tekstami z Qumran, które różnią się pod pewnym względami od siebie i odnoszą się do różnych podmiotów? Przecież ja robię to samo co on! Sędziakowi wydaje się (albo zapomniał jak było, lub też teraz udaje, że nie pamięta jak było, bo dalej w tekście przypomina sobie już jak było), że w jego domniemanych paralelach istniejących rzekomo pomiędzy Qumran i chrześcijaństwem nie istnieją różnice odnośnie tego do czego odnoszą się te teksty. Jednak one istnieją, co ukazałem wyżej. 

Niech więc Sędziak przestanie się zachowywać jak niepoważne dziecko, tylko niech stanie wreszcie do poważniej dyskusji. Takie zbywanie i bawienie się w kotka i myszkę (jakie mamy powyżej) w żadnym wypadku nie jest poważną dyskusją. 

• Nie ma też dla niego znaczenia czy dany tekst odnosi się do Boga czy do człowieka, jak choćby w przypadku określeń takich jak 'święty' i 'błogosławiony'