Czego nie powiedział wam Arkadiusz Wiśniewski? (2)
Polemika:
Niedawno temu, na forum internetowym apologetycznego serwisu prowadzonego przez Jarosława Zabiełłę, ukazał się tekst Jana Lewandowskiego zatytułowany "Czego nie powiedział wam Arkadiusz Wiśniewski". Równolegle umieszczono go także na nowopowstałej stronie trynitarnej. Jest to replika na mój artykuł zatytułowany "Czego nie powiedział wam Robert Countess" znajdujący się w prowadzonym przeze mnie serwisie. Lewandowski przyjął formę znaną z forów dyskusyjnych, gdzie komentarz umieszczany jest pod fragmentem komentowanym. Dziękuję panu Lewandowskiemu za odniesienie się do mojego artykułu i poniżej przedstawiam moją odpowiedź, zachowując w/w formę. Lewandowski na granatowo (cytaty z mojego poprzedniego artykułu w kursywie i bordo), moje odpowiedzi na czarno. Dla większej przejrzystości każdy blok polemiki oddzielony jest poziomymi liniami
Lewandowski:
Niniejszy tekst jest polemiką z tekstem Arkadiusza Wiśniewskiego pt. Ew. Jana 1,1 - Czego nie powiedział wam Robert Countess, który został zamieszczony pod adresem http://www.republika.pl/arekwis/doktryna/trojca/countess.html. W tekście tym Wiśniewski porwał się na argumentację biblisty Roberta Countess'a, który zarzucił Świadkom Jehowy (dalej: ŚJ) w swej książce, że w sposób niekonsekwentny oddali w swym przekładzie Biblii odnoszące się do Jezusa w J 1,1 słowo theos, tłumacząc je za pomocą słowa "bóg" z małej litery głównie dlatego, że nie jest ono poprzedzone rodzajnikiem określonym ho.
Wiśniewski:
Pierwsze nieporozumienie by nie powiedzieć przekłamanie. Prawdą jest, że porwałem się na argumentację Countessa, biblisty zresztą. Prawdą jest też, iż Countess zarzucił Świadkom Jehowy niekonsekwencję. Idźmy jednak dalej. Zarzut sformułowany przez Countessa brzmi bowiem:
- Świadkowie Jehowy błędnie przetłumaczyli "theos" z J 1,1 powołując się JEDYNIE na brak rodzajnika.
W ustach Lewandowskiego zarzut zaś Countessa nabiera nowego wydźwięku:
- Świadkowie Jehowy błędnie przetłumaczyli "theos" z J 1,1 GŁóWNIE z powodu braku rodzajnika.
Oczywiście, gdyby Countess w ten sposób sformułował zarzut, raczej nie doszłoby do powstania mojej odpowiedzi w takiej formie w jakiej funkcjonuje ona w tym serwisie. Proszę zwrócić na to uwagę, albowiem w dalszej części Lewandowski brnie w swym błędzie niedostrzegania prawdziwej istoty mojego sporu z fragmentem książki Countessa.
Odpowiedź:
Jak widzę, Wiśniewski dość sztywno i ciasno pojął ideę mojej polemiki z jego tekstem. Nie wiem bowiem na jakiej to podstawie on sobie założył, że polemizując z jego tekstem stawiam sobie na celu bronienie Countessa. Na to, że tak Wiśniewski uważa wskazuje też tytuł jego tekstu, na który odpowiadam � Jak Lewandowski bronił Countessa. Nie mam rzecz jasna takiego celu, nawet mnie to specjalnie nie interesuje. Zamiast bezmyślnie wzorować się na Countessie, wciąż używając tylko jego argumentów, postanowiłem być nieco bardziej elastyczny i w mej polemice (na którą odpowiada Wiśniewski) na temat sposobu przekładu przez Świadków Jehowy (dalej: ŚJ) wersu z J 1,1 postanowiłem pójść gdzie niegdzie w inną stronę, rozwijając ten spór o dalsze elementy i nowe argumenty. Argumenty, których nie czerpałem od Countessa. Nie mogło być rzecz jasna inaczej, skoro sam Wiśniewski wniósł do sporu z Countessem nowe elementy, których Countess nie zawarł już w swej książce. Tym samym jest oczywiste, że moja polemika z Wiśniewskim nie mogła zatrzymać się na Countessie, skoro trzeba ten spór rozwijać o dalsze treści. Owe dalsze treści muszą być zatem momentami, chcąc nie chcąc, albo modyfikacjami tego co powiedział Countess, albo przeformułowaniem jego stanowiska, które tworzy się w tej dyskusji niejako od nowa. Dlatego czasem nie bronię Countessa, tylko polemizując z tym co powiedział Wiśniewski przeformułowuję argumentację. Być może Wiśniewski podchodzi tak sztywno do mojego tekstu, bo jemu wydaje się, że skoro ktoś odpowiada punkt po punkcie na jego artykuł polemizujący z Countessem, to ten ktoś chce zostać plenipotentem Countessa, bronić go za wszelką cenę. W pojęciu Wiśniewskiego ów adwokat nie zrezygnuje z żadnego przyczółka, które wcześniej obsadził Countess. Nie dziwię się zatem, że Wiśniewski co chwila próbuje hurraoptymistycznie ogłaszać me porażki, ciesząc się przy tym jak dziecko, że ja w jakimś miejscu nie bronię Countesa, tylko prowadzę swe rozważania w innym kierunku. Radość ta jest jednak nieco przedwczesna, bo jak wspomniałem, do tego sporu postanowiłem wnieść nowe elementy, które będą ustosunkowaniem się do argumentacji Wiśniewskiego, nie zaś ciągłym sztywnym tkwieniem przy tym co napisał Countess. Nie oznacza to oczywiście, że zupełnie nie zgadzam się z Countessem w kwestii J 1,1. Zgadzam się, będę niżej bronił go jeśli uznam, że ma słuszność, choć jednocześnie nadmieniam, że nigdy nie zgadzałem się z Countessem do końca, przypuszczam, że nawet nikt z czytających go trynitarzy nie zgadzał się z nim do końca, mając na temat J 1,1 przede wszystkim swoje zdanie. Ale to już nie ma w tej chwili większego znaczenia dla kierunku w jakim poszedł ten spór.
Lewandowski zatytułował swój artykuł: "Czego nie powiedział wam Arkadiusz Wiśniewski". I jest to bardzo dobry tytuł ponieważ Lewandowski bardzo często dyskutuje z poglądami, których faktycznie nikomu "nie powiedziałem" :-). Będzie to widaź w dalszej części.
Odpowiedź:
Zobaczymy.
Lewandowski:
Countess uważa, że jest to niekonsekwencja, bowiem ten sam przekład Biblii ŚJ słowo theos bez rodzajnika odnoszące się do Boga Ojca tłumaczy już za pomocą słowa Bóg pisanego przez duże B. Wiśniewski, mimo tak kompetentnej i dobitnej krytyki Countessa próbuje jednak walić głową w mur i chwytać się brzytwy, wymyślając (wspiera się w tym celu "argumentacją" niejakiego BeDuhna) jakieś nowe wydumane kryteria, które mają niby obalić argumentację Countessa.
Wiśniewski:
Krytyka Countessa jest rzeczywiści dogłębna, tym niemniej, niestety, niekompetentna. Countess krytykuje bowiem Świadków za twierdzenie, którego oni nie głoszą (będę to ustawicznie przypominał). Nie twierdzą oni mianowicie, iż tłumaczenie Jana 1,1 zostało oparte JEDYNIE o gramatykę. A taki zarzut stawia Countess. Nie twierdzą oni mianowicie, iż tłumaczenie Jana 1,1 zostało oparte JEDYNIE o gramatykę. A taki zarzut stawia Countess. Mi się po prostu nie chce wierzyć, że Lewandowski tego nie dostrzega.
Odpowiedź:
Znów widać, że odpowiadając na mój tekst Wiśniewski ciągle jeszcze się nie obudził, myśląc, że wciąż polemizuje on jeszcze z Countessem. Nie, tym razem polemika o J 1,1 toczy się już z kimś innym. Pobudka panie Wiśniewski, najwyższy już czas.
Proszę także zauważyć na sposób przedstawiania oponentów, dokonywany przez Lewandowskiego. W jednym tylko zdaniu mamy: "walenie głową w mur", "chwytanie się brzytwy", "wymyślanie nowych kryteriów" - w dodatku "wydumanych" - jakby było mało. No i jeszcze ten BeDuhn ("niejaki"), ze swoimi "argumentami". To nic, że Lewandowski o nim nie słyszał i pewnie nie sprawdził nawet dokładnie prawdziwości tego co napisał odnośnie Jana 1,1. Ważne, że gość mu nie pasuje i już.
Odpowiedź:
Nie pasuje mi jego argumentacja, jaką przedstawił. Dlaczego? Bo jest rzeczywiście wydumana, niczego w tym sporze nie dowodzi, za niczym nawet nie przemawia w sposób prawdopodobny (rozwinę to jeszcze dodatkowo niżej). Opiera się na regułach, które w rzeczywistości nie istnieją w tekście greckim, bowiem tekst ten przeczy im wprost. Mam zatem prawo do takiej dobitnej oceny twórczości kogoś, kto robi innym wodę z mózgu pod płaszczykiem swego nazwiska i pozycji. W polemice nie decydują nazwiska, tylko argumenty. Tylko demagog o wiernopoddańczej mentalności, z niezdolnością do samodzielnego wyciągania wniosków i posiadania własnego światopoglądu, chowa się co chwila za jakimiś tam nazwiskami.
Lewandowski:
Poniżej spróbuję wykazać, że "kontrargumentacja" Wiśniewskiego nadal nic nie wyjaśnia, i wpędza tylko antytrynitarzy w jeszcze większe dylematy i niekonsekwencje, większe nawet od tych, które wytknął im Countess. Innymi słowy, spadają z deszczu pod rynnę. Poniżej odpisuję na artykuł Wiśniewskiego. Nic nie wycinam, poza pewnym trochę przydługim wstępem nie związanym z tematem, w którym Wiśniewski zanim przechodzi do meritum polemiki, wytyka Countessowi pewne nieodpowiedzialne sformułowania w sprawie J 8,58. Wyciąłem tę kwestię, bowiem uważam, że nie wiąże się ona z tematem tego tekstu. Swoje odpowiedzi na tekst Wiśniewskiego zawsze poprzedzam za pomocą zwrotu: "Odpowiedź". To dlatego, aby czytelnikowi nie pomieszały się moje odpowiedzi z wywodami A. Wiśniewskiego. Dopuśćmy więc Wiśniewskiego do głosu. Na samym początku swego tekstu pisze on:
Oficyna "Vocatio" wydała niedawno książkę Roberta Countess'a pod tytułem "Błędy doktryny Świadków Jehowy". Reklamowana jest ona jako chłodna, pozbawiona emocji, naukowa krytyka przekładu Nowego Świata (tłumaczenie Biblii dokonane przez Świadków Jehowy). Ani organizacja Świadków ani ich przekład Biblii nie należą do moich ulubionych, jednakże chciałbym napisać parę słów o fragmencie tej pozycji. Powodów jest kilka. Autor porusza w swej pracy głównie teksty trynitarne, warto więc jest się zastanowić na ile jego własna argumentacja i podejście jest rzetelne, na ile zaś wynika z uprzedzeń.
[....]
Przypomnę, iż antytrynitarze tłumaczą wyrażenie 'kai theos en ho logos' nie 'and the Word was God' (i Bogiem było Słowo) lecz 'and a god was the Word' (i bogiem było Słowo). Po dalsze informacje na ten temat można sięgnąć do artykułu "Jana 1,1c - tłumaczenia i opinie".
Niekonsekwencja tłumaczenia?
Oddajmy głos autorowi:
"Jakie zatem znaczenie ma przetłumaczenie 'theos' jako 'bóg' ("a god")? Jeśli jest to tylko kwestia obecności rodzajnika lub jego braku, to dlaczego nie przyjąć zasady, że 'ho theos' ma być tłumaczone jako "Bóg" ("God"), a 'theos' jako "bóg" ("a god"), i następnie konsekwentnie jej przestrzegać? Taka zasada z pewnością wynika z linii rozumowania przedstawionej w Dodatku Przekładu Nowego Świata. [...]
Jak się okazało, podstawą dla tłumaczenia "bóg" jest nieobecność rodzajnika przed 'theos'. Tłumaczenia takiego dokonano rzekomo w oparciu o reguły gramatyczne, a nie poglądy religijne. Autor wykazał, że taki przekład implikuje: 1) przyjęcie istnienia prostej zasady gramatycznej - 'ho theos' = "Bóg", 'theos' = "bóg"... " - str. 69, 84.
Jednym z ulubionych chwytów erystycznych nierzetelnego dyskutanta jest przypisywanie swemu adwersarzowi twierdzeń, których on nie wypowiedział. Gdy Countess mówi, iż tłumaczenie 'theos' na "bóg" jest kwestią TYLKO obecności rodzajnika lub jego braku, to przypisuje antytrynitarzom słowa, których oni nigdzie nie wypowiedzieli !!! . Wedle nas, gramatyka grecka (podkreślam - SAMA TYLKO GRAMATYKA), pozwala oddanie tego tekstu w sposób zarówno trynitarny jak i antytrynitarny !
Odpowiedź:
Nie wiem więc po co antytrynitarze wykłócają się zatem o gramatykę w przypadku J 1,1. Ukazuje to jakieś ich kompletne zagubienie się w ich własnej argumentacji. Dom ten jest wewnętrznie skłócony. "Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, nie ostoi się" (Mt 12,25, Biblia Tysiąclecia).
Wiśniewski:
Warto zwrócić uwagę, iż Lewandowski nie potrafi w tym miejscu wybronić Countessa z mojego zarzutu (znowu przypomnę, Countess oskarża ŚJ o to, iż oparli swe tłumaczenie TYLKO na braku rodzajnika). Pozostawia ten zarzut bez odpowiedzi, gładko go omija i koncentruje się na czymś innym.
Odpowiedź:
Powtórzę tu to, co pisałem wyżej: Wiśniewski co chwila próbuje hurraoptymistycznie ogłaszać me porażki, ciesząc się przy tym jak dziecko, że ja w jakimś miejscu nie bronię Countesa, tylko prowadzę swe rozważania w innym kierunku. Radość ta jest jednak nieco przedwczesna, bo jak wspomniałem, do tego sporu postanowiłem wnieść nowe elementy, które będą ustosunkowaniem się do argumentacji Wiśniewskiego, nie zaś ciągłym tkwieniem przy tym co napisał Countess. Taka postawa byłaby bowiem nudna i wręcz antytwórcza. Nie posunęłaby nic do przodu. Nie wiem, może próba ograniczenia przez Wiśniewskiego dyskusji tylko do tego, gdzie Countess przedstawił coś w sposób niepełny, jest jakimś sposobem na przetrwanie tej polemiki. W takim wypadku będzie to jednak mało rozwojowe jako dyskusja, wszystko skupi się jedynie na tym, żeby za wszelką cenę "uwalić" jakiekolwiek stwierdzenia oponenta. Taka retoryczna próba sił, nic więcej.
Pisze, iż "nie wie po co się wykłócamy". Rozumiem, że Lewandowski może nie wiedzieć. Lecz jeśli nie wie, to niech się najpierw zapyta zamiast od razu wyciągać dość zabawne wnioski o "domu wewnętrznie skłóconym" i "kompletnym zagubieniu się w argumentacji". Przyjmuję jednak zapewnienie Lewandowskiego o niewiedzy za dobrą monetę i spieszę z wyjaśnieniem. Otóż zapewne każdy uczestnik jakiejkolwiek debaty religijnej dostrzegł, iż w dyskusjach padają argumenty ofensywne i defensywne (bądź: pozytwyne i negatywne). Gdy zwolennik wiecznych męczarni w piekle dyskutuje z kimś w to niewierzącym, to nigdy nie będzie cytował jako argumentu za piekłem, tekstu z Kazn. 9:5,10! Jest to chyba oczywiste. Taki tekst zacytuje osoba nie wierząca w wieczne męki jako karę za grzech. Będzie to dla niej argument pozytywny. Obrońca piekła znajdzie na to teksty z Kazn., które wedle niego będą miały świadczyć o tym, iż pisarz tej księgi był powodowany rozterkami i wątpliwościami i dlatego też wypowiedział takie właśnie twierdzenie, które niekoniecznie musi być prawdą obiektywną. Będzie to dla niego argumentacja negatywna, zbijająca siłę argumentu z Kazn. 9:5,10. Co to ma wspólnego z ew. Jana 1:1? Bardzo wiele... Jana 1:1 stawiany jest jako dowód przez stronę trynitarną a nie antytrynitarną. Jednym z pierwszych argumentów trynitarnych (pozytywnych) w dyskusjach o Trójcy są słowa: Jezus jest Bogiem ponieważ w Prologu ew. Jana jest o tym napisane. Dopiero wtedy z naszej strony pada argument (negatywny): a czy wiesz, że jest możliwe oddanie tego tekstu w sposób odmienny od trynitarnego? Innymi słowy: trynitarzom do obrony argumentu z Jana 1:1 konieczne jest ZAPRZECZENIE MOŻLIWOŚCI oddania tego fragmentu w sposób nietrynitarny. Nam, wystarczy udowodnienie MOŻLIWOŚCI oddania tego tekstu w sposób nietrynitarny. Stąd nasz argument: z gramatycznego punktu widzenia przekład: "and a god was the Word" jest możliwy. Przez wiele lat najznamienitsi przedstawiciele trynitarian zaklinali się, iż z gramatycznego punktu widzenia oddanie tego wersetu w formie "and a god..." jest niemożliwe, że jest straszliwym błędem, że wymyślają to niedouczeni arianie itd.. Okazuje się, iż jednak jest to możliwe. I o to nam chodzi biorąc pod uwagę samą tylko gramatykę. To jest przyczyna "wykłócania" się o nią. Udowodnienie, iż - z gramatycznego punktu widzenia - taka możliwość po prostu istnieje. Powiem krótko (a raczej powtórzę, w nadziei, iż w końcu zostanie to zrozumiane): z gramatycznego punktu widzenia można oddać ten tekst w sposób zarówno trynitarny jak i antytrynitarny. Moja polemika nie jest powodowana chęcią udowodnienia trynitarzom, iż NIE MAJĄ PRAWA przekładać tego fragmentu w sposób w jaki to robią. Jej celem jest przedstawienie argumentów za MOŻLIWOŚCIĄ tłumaczenia tego wersetu w sposób nietrynitarny. To właśnie trynitarze w rodzaju Countessa przez lata WYKLUCZALI taką możliwość. Z tym polemizuję Panie Lewandowski: z opinią o niemożliwości oddania tego wersetu w sposób nietrynitarny. To jest wstęp do tego by zacząć dyskusję na temat tego, jakie tłumaczenie jest bardziej prawdopodobne i zgodne z Biblią.
Odpowiedź:
Niech będzie. Przyjmuję te wyjaśnienia za podstawę do dalszej dyskusji. Zobaczymy czy rzeczywiście wyjaśnienie nietrynitarne jest "bardziej zgodne z Biblią". Tylko wtedy bowiem antytrynitarze będą mogli mieć prawo twierdzić, że ich tłumaczenie J 1,1 jest bardziej prawidłowe.
Lewandowski:
Ba, z biblijnego punktu widzenia można nawet wykazać, że nie ma to znaczenia, że "'theos' bez rodzajnika występuje tutaj w odróżnieniu od 'ho theos' z rodzajnikiem w jednym kontekście myślowym ewangelisty". Przecież gdyby to miało świadczyć o tym, że Jezus jest jakimś "mniejszym bogiem" niż Bóg Ojciec, to wedle tej zasady należałoby uznać, że Bóg Ojciec jest jakimś "mniejszym panem" niż Pan Jezus, skoro w Mt 22,44 przy słowie Pan odnoszącym się do Boga Ojca nie stoi rodzajnik, stoi zaś przy słowie Pan odnoszącym się w tym wersie do Jezusa.
Wiśniewski:
Znowu ten sam błąd. Gdybym twierdził, iż występowanie "theos" bez rodzajnika w jednym kontekście myślowym MUSI świadczyć o tym, że Jezus jest mniejszym Bogiem niż Bóg Ojciec, to oczywiście dowód Lewandowskiego z Mt 22:44 miałby kapitalne znaczenie. Problem w tym, że ja tego nie twierdzę.
Odpowiedź:
Problem w tym, że ja tym bardziej. Niech Wiśniewski przestanie wreszcie stosować te denerwujące triki sofistyczne wobec rozmówcy, polegające na tym, że cały czas straszy czytelnika rzekomymi nadinterpretacjami wszystkich, którzy się nie zgadzają z Wiśniewskim. Jest to mało oryginalny sposób odwrócenia uwagi od rzeczywistego meritum dyskusji. Czytelnik bowiem cały czas ma wrażenie, że poza Wiśniewskim wszyscy tylko cały czas źle coś interpretują, nic nie rozumieją. Wtłaczanie cały czas takich sugestii ma pewnie na celu uzyskanie w swoich oczach jakiejś przewagi psychologicznej nad oponentem, w rzeczywistości jest to jednak po prostu śmieszne i mało twórcze. Konia z rzędem temu, kto znajdzie w mojej powyższej wypowiedzi stwierdzenie, że zdaniem antytrynitarzy ">>theos<< bez rodzajnika w jednym kontekście myślowym MUSI świadczyć o tym, że Jezus jest mniejszym Bogiem niż Bóg Ojciec". Nic w tym stylu oczywiście nie napisałem, i wystarczy spojrzeć wyżej, aby się o tym przekonać.
Ja twierdzę, iż MOŻE ale NIE MUSI. Jeszcze raz cytat z mojej wypowiedzi: "Fakt niewystępowania rodzajnika MOŻE być jednak wskazówką jak należy rozumieć ten tekst. Zwłaszcza, iż 'theos' bez rodzajnika występuje tutaj w odróznieniu od 'ho theos' z rodzajnikiem w jednym kontekście myślowym ewangelisty."
Odpowiedź:
I tu właśnie Wiśniewski myli się sromotnie, próbując dość nieporadnie wyminąć niewygodny dla niego argument oparty na Mt 22,44, bowiem mój przykład z Mt 22,44 wskazał właśnie, że fakt występowania lub nie rodzajnika nie może być nawet choćby wskazówką za tym, żeby tekst z J 1,1 rozumieć w sposób nietrynitarny. Skoro w Mt 22,44, który tak jak J 1,1 mówi o Synu i Ojcu (jacy są w tych tekstach postawieni obok siebie), proporcja użycia rodzajnika jest kompletnie odwrotna, to przemawia to właśnie za tym, że kwestia rodzajnika nie może być nawet "wskazówką" za nietrynitarną wersją przekładu J 1,1, jak chciałby Wiśniewski. Po prostu już tylko ten jeden sposób użycia rodzajnika w Mt 22,44 ukazuje, że całe to mydlenie oczu jakąś rzekomą wskazówką opartą na użyciu rodzajnika w J 1,1, jest jednym wielkim wymysłem. Warto też dodać, że sposób używania rodzajnika w tekście greckim Starego Testamentu (Septuaginta - LXX) również często przeczy istnieniu rzekomej "wskazówki", zgodnie z którą gdy jakiś tekst nazywa Bogiem kogoś innego niż Bóg jedyny, to wprowadza on rozróżnienie przy pomocy rodzajników. Tezie tej przeczą właśnie te teksty z LXX, które choć określają mianem Bóg kogoś innego obok Boga jedynego, to jednak konsekwentnie stosują rodzajniki w obu przypadkach. Oto niektóre z tych tekstów: Pwt 7,16,25; Sdz 2,12; 6,10; 11,24; 1 Sm 6,5; 2 Krn 2,4; 32,14-15; Dn 2,47; 3,90; 11,36; Pwt 12,31; 20,18; 29,17; Jdt 5,8; Ps 135,2 (tekst masorecki: Ps 136,2). Mało tego, istnieją w LXX miejsca, gdzie bogów obcych określa się rzeczownikiem theos z rodzajnikiem, Boga Izraela określa się natomiast rzeczownikiem theos bez rodzajnika. Tak jest w Joz 24,23 i Ps 94,3 (tekst masorecki: Ps 95,3). Zdarzają się też często sytuacje w tekście greckim, gdy rodzajnika nie używa się przed rzeczownikiem theos ani wtedy, gdy odnosi się do bogów obcych, ani wtedy, gdy odnosi się do Boga Izraela. Tak jest w Pwt 29,17, gdzie czytamy, że służono nie Bogu, lecz bogom, których nie znano (kai ou theo theois ois ouk edeisan). Tak jest też w Mdr 12,27, Ba 1,22 i Jr 22,9 (por. też 2 Krl 17,7; 2 Krn 32,19 i w NT: Gal 4,8). Jak widać, w żadnym wypadku obecność lub nie rodzajnika przed rzeczownikiem theos nie może być nawet wskazówką za tym, czy chodzi o bóstwo prawdziwe, czy nie.
Dlatego ja nie tworzę w tym miejscu "zasady", o której pisze Lewandowski. Jedyna zasada o jakiej można mówić jest ta, że rzeczownik może być określony, nieokreślony lub jakościowy. O wszystkim decyduje kontekst.
Odpowiedź:
Tu znów Wiśniewski postuluje jakieś sztuczne i wątpliwe reguły. W przypadku J 1,1 kontekst nie decyduje bowiem tak naprawdę o niczym, bowiem jest równie dwuznaczny. Na jego podstawie można zarówno przetłumaczyć odnoszący się do Jezusa w J 1,1 theos bez rodzajnika za pomocą słowa "bóg", jak i za pomocą słowa "Bóg". Skoro już polemizujemy o nietrynitarnym przekładzie ŚJ, jakiego dokonali oni w przypadku J 1,1, to zacytujmy co na temat owego kontekstu z J 1,1 i tłumaczenia odnoszącego się do Jezusa słowa theos w tym wersie przez wyraz z ang. rodzajnikiem nieokreślonym (a god) lub bez niego podaje jedna z publikacji ŚJ, która pisze:
"Oczywiście ani Collwell (jak zaznaczyliśmy wcześniej), ani Marshall nie uważali, by również w wersecie Jana 1:1 potrzebny był rodzajnik nieokreślony. Ale nie kierowali się żadną sztywną regułą gramatyczną. Zależało to od >>indywidualnej oceny<<, do jakiej uczeni czy tłumacze mają prawo" (Strażnica, rok XCVIII, nr 18, str. 23). Przez ową "indywidualną ocenę" i nie kierowanie się "żadną regułą gramatyczną" podczas tłumaczenia tekstów z rodzajnikami przez Colwella owa Strażnica rozumie najwidoczniej odwołanie się przez danego tłumacza do kontekstu, czemu daje wyraz wcześniej w tym artykule, pisząc o Colwellu:
"Tłumacz musi się w takich wypadkach kierować kontekstem, a nie jakąś niepodważalną regułą gramatyczną" (tamże).
Jak widać, nawet wedle publikacji ŚJ kontekst wcale nie musi przemawiać za nietrynitarnym sposobem przełożenia J 1,1. Inaczej ŚJ nie dopuszczaliby bowiem w powyższym cytacie ze Strażnicy "indywidualnej oceny" (czyli czysto subiektywnej tak naprawdę) tłumacza przy sposobie tłumaczenia J 1,1. Jest to sprawa zatem zbyt śliska i subiektywna, i Wiśniewski po prostu nie ma prawa pisać wyżej (i niżej też to robi), że kontekst jest "decydujący" i przemawia za nietrynitarnym sposobem przełożenia J 1,1. Takie sugestie są po prostu naciągane i jedynie pozornie słuszny, czego antytrynitarze już nie dostrzegają. Ukażę to na przykładzie analogii mającej swój odpowiednik w Biblii. W tym celu sparafrazujmy powyższy argument antytrynitarzy związany z J 1,1, odnosząc go do innego określenia, jakim Pismo również określa zarówno Jezusa jak i Boga Ojca. Mam tu mianowicie na myśli określenie "Pan". Jak pamiętamy, antytrynitarze twierdzili, że Jezus nie może być takim Bogiem jak Ojciec, bo wedle J 1,1 był u Niego, a ktoś kto jest u kogoś nie może być tym kimś. Przemawiać za tym ma też "wskazówka", zgodnie z którą wiemy, że Jezus nie może być Bogiem takim jak Ojciec, bo przed theos (Bóg) w J 1,1 nie stoi rodzajnik, jak to natomiast ma miejsce w przypadku theos odnoszącego się w J 1,1 do Boga Ojca. Tak rozumują antytrynitarze. Przenieśmy teraz to rozumowanie na kwestie biblijnego Pana, aby ukazać błędność i pozorną słuszność tego rozumowania. A więc tak, wedle schematu powyższej argumentacji antytrynitarzy wychodzi na to, że Bóg Ojciec nie może być Panem, bo wedle Mt 22,44 jest Panem, który jest kimś innym niż Jezus określony w tym wersie jako Pan. Bóg Ojciec jest bowiem w Mt 22,44 określony mianem Pana, jednak bez rodzajnika określonego, w przeciwieństwie do Syna, który w Mt 22,44 jest określony rzeczownikiem Pan właśnie z rodzajnikiem. Ponadto wedle Pisma Jezus jest jedynym Panem (Judy 1,4; por. też 1 Kor 8,6), czego już NT o Bogu Ojcu nie mówi. Bóg Ojciec jest więc Panem, ale już nie takim Panem jak Jezus, tylko takim panem przez małe p, w przeciwieństwie do Jezusa, jedynego Pana. Zgadza się to z "kontekstem" Pisma, które mówi, że może być tylko jeden Pan (1 Kor 12,5; Ef 4,5), bo nie można dwom panom służyć (Mt 6,24; Łk 6,13). Tak właśnie przebiega schemat argumentacji antytrynitarzy odnośnie J 1,1 i kwestii nazywania Syna Bogiem. Jak ukazał przed chwilą przykład z biblijnym Panem, schemat ten jest tylko pozornie słuszny logicznie, bowiem przy pomocy Pisma można posługując się takim sposobem rozumowania udowodnić nawet taki absurd, że Bóg Ojciec nie jest takim prawdziwym Panem jak Syn.
Więcej na temat "kontekstu", który ma rzekomo przemawiać za nietrynitarnym sposobem oddania J 1,1 piszę w tekście pt. Czy kontekst przemawia za nietrynitarnym tłumaczeniem J 1,1?[3]
Warto tu wspomnieć, że Wiśniewski niżej powołuje się na ten sam artykuł Strażnicy, którą ja tutaj przytoczyłem (z tą różnicą, że podaje go za tekstem angielskim).
W przypadku Mt 22:44 nikt nie ma wątpliwości, iż chodzi tu o dwa rzeczowniki określone pomimo braku rodzajnika przy pierwszym "kyrios" (choć np. w Septuagincie fragment ten zawiera rodzajnik przy pierwszym "kyrios").
Odpowiedź:
No, nic dziwnego, że antytrynitarze duszą tu swoje wątpliwości. Przecież jest to dla nich sytuacja bardzo niekorzystna, bowiem w Mt 22,44 Syn jest określony rzeczownikiem z rodzajnikiem, zaś Bóg Ojciec już nie. Ten sposób użycia rodzajnika ukazuje bezsens antytrynitarnej argumentacji sugerującej na zasadzie jakiejś "wskazówki" nieokreśloność rzeczownika w J 1,1 (chodzi o theos bez rodzajnika odnoszony tam do Syna) powodowaną rzekomo brakiem rodzajnika.
Jednakże w przypadku Jana 1:1 wątpliwości te wyrażają nawet sami trynitarze. Lewandowski popełnia tutaj dokładnie ten sam błąd co Countess w stosunku do ŚJ. Kiedy oni (Świadkowie) twierdzą, iż "gramatyka POZWALA...", on (Countess) widzi "gramatyka ZMUSZA..." i z taką tezą dyskutuje. Jest to po prostu nierzetelne.
Odpowiedź:
Nigdzie nie pisałem, że wedle antytrynitarzy gramatyka "zmusza" tłumacza do nietrynitarnego przekładu J 1,1. To co najwyżej kolejny czysty trik sofistyczny stworzony przez Wiśniewskiego na potrzeby uzyskania jakiejś rzekomej przewagi psychologicznej nad oponentem.
Gdyby moja dyskusja z Lewandowskim brzmiała: "twierdzisz, że brak rodzajnika może być wskazówką na rozróżnienie między Ojcem a Synem w kategoriach większy/mniejszy, ale chyba zgadzasz się, że tak być nie musi", odpowiedziałbym "oczywiście, tak być nie musi". O wszystkim decyduje kontekst - bliższy i dalszy.
Odpowiedź:
O kontekście pisałem już wyżej.
Lewandowski:
a to jeszcze za mało, nawet zdaniem samego Wiśniewskiego, który czepiając się niżej Countessa pisze:
"Mimo, iż Countess podpisuje się pod regułą Colwell'a i wynikającymi z niej wnioskami, nie zauważa, iż reguła ta udowadnia co najwyżej MOŻLIWOŚĆ a nie KONIECZNOŚĆ przetłumaczenia 'theos' w sposób określony, pomimo braku rodzajnika 'ho'.".
Jak widać, kiedy to Wiśniewskiemu wygodne, z punktu widzenia gramatycznego sama możliwość przetłumaczenia J 1,1 w taki sposób jak pasuje antytrynitarzom jest argumentem za takim tłumaczeniem. Kiedy jednak trynitarz Countess przytacza regułę Colwella jako argument za tym, żeby J 1,1 przetłumaczyć "po tryniatrnemu", to wtedy jest to już zdaniem Wiśniewskiego złe. Gdzie tu więc jest w tym rozumowaniu konsekwencja?
Wiśniewski:
Ależ właśnie nie :-). Ja nie zabraniam wcale tłumaczyć tego tekstu "po trynitarnemu". Gdyby Countess powoływał się na regułę Colwella w celu udowodnienia możliwości tłumaczenia naszej frazy "po trynitarnemu", to ja bym temu tylko przyklasnął. Problem w tym, że Countess zdaje się powoływać na tę regułę nie tyle po to, by udowodnić taką możliwość (trynitarnego tłumaczenia), lecz by zasugerować NAKAZ tłumaczenia trynitarnego! W tym celu powołuje się na Metzgera, który pisze o "ustalonej regule gramatyki greckiej, NAKAZUJĄCEJ oddanie tego zwrotu jako 'i Słowo było Bogiem"! (str. 81). Podczas gdy ja uznaję możliwość obydwu tłumaczeń, to Countess w zasadzie nie daje mi takiej możliwości, powołując się przy tym na regułę Colwella, która TAKĄ MOŻLIWOŚĆ MI DAJE! To jest właśnie niekonsekwencja.
Odpowiedź:
Mamy tu dalsze, dyskretne, aczkolwiek znaczące przeakcentowywanie przez Wiśniewskiego pewnych kwestii w polemice, w celu pogrążenia oponentów (w tym wypadku Countessa). Wiśniewski przemilczał bowiem, że Countess wcale nie uważa reguły Colwella za "nie dającą możliwości" czegoś tam. Ten sam Countess pisze bowiem ciut dalej: "Reguła Colwella nie pretenduje do miana absolutnej, tak samo zresztą jak wiele innych reguł gramatyki greckiej" (Countess, Błędy....., dz. cyt., str. 82). Wiśniewski zatem w sposób co najmniej nieuczciwy sugeruje czytelnikowi, że Countess uważa regułę Colwella za jakiś "nakaz". Również to, że cytowany przez Countessa Metzger tak uważa nie oznacza jeszcze, że tak uważa za nim Countess, który powołując się na Metzgera zakłada konieczność prawideł reguły Colwella, co ma wykluczać konkretną możliwość jaka wynika z tej właśnie reguły dla argumentacji Wiśniewskiego. Przytaczanie jednego stanowiska (w tym momencie Metzgera) wśród innych nie oznacza jeszcze, że ten kto je przytacza bezdyskusyjnie się za nimi opowiada.
Lewandowski:
Dalej Wiśniewski pisze:
- kontekstem bliższym, w którym 'ho theos' odróżniony jest od 'theos' w formie ontologicznej a nie funkcjonalnej, dodatkowo 'theos' (Słowo) PRZEBYWA u 'ho theos' (Bóg), co wskazuje na to, iż jest kimś innym od Niego.
Odpowiedź:
Kolejny naginany argument. Przecież nawet trynitarze nie twierdzą, że Jezus nie jest bytowo odrębny od Ojca.
Wiśniewski:
O, a to niespodzianka! Nie wiem, może to jakiś błąd w pisaniu, ale ze słów Lewandowskiego wynika, że trynitarze wierzą, że Jezus jest bytowo odrębny od Ojca! Chyba to jednak pomyłka, bo to by była prawdziwa rewolucja w myśli trynitarnej :-). Zwracam jednak uwagę na mój powyższy argument: Logos nie może być tym samym "ho theos" (Bóg), u którego przebywa. Jest to bardzo silny argument przemawiający za rozróżnieniem dwóch "theos" w prologu Jana.
Odpowiedź:
Z czym nadal nikt z trynitarzy się nie kłóci. Przecież dla nich Syn i Ojciec to dwie odrębne od siebie Osoby. Precyzuję, że tylko to miałem na myśli pisząc wyżej o "odrębności bytowej" Obu.
Lewandowski:
Dalej Wiśniewski pisze:
- całością nauczania Pisma, które co prawda nazywa Jezusa 'theos' jak również 'ho theos',
Odpowiedź:
Po co więc antytrynitarze robią w ogóle szum z tymi rodzajnikami, skoro sami tu w końcu przyznają, że Pismo określa Jezusa za pomocą theos z rodzajnikiem?! Aby być konsekwentnym antytrynitarze powinni zaniechać tego argumentu, stosując tylko resztę swoich wyżej wymienionych przez Wiśniewskiego zasad, z powodu których nie chcą tłumaczyć odnoszącego się do Jezusa theos z J 1,1 przez słowo Bóg (przez duże B). Tymczasem nie, nie potrafią z tego argumentu zrezygnować, tylko wciąż to wałkują na okrągło, jak gdyby od tego cały świat zależał. Najlepszym dowodem jest choćby komentowany przeze mnie tutaj artykuł Wiśniewskiego, który dalej w sprawie tego "nieważnego" niby rodzajnika przywoła "na pomoc" niejakiego BeDuhna. To jakaś schizofrenia.
Wiśniewski:
Eee, zaraz tam tak brzydko :-). Po prostu każdy tekst ma swój kontekst i o tym specyficznym kontekście dyskutujemy.
Odpowiedź:
Przy czym ów kontekst jest bardzo śliską sprawą, mogącą być wykorzystywaną zarówno przez trynitarzy w kwestii J 1,1, jak i przez nietrynitarzy � szerzej pisałem o tym już wyżej.
Użycie bądź nie użycie w danej konstrukcji rodzajnika może mieć kapitalne znaczenie podczas gdy w innej nie musi go mieć wcale.
Odpowiedź:
Przy czym kiedy musi, a kiedy nie musi, najlepiej wiedzą już antytrynitarze na bazie czysto subiektywnych kryteriów.
W Jana 1:1 "theos" jest orzecznikiem, wskazuje wprost na to KIM było Słowo.
Odpowiedź:
Co wcale nie znaczy, że w języku greckim jest to jedyny możliwy sposób wskazania na to, kim ktoś jest. Takiej konieczności nie ma w żadnym języku.
Jeśli ten "theos" jest określony, to wówczas jest to ten sam "theos", o którym była mowa parę wyrazów wcześniej. To tak jakbym napisał: "Na początku było Słowo i Słowo było u tego Boga i tym Bogiem było Słowo". Prawda, że znaczące?
Odpowiedź:
Jeśli się przyjmie, że brak rodzajnika za czymś przemawia (jak pisałem wyżej na bazie Mt 22,44, nie przemawia to absolutnie za niczym), i jeśli przyjmie się, że spór toczy się o to, czy w J 1,1 mowa o tym samym theos. O to spór się jednak nie toczy. Zaś co do rodzajnika, to nie tylko Biblia ale nawet Wiśniewski się nie upiera, że przesądza on o tłumaczeniu theos inaczej niż za pomocą określenia Bóg. Przykład ten jest więc kompletnie nieadekwatny do argumentacji oponenta i względem istoty tego sporu. Dziwne, że Wiśniewski popełnia tu w argumentacji te same błędy, o które mnie wyżej posądzał.
Natomiast jeśli to "theos" jest nieokreślone/jakościowe, to może oznaczać: a) istotę boską nietożsamą z wcześniejszym "theos"; b) naturę jaką posiadało Słowo. Stąd jest to tak ważne w ew. Jana 1:1. W pozostałych tekstach określających inne osoby jako "theos/ho theos" taka konstrukcja już nie występuje. To dosyć proste.
Odpowiedź:
Przy czym aby wszystko się "zgadzało", musimy pominąć wyżej wspomniane "jeśli" i "może" w zdaniu "jeśli to >>theos<< jest nieokreślone/jakościowe, to może oznaczać [�]". Wcale nie wiadomo, czy tak może być, bowiem nawet wyżej cytowana przeze mnie Strażnica podaje, że "to jednak nie znaczy, że każdy rzeczownik występujący w tekście greckim bez rodzajnika powinien w języku angielskim otrzymać rodzajnik nieokreślony" (str. 22). Po powyższych rozważaniach opartych na rodzajniku w Mt 22,44 w ogóle jest bezcelowe argumentowanie w stylu powyższym, gdzie Wiśniewski mówi o jakiejś nieokreśloności rzeczownika bez rodzajnika, stojącego przy innym rzeczowniku z rodzajnikiem.
Lewandowski:
Dalej Wiśniewski pisze:
posiadającego jednakże SWOJEGO 'ho theos', który jest Jego Bogiem i Głową (Mich. 5,3; Obj. 3,2.12; 1 Kor. 11,3)
Odpowiedź:
Co niczego nie dowodzi, ani niczemu nie przeczy. W 1 Kor 11,3 i Ef 5,23 mężczyzna jest nazwany głową kobiety, co nie znaczy, że ontologicznie mężczyźni mają jakąś wyższość nad kobietami, które w tym wypadku nie są już ludźmi, tylko jakimś "niższym" rodzajem bytu. Powyższy argument to erystyka typowa dla antytrynitarzy. To klasyczna płycizna myślowa, oparta na pomieszaniu kompletnie różnych od siebie kategorii, tym razem polegająca na pomieszaniu hierarchii spełnianych funkcji, z naturą tych, którzy te funkcje pełnią.
Wiśniewski:
Właśnie, właśnie... Zatrzymajmy się na chwilę skoro już jesteśmy przy erystyce. W erystyce istnieje coś takiego jak zmiana przedmiotu sporu. Czy zauważyłeś Czytelniku abym pisał cokolwiek o naturze? O naturze Boga i Jezusa? Czy rozmowa z Lewandowskim dotyczyła do tej pory natury? Prawda, że nie? A jednak Lewandowski przechodzi w swej argumentacji do natury. To w tym miejscu nie jest niczym niezwykłym u trynitarzy, ten schemat powtarza się jak mantra. Niemal zawsze, gdy padają teksty udowadniające, iż Jezus ma swojego Boga, że jest Ktoś Komu jest poddany, trynitarze zmieniają temat na naturę. Po to by pozbawić mocy bardzo jasne teksty biblijne.
Odpowiedź:
Niestety, ale sposób w jaki Wiśniewski tu argumentuje jest właśnie czysto erystyczny i demagogiczny. Ujawnijmy więc mechanizm tej erystyki. Wiśniewskiemu wydaje się, że skoro w jego słowach nie padło słowo "natura", to ja mylę się twierdząc, że on się o tym wypowiadał odnośnie Jezusa. Tymczasem taka argumentacja jest właśnie niczym innym, jak tylko zwyczajnym chwytem erystycznym, na dość zresztą infantylnym poziomie. Po pierwsze, zauważmy, że Wiśniewski wcale nie musiał użyć słowa "natura", aby się wypowiedzieć o czyjejś naturze. Upieranie się przez Wiśniewskiego, że tak powinno się stać, jest równie dziecinne, jak stwierdzenie, że o zegarze wiszącym na ścianie wypowiada się tylko ten, kto używa wyrazu "zegar". Ten zaś, kto mówi np. o tym, "że miernik wskazówkowy wiszący na ścianie nie jest przyrządem odmierzającym czas", nic już o zegarze nie mówi. Kiedy zatem ktoś mówi, że Jezus nie jest Bogiem, to znaczy, że chcąc nie chcąc wypowiada się on o naturze Jezusa. Jest to w tym wypadku czynione nie za pomocą stwierdzenia pozytywnego (takim byłoby oświadczenie � "Jezus jest tylko człowiekiem"), ale za pomocą negacji ("Jezus nie jest Bogiem"). Wiadomo jaki jest cel akcentowania przez antytrynitarzy wersów, które mówią o poddaniu się Jezusa. Chodzi właśnie o przeprowadzenie wnioskowania (łatwego do obalenia zresztą przez przytaczane przeze mnie choćby wersy mówiące o poddaniu się ludzi względem siebie), które ma "dowieść", że Jezus nie jest Bogiem. Sam Wiśniewski czyni tak dalej, gdy pisze:
"1. Bóg nie jest nikomu poddany
2. Jezus jest poddany Bogu
Wniosek:
Jezus nie jest Bogiem".
Jest to właśnie wypowiadanie się o naturze Jezusa przez negację, czy tego Wiśniewski chce, czy nie. Na groteskę zakrawa zatem komentarz, za pomocą którego Wiśniewski wprowadza powyższe wnioskowanie, pisząc:
"Ułóżmy zatem sylogizm by pokazać, że nie chodzi tu o kwestię natury".
Jeśli Wiśniewski nadal uważa, że powyższe stwierdzenie nie ma nic wspólnego z wypowiadaniem się o czyjejś naturze (w tym wypadku chodzi o naturę Jezusa), to ciekawe co powiedziałby na czyjeś stwierdzenie, typu: "Arkadiusz Wiśniewski nie jest człowiekiem", lub: "ten czworonóg nie jest psem". Czy to nie jest wypowiadanie się o naturze obu wspomnianych bytów? Oczywiście, że jest, i słowo "natura" zupełnie nie jest tu potrzebne, aby odnieść się do tej kwestii. Myślę, że dalsze wyjaśnienia są tu zbyteczne. Warto jeszcze tylko może nadmienić, że u Arka Wiśniewskiego ujawnia się w tym momencie charakterystyczne dla ŚJ zamiłowanie do sporów o słówka, tak jakby nie można było czegoś w danym języku wyrazić na różne sposoby.
Wyjaśnijmy zatem sobie cel podania następujących tekstów: Mich. 5,3; Obj. 3,2.12; 1 Kor. 11,3. Jak wiemy, Bóg jest jeden. Jest to istota najwyższa, suwerenna, panująca nad wszystkim i sama nie będąca nikomu poddana, będąca głową całego wszechświata, nie posiadająca nad sobą żadnego Boga. Problem w tym, że (biorąc pod uwagę powyższe teksty) Jezus jest wykluczony z tej kategorii. Dlaczego? Ponieważ: ma On "swego Boga", Jahwe jest "jego Bogiem", Bóg jest "jego Głową". Wniosek jest taki, iż Jezus nie może być Bogiem, który jest najwyższą, suwerenną, niepoddaną nikomu istotą.
Odpowiedź:
Ta argumentacja jest zwyczajnie błędna. Aby to zilustrować wystarczy zastosować ją przez analogię do każdego innego bytu. Weźmy znów ludzi. Odwołując się do powyższego wywodu Wiśniewskiego odwzorujmy opisany przez niego system pojęć i załóżmy, że na świecie istnieje jakiś jeden człowiek, posiadający najwyższą władzę nad całym światem. Mógłby to być dyktator, ale niekoniecznie satrapa, powiedzmy, że jest to jakiś król całego ziemskiego świata. Teoretycznie jest możliwa sytuacja, w której nie byłby on nikomu na świecie poddany, wszyscy byliby poddani jego władzy, która jest praktycznie nieograniczona względem wszystkich ludzi. Może on ich wszystkich zabijać, nagradzać życiem, nie odwołując się do niczyjego pozwolenia. On sam nie posiadałby bowiem nad sobą żadnego władcy wśród ludzi. Nie ma "swego króla". Jest suwerenny. Czy to wszystko oznaczałoby zatem, że wszyscy inni ludzie poddani naszemu królowi nie byliby już ludźmi z powodu nie posiadania takiej władzy jak wspomniany król, lub z tego powodu, że byliby mu poddani? Oczywiście, że nie, tylko ktoś odznaczający się płytkim i ograniczonym rozumowaniem mógłby wyciągnąć taki wniosek w stosunku do poddanych króla, którzy w tym wypadku nie mogliby być już ludźmi z racji nie posiadania takiej władzy jak król, i z racji bycia poddanym temuż. Taki wniosek wyciągają jednak antytrynitarze w stosunku do Jezusa, na bazie tej samej kwestii poddaństwa, nieograniczonej władzy Boga, itd. W tym momencie dobrze widać, jak tylko pozornie sensowna jest argumentacja antytrynitarzy, która na bazie kwestii władzy Boga i poddaństwa Jezusa orzeka, że on sam nie może być Bogiem.
Nigdzie tu nie jest poruszana sprawa natury lecz jedynie nadrzędności i poddaństwa.
Odpowiedź:
Owszem, nigdzie nie jest poruszana kwestia natury, cały problem polega jednak na tym, że Wiśniewski w sposób nieuprawniony przeskakuje w swym wnioskowaniu od rozważań o poddaństwie Jezusa względem Ojca (i od rozważań o władzy Ojca) do orzekania właśnie o kwestii natury Jezusa, gdy pisze po tych rozważaniach wyżej, że "Jezus nie może być Bogiem, który jest najwyższą, suwerenną, niepoddaną nikomu istotą". Jest to właśnie wypowiadanie się o naturze Jezusa przez negację (pomijam już, że zupełnie nieuprawnione) za pomocą przesłanek, które się z tym nie wiążą. Dziwne więc, że ten sam Wiśniewski napisał wyżej, że "W erystyce istnieje coś takiego jak zmiana przedmiotu sporu", skoro sam tak często skacze po przedmiotach sporu.
Właśnie to powoduje, iż Jezus nie jest Bogiem w absolutnym znaczeniu tego słowa, podczas gdy Ojciec takim Bogiem jest.
Odpowiedź:
Jak wyżej.
W bardzo piękny sposób udowadniają to teksty, na które powołał się Lewandowski:
1 Kor. 11:3
3. A chcę, abyście wiedzieli, że głową każdego męża jest Chrystus, a głową żony mąż, a głową Chrystusa Bóg.
(BW)
Zauważmy jak w bardziej szczegółowy sposób owo poddaństwo tłumaczy to list do Efezjan:
Efez. 5:23-24
23. Bo mąż jest głową żony, jak Chrystus Głową Kościoła, ciała, którego jest Zbawicielem
24. Ale jak Kościół podlega Chrystusowi, tak i żony mężom swoim we wszystkim.
(BW)
Tak więc, bycie żoną związane jest z "podleganiem we wszystkim" mężowi, podobnie w relacjach: Kościół - Chrystus, i przez analogię: Chrystus - Bóg. W tych tekstach nie chodzi nam o naturę, drodzy trynitarze. Chodzi nam o to, że jest Ktoś, Kto stoi nawet ponad Jezusem. Tym Kimś jest Bóg. Nad nim zaś nie ma nikogo - i dlatego właśnie jest Bogiem. Przez duże "B" :-).
Odpowiedź:
Non seqitur. Bóg jest Bogiem, tak, ale nie dlatego, że cały świat jest mu poddany, tylko dlatego, że jest Bogiem po prostu. I tyle. Tylko tyle wynika z logicznej analizy relacji "boskość => poddanie/nieograniczonej władzy". Każdy inny wniosek wyciągany z tych relacji (włącznie z tym, który wyżej wyciąga Wiśniewski) jest już nieuprawniony, będąc błędem logicznym, ponieważ jako wniosek nie wynika z poprzedzających go przesłanek. Mając na uwadze powyższe słowa Wiśniewskiego z niniejszego artykułu � "W erystyce istnieje coś takiego jak zmiana przedmiotu sporu", słusznie można by rzecz, że zmienia on kwestię sporu z rodzajnika na poddanie się Syna Ojcu, przeskakując z tego jeszcze potem dalej na negację boskiej natury Jezusa. Na przykładzie zwykłej analogii można jednak zwyczajnie wykazać błędność tego wnioskowania (odsyłam do mojego powyższego przykładu z królem całego świata).
Lewandowski, dosyć pogardliwie określa antytrynitarny sposób myślenia jako "płyciznę myślową", wydaje się jednak, iż są to epitety, które nie są niczym więcej jak myśleniem życzeniowym, stanowiąc jedynie wątpliwą próbę osłabienia siły naszej argumentacji.
Odpowiedź:
Pomijając już fakt, że dla kogoś patrzącego na to w sposób niesubiektywny z zewnątrz nie ma w tej argumentacji żadnej siły, wskazane przeze mnie przykłady na bazie poddania się względem siebie ludzi (odsyłam do powyższego przykładu króla) są wymowne, bezspornie świadcząc o tym, że: poddanie bytów względem siebie nie musi być dowodem na to, że w skali hierarchii bytowej stoją one względem siebie na różnych szczeblach ontologicznych. Te kwestie nie wiążą się ze sobą, choć tacy jak Wiśniewski (w tym ŚJ) błędnie te kwestie ze sobą wiążą, udając jednocześnie, że to tylko wymysł trynitarzy.
Lewandowski:
Dalej Wiśniewski pisze:
oraz któremu jest poddany (1 Kor. 15,28).
Odpowiedź:
Co niczego nie dowodzi, ani niczemu nie przeczy. Żony mają być poddane mężom (1 P 3,1, 5; Tt 2,5; Kol 3,18; Ef 5,22,24; 1 Tm 2,11; 1 Kor 11,10 i 14,34), czy to znaczy, że ontologicznie są niższe od nich, nie mając już tak samo jak mężczyźni natury ludzkiej i nie stojąc na tym samym szczeblu drabiny bytowej? Nie. Ponadto, niewolnicy mają być poddani panom (1 P 2,18; Tt 2,9; Kol 3,22; 1 Tm 6,2), młodsi starszym (1 P 5,5), chrześcijanie chrześcijanom (Ef 5,21; 1 P 4,10), i władzom zwierzchnim (Tyt 3,1, por. też 1 P 2,13 i Rz 13,10), itd. Sam fakt poddania się jednego drugiemu nie oznacza zatem, że przez fakt tego poddania stoją oni niżej względem siebie na szczeblach drabiny bytowej. Więcej na ten temat pisałem już w tekście: 1kor15_28jl .
Wiśniewski:
Znowu to samo. Lewandowski zdaje się nie zauważać, iż Biblia twierdzi, że jest tylko jeden byt, o którym Biblia mówi, że jest wszechmocny, niezrodzony, wszechwładny, nikomu nie poddany i nie posiadający nad sobą żadnego władcy.
Odpowiedź:
I nic z tego nie wynika dla kwestii tego, kim jest Jezus, choć Wiśniewskiemu się wydaje, że tak właśnie wynika.
Problem w tym, że tym bytem nie jest Jezus.
Odpowiedź:
Problem w tym, że z tego też nic nie wynika dla naszej dyskusji.
Tu nie chodzi o sprawę natury lecz właśnie o sprawę podporządkowania i władzy. Udowadniając to, że Jezus ma nad sobą Kogoś, kto sprawuje nad nim władzę, udowadniamy, że nie może On być Wszechmocnym i Wszechwładnym Bogiem, a nie to, że nie ma takiej samej natury jak Bóg.
Odpowiedź:
Jak wyżej, gdzie pisałem, iż maksymalna ilość sprawowanej władzy absolutnie nie daje temu kto ją sprawuje monopolu na bycie kimś jedynym w swoim rodzaju pod względem bytowym.
Argumentacja Lewandowskiego jest po prostu nierzetelna bo zmienia ona przedmiot sporu z kwestii władzy na naturę.
Odpowiedź:
Jest to czysty trik erystyczny, bowiem do tego posuwa się właśnie argumentacja antytrynitarzy. Oni to orzekają właśnie o tym, że Jezus nie jest Bogiem, bo ma mniejszą władzę, niż Ojciec.
Lewandowski:
Przejdźmy do dalszych wywodów Wiśniewskiego:
Tej zasady nie można zastosować odwrotnie (to znaczy nigdzie w Piśmie Syn nie jest nazwany Bogiem dla Ojca, Jego Głową, bądź Ojciec jest mu poddany w jakikolwiek sposób).
Odpowiedź:
Kolejna typowa dla antytrynitarzy płycizna myślowa, oparta na pomieszaniu kompletnie różnych od siebie kategorii, w tym momencie znów polegająca na pomieszaniu hierarchii spełnianych funkcji, z naturą tych, którzy te funkcje pełnią. Aby obalić powyższy argument wystarczy zwrócić uwagę na to, że Pismo także nigdzie nie nazywa kobiety głową mężczyzny, czy nie podaje, że kobieta ma być mu poddana. Czy to zatem dowodzi, że kobieta ma jakąś niższą, czy inną (niż ludzka) naturę niż mężczyzna? Nie, podobnie to, że Syn nigdzie w Piśmie nie jest nazwany głową Ojca, czy to, że nigdzie w Piśmie nie jest napisane, że zostanie mu poddany, nie oznacza jeszcze, że Syn nie jest z natury Bogiem takim jak Ojciec.
Wiśniewski:
Musiałbym to komentować po raz trzeci tak samo :-). Ułóżmy zatem sylogizm by pokazać, że nie chodzi tu o kwestię natury:
1. Bóg nie jest nikomu poddany
2. Jezus jest poddany Bogu
Wniosek:
Jezus nie jest Bogiem.
Odpowiedź:
Ten błędny sylogizm komentowałem już szczegółowo wyżej.
Lewandowski:
Dalej Wiśniewski pisze:
Tak to rozumieją również ŚJ, o czym Countess powinien wiedzieć lepiej niż ja, ponieważ to z nimi dyskutuje. Piszą oni w jednej ze swych publikacji [podaję jedynie tłumaczenie - AW]:
"Podczas gdy język grecki nie ma rodzajników nieokreślonych odpowiadających angielskiemu 'a', ma jednak ten język rodzajniki określone 'ho', często oddawane po angielsku jako 'the'. Zdarza się jednak, iż w greckim rzeczowniki pojawiają się bez rodzajnika. Gramatycy zwą takie przypadki 'anarthrous', czyli 'używane bez rodzajnika'. Interesujące jest to, iż w ostatniej części Jana 1,1, greckie słowo przetłumaczone jako "bóg" (theos), nie posiada przed sobą rodzajnika 'ho'. W jaki sposób tłumacze oddają takie rzeczowniki w angielskim? Często dodają oni angielski rodzajnik nieokreślony 'a' aby we właściwy sposób oddać sens danego fragmentu... Nie znaczy to jednak, iż za każdym razem gdy 'anarthrous' pojawia się w tekście greckim, powinien on być oddany po angielski z rodzajnikiem nieokreślonym. Tłumacze oddają te rzeczowniki w różny sposób, czasami nawet z rodzajnikiem 'the', rozumiejąc je jako określone, chociaż rodzajnik określony jest pominięty" - Strażnica angielska, 1975 rok, str. 702.
Nie piszę tego dlatego, iż organizacja Świadków jest mi bliska, lub po to by bronić sposobu jej działania bądź argumentacji, lecz po to, by zwrócić uwagę na to, jak łatwo ci, którzy oskarżają ich o nierzetelność wpadają w podobną pułapkę !
Odpowiedź:
Ten cytat nie wnosi nic istotnego do tej dyskusji, więc w tym miejscu Wiśniewski stwarza tylko "sztuczny tłok" w tej sprawie.
Wiśniewski:
Odpowiedź Lewandowskiego udowadnia, że po prostu nie przeczytał on uważnie mojej polemiki z Countessem, i nie wie czego ona w zasadzie dotyczy. Trudno. W związku jednak z tym, że naszą dyskusję czyta więcej osób, jeszcze raz nakreślę pokrótce o co w tym wszystkim chodziło. Countess sugerował, iż Świadkowie Jehowy przekładając Jana 1:1 jako "a god" kierują się JEDYNIE brakiem rodzajnika przy orzeczniku "theos" w rzeczonym tekście. W związku z tym, przypisuje on im głoszenie zasady, że jeśli jest rodzajnik, to tłumaczymy rzeczownik jako określony, jeśli zaś rodzajnika nie ma, to tłumaczymy rzeczownik jako nieokreślony. I z tym jego poglądem polemizuję, twierdząc, że ŚJ tłumacząc Jana 1:1 jako "a god" kierują się trzema zasadami (o których pisałem wcześniej)
a nie jedną, i nie przyjmują zasady, mającej twierdzić, iż jeśli rzeczownik nie posiada rodzajnika to tłumaczymy go automatycznie jako nieokreślony, a jeśli posiada, to tłumaczymy jako określony. Jako dowód na to, przedstawiłem cytat z ich Strażnicy, potwierdzający, iż nie stosują oni zasady, którą sugeruje Countess. W związku z tym, Countess postępuje nierzetelnie oskarżając ŚJ o coś, czego oni nie nauczają.
Odpowiedź:
Odsyłam do początku mojego tekstu, gdzie wyjaśniałem swój stosunek do argumentacji Countessa.
Lewandowski:
Dalej pisze on:
Lekarzu ulecz samego siebie :-) Dlatego też Countess myli się, gdy pisze, iż taki przekład implikuje przyjęcie prostej zasady gramatycznej 'theos' - "bóg", 'ho theos' - "Bóg". To raczej Countess przyjmuje taką zasadę jako naszą (antytrynitarzy - nie tylko ŚJ), ponieważ łatwiej mu się z nią rozprawić. Tyle, że nie ma to już nic wspólnego z rzetelną argumentacją. Osobiście nie mam nic przeciwko oddawaniu Jana 1,1 c) w formie "i Bogiem było Słowo" pisanym z dużej litery. Forma "bogiem" z małej litery jest jedynie próbą wskazania na różnicę pomiędzy 'ho theos', u którego było Słowo, a 'theos' które było z Bogiem "na początku".
Odpowiedź:
Co jest właśnie niczym innym, jak pięknym przykładem kierowania się uprzedzeniem doktrynalnym (antytrynitaryzm) przy propozycjach takiego a nie innego przekładu J 1,1. Wiśniewski być może tego nie widzi, bo jest niejako "w środku", z zewnątrz widać to jednak wyraźniej. Lekarzu ulecz samego siebie.
Wiśniewski:
Każdy z nas jest "w środku". Zarówno ja, jak też i Jan Lewandowski. Oczywiście ja nie jestem Bogiem i nie znam intencji i serc autorów Przekładu Nowego Świata i nie mogę stwierdzić, że nie kierowało nimi "uprzedzenie doktrynalne". W zasadzie, każdy przekład dokonywany jest przez ludzi, którzy mają na sobie jakiś bagaż doktrynalny i pewnie wpływa on na sposób tłumaczenia przez nich Pisma. Problem w tym jednak, że cała dyskusja nie tyczy intencji lecz tego, czy jest możliwość przetłumaczenia "kai theos en ho logos" na "and the word was a god". Obojętnie jakby się trynitarze nie bronili, taka możliwość po prostu istnieje i oparta jest nie tylko na braku rodzajnika lecz także na kontekście bliższym (Słowo nie może być Bogiem, u którego było) oraz dalszym (inne istoty nazywane w Piśmie "elohim/theos", Jezus posiadający "swego Boga").
Odpowiedź:
Problem jednak w tym, na ile istnieje taka możliwość. Na ile jest uzasadniona, konsekwentna. Jak na razie nic nie wskazuje na to, że jest ona uzasadniona, nie mówiąc już o tym, że nic nie wskazuje na to, żeby ta "możliwość" była bardziej uzasadniona niż możliwość oddania przez trynitarzy J 1,1 w sposób trynitarny.
Lewandowski:
Dalej Wiśniewski pisze:
Na marginesie, nie tylko my zauważamy, iż brak rodzajnika może mieć w tym wersecie znaczenie. Uczynił to już wieki temu Orygenes! [Podaję jedynie tłumaczenie - AW]
"Następnie zwróćmy uwagę na użycie przez Jana rodzajnika w tych zdaniach. Nie pisze on w nich nieuważnie, ani nie jest też nieobeznany z subtelnościami języka greckiego. W niektórych przypadkach używa rodzajnika a w niektórych pomija go. Umieszcza rodzajnik przed 'Logos' lecz do imienia Boga dodaje go tylko czasami. Używa rodzajnika w przypadku gdy tytuł Boga odnosi się do niestworzonej przyczyny wszystkich rzeczy, jednakże pomija go gdy Bogiem nazwany jest Logos".
Hmm..., zdumiewające. Ten Orygenes nie znał chyba podstaw greckiego ;-)
Odpowiedź:
Orygenes, choć pisał po grecku, nie uważał się za filologiczny autorytet w sprawach tego języka (mimo, iż istnieli wtedy już tacy filolodzy),
Wiśniewski:
Tu pozostaje się tylko uśmiechnąć. Ciekawe, skąd Lewandowski wie, iż Orygenes "nie uważał się za filologiczny autorytet w sprawach tego języka"? Bardzo jestem ciekawy źródła takich informacji. Poprosiłbym zatem o konkretny cytat, który pomógłby mi zweryfikować swą wiedzę na temat Orygenesa. Naprawdę nalegam. Będę czekał na taki cytat.
Odpowiedź:
Nie, nie będę udowadniał, że nie jestem wielbłądem, lub, że nie jest nim Orygenes. Skoro Wiśniewski twierdził, że Orygenes jest specem od greki i jej gramatyki, niech on wskaże, że za takiego jest on dziś przez grecystów uważany.
Wracając do meritum - słowa Lewandowskiego to swoiste kuriozum, jednakże w wielu takich miejscach czytelnicy biorą za dobrą monetę stwierdzenia swoich autorytetów. Obawiam się, że niektórzy tak mogą uczynić i w tym przypadku, co owocować będzie powtarzaniem powyższych opinii, dlatego podaję kilka informacji o Orygenesie:
"Ojciec jego [Orygenesa - AW], Leonidas, był, jak się zdaje, nauczycielem gramatyki i katechetą.
Odpowiedź:
Pomijając już owe "zdaje się", warto zauważyć, że nawet jeśli tak by było, to też o niczym nie rozstrzyga. Przykładowo, jeśli mój ojciec jest inżynierem mechanikiem z wykształcenia, to czy to oznacza, że ja też jestem od razu specem w tej dziedzinie? Oczywiście, że nie.
Od ojca potrzymał Orygenes pierwsze nauki... Po męczeńskiej śmierci Leonidasa na Orygenesa spadł obowiązek utrzymania matki i sześciorga młodszego rodzeństwa... Siedemnastoletni Orygenes rezygnuje ze studiów, sprzedaje bibliotekę ojca i środki utrzymania czerpie z udzielania lekcji gramatyki...
Odpowiedź:
Kolejny argument obliczony na brak wnikliwości myślowej u odbiorcy. Wystarczy wspomnieć, że dziś korepetycji językowych udziela wiele osób, zupełnie nie będąc w ogóle specjalistami w tej dziedzinie. Znam całą masę osób, które udzielały w jakimś czasie komuś korepetycji z angielskiego, tylko i wyłącznie na podstawie własnego przekonania o znajomości tego języka. Oczywiście nie chcę tu jakoś pomniejszać niewątpliwej wielkości Orygenesa jako erudyty, ale nie możemy ulegać jakiemuś przesadnemu entuzjazmowi w tej kwestii, tylko i wyłącznie dlatego, że pasuje nam on w danej chwili do argumentacji. Orygenes mógł być wykształcony w dziedzinie gramatyki greckiej. Jednak właśnie sposób w jaki zdobył to wykształcenie, decyduje o jego kompetencjach. Istotny jest też poziom tego wykształcenia. Czy my, dziś kształceni w zakresie języka polskiego przez 8 klas szkoły podstawowej, potem zaś jeszcze przez 5 lub 4 lata szkoły średniej, stajemy się specjalistami od gramatyki języka polskiego? Nie. I o to właśnie chodzi! Dopiero studia i tytuł magistra w zakresie filologii języka polskiego czynią kogoś jako takim autorytetem w tej dziedzinie (pomijając już fakt, że w polemice decydujące mogą być tylko argumenty, nie zaś zdanie autorytetów). Tym samym to, że Orygenes gdzieś liznął trochę edukacji w zakresie greki nie czyni go jeszcze bezspornym autorytetem w kwestii tak złożonej, trudnej, delikatnej i subtelnej, jak właśnie zagadnienie rodzajnika w grece. Nad zagadnieniem tym głowią się dziś najwięksi grecyści, wciąż nie dochodząc do rozstrzygających wniosków.
Zdolność Orygenesa, jego niezwykła wiedza i erudycja zwróciły na niego uwagę biskupa Aleksandrii, Demetriosa, który powierzył mu prowadzenie Szkoły Katechetycznej po Klemensie. Orygenes miał wówczas osiemnaście lat. Rozległa wiedza i talent dydaktyczny Orygenesa ściągają do jego szkoły całe rzesze uczniów: na jego wykłady oprócz prawowiernych chrześcijan uczęszczają również heretycy, a nawet poganie, ludzie niejednokrotnie posiadający już sporą wiedzę filozoficzną. Aby dorównać pod tym względem swym uczniom i móc prowadzić z nimi dyskusje, Orygenes musiał uzupełnić swoje wiadomości: bez wahania wstępuje do szkoły platonika Ammoniosa Sakkasa i przez pięć lat słucha jego wykładów nie przerywając własnej pracy dydaktycznej... Ponieważ Szkoła Katechetyczna zdobywała sobie coraz więcej uczniów i rozwijała się coraz bardziej, Orygenes nie mógł już podołać wszystkim obowiązkom. Podzielił więc słuchaczy na dwie grupy... W ten sposób aleksandryjskie Didaskaleion przekształciło się w pierwszą w dziejach chrześcijaństwa szkołę wyższą
Odpowiedź:
A to już jest o filozofii, teologii, nie znajomości gramatyki przez Orygenesa, jakiej uczono wtedy w specjalnych szkołach zresztą.
." - Orygenes, Przeciw Celsusowi, ATK Warszawa 1986, str. 21, 22.
"Ponieważ już ojciec go wprowadził w nauki greckie,
Odpowiedź:
Ta opinia już na pierwszy rzut oka jest nieścisła, choćby w świetle tego co wyżej cytuje sam Wiśniewski: "Ojciec jego [Orygenesa - AW], Leonidas, był, jak się zdaje, nauczycielem gramatyki i katechetą" (zaczerwienienie w cytacie pochodzi ode mnie). Jak widać nie jest wcale pewne, to co tu przedstawia się jako pewne, więc w ogóle można darować sobie opinię Sajdaka w tym miejscu (który mylił się swoją drogą nie tylko w tym miejscu we wstępie do wspomnianej Historii Kościelnej, ale to już przy innej okazji może o tym napiszę).
a on sam, po jego śmierci, zupełnie się oddał tym studiom, nabył wkrótce po zgonie Leonidasa biegłości w przedmiotach gramatycznych, a przez to zdobył sobie, jak na swe młode lata, utrzymanie więcej niż dostateczne." - Euzebiusz z Cezarei, Historia Kościelna, Księgarnia Uniwersytecka, Poznań 1924, str. 253.
"Orygenes był wybitnym teologiem chrzścijańskim działającym w Aleksandrii i Palestynie w końcu II i pierwszej połowie III wieku. Przy swych szerokich zainteresowaniach (był kierownikiem aleksandryjskiej szkoły katechetycznej, autorem prac filologicznych, wielkiej apologii, pism ascetycznych) główną swą pracę skoncentrował na interpretacji Pisma Świętego, które omawiał w obszernych naukowych komentarzach..." - Pamfil z Cezarei, O Sfałszowaniu Pism Orygenesa, Wydawnictwo WAM, Kraków 1996, str. 5.
Odpowiedź:
Nie ma tu nic o kompetencjach w sprawach gramatycznych Orygenesa.
"Orygenes dostrzegał znaczenie nieskażonego tekstu oryginalnego dla rozumienia sensu Biblii. Dlatego podczas swych podróży zbierał i analizował, zasięgając przy tym opinii uczonych żydowskich, rozmaite przekłady, porównywał je z oryginałem. W tym celu nauczył się nawet języka hebrajskiego. Efektem tej pracy było dzieło znane pod nazwą Heksapla. Było to paralelne zestawienie sześciu tekstów Biblii (stąd nazwa: Sześciokształtna Biblia): oryginału hebrajskiego, tekstu hebrajskiego w transliteracji greckiej oraz przekładów greckich - Akwieli, Symmacha, Teodocjona i Septuaginty. Ustalejąc tekst Pisma posłużył się Orygenes, który miał przecież wykształcenie gramatyczno-filologiczne, metodą wypracowaną przez filologów aleksandryjskich dla ustalenia tekstu poematów Homera... Pisma egzegetyczne Orygenesa dzielimy na trzy rodzaje:
1. Scholia, czyli krótkie wyjaśnienia językowe, historyczne i rzeczowe poszczególnych trudniejszych wyrazów i miejsc Pisma Świętego...
3. Komentarze, które sam Orygenes nazywał Tomami (Tomoi), były, jak się wydaje, stenogramami szkolnych wykładów Orygenesa. Miały one charakter naukowy, zawierały drobiazgową interpretację filologiczną, historyczną i teologiczną omawianych tekstów" - Orygenes, Przeciw Celsusowi, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa, 1986, str. 27,28.
Odpowiedź:
Jak wyżej.
Lewandowski:
podobnie jak ja, mimo, iż piszę w języku polskim, nie jestem jeszcze ani nie uważam się za rozstrzygający autorytet w sprawach tego trudnego słowiańskiego języka.
Wiśniewski:
Mam głęboką nadzieję, iż Lewandowski dostrzega już w tym miejscu różnicę pomiędzy swoją osobą a osobą Orygenesa. Warto także zauważyć, iż co prawda Lewandowski (zgodnie z jego słowami) nie jest autorytetem w dziedzinie języka polskiego, to jednak nie napisze oczywistej bzdury gramatycznej np. "W języku polskim użycie w zdaniu czasownika w czasie teraźniejszym oznacza zawsze, że czynność określona w tym zdaniu miała miejsce w przeszłości". O taką jednak błędną wypowiedź oskarża pośrednio Orygenesa, bowiem, chcąc być konsekwentnym musi zaprzeczyć stwierdzeniu Orygenesa, iż apostoł Jan może mieć cel w nieumieszcaniu przed słowem Logos rodzajnika!
Odpowiedź:
Nie, to jest naciągane. Kwestia czasu teraźniejszego w języku polskim jest tak prosta, bezsporna i oczywista, że nikt nie musi być filologiem, aby kompetentnie rozstrzygać w tej sprawie. Porównywanie tego do kwestii tak dyskusyjnej i złożonej jak zagadnienie rodzajnika w języku greckim jest po prostu naciąganiem kwestii nie będących wobec siebie adekwatnymi przykładami.
Druga sprawa: ja się nie powoływałem na Orygenesa jako na "rozstrzygający autorytet". Chodziło mi jedynie o pokazanie faktu, iż sprawa rodzajnika w Jana 1:1 nie jest wymysłem antytrynitarzy, którzy nagle, ni z tego ni z owego, zaczęli twierdzić, że brak rodzajnika przed "theos" może mieć znaczenie. Powołałem się na Orygenesa, jako na człowieka, dla którego język grecki był językiem naturalnym, językiem ojczystym, językiem żywej mowy; na człowieka, który potwierdza to, że brak rodzajnika może mieć znaczenie w omawianym przez nas wersecie. Oczywiście, jest to dla trynitarzy bardzo niewygodne świadectwo. Jednakże dziwi mnie niezmiernie dosyć zabawny sposób dezawuowania tegoż świadectwa przez Lewandowskiego.
Odpowiedź:
Tak samo jak mnie bawi sposób w jaki antytrynitarze powołują się na starożytnych, żeby potwierdzić swe wywody w zakresie gramatyki koine, która dziś w zasadzie musiała zostać opracowana przez filologów na nowo. Jest to też o tyle ciekawe, że - jak się wydaje � nawet Orygenes nie uważał, iż gramatyka grecka ma w jakimś wypadku ostatecznie przesądzać o sensie naszej wiary. Pisał on: "Dawid tak mówi o apostołach, a może i o ewangelistach: >>Pan da słowo zwiastującym dobrą nowinę mocą wielką. Król mocy umiłowanego<<; poucza nas równocześnie, że nie budowa zdań, nie głoszenie nauki, nie wyszukana elegancja stylu, ale wsparcie ze strony Bożej mocy stanowi podstawę zawierzenia. Dlatego też Paweł powiada w pewnym miejscu: "Będę zważał nie na słowa tych, co się pychą unoszą, ale na moc, albowiem nie w słowie, ale w mocy przejawia się królestwo Boże. A gdzie indziej: >>A mowa moja i moje głoszenie nauki nie leży w przekonywujących słowach mądrości, lecz w okazaniu ducha i mocy<<"[4]. Na dodatek nie przypominam sobie, żeby Countess stosował wobec ŚJ zarzut, iż ich argumentacja jest "zbyt nowa". Widać, że antytrynitarze lubują się w obalaniu argumentów, których przeciw nim ktoś nie stosuje.
Lewandowski:
Zatem powyższy argument to czysta erystyka.
Wiśniewski:
I tak to właśnie drogi czytelniku dowiedziałeś się, że: człowiek, który greckim władał jako językiem ojczystym, udzielał lekcji gramatyki z tego języka już w wieku 17 lat, napisał w tym języku "więcej dzieł niż wielu przeczytało w swoim życiu", prowadził własną szkołę teologiczną, był największym chrześcijańskim uczonym swego czasu, stworzył sławną Heksaplę, jest autorem dzieł filologicznych; że ten człowiek nie znał się na użyciu rodzajnika przy greckich rzeczownikach! Bo to jest, drogi czytelniku, "czysta erystyka" powoływać się na przykład takiego nieuka, który przecież "nie uważał się za filologiczny autorytet w sprawach tego języka" :-). Pozostaje jedynie pogratulować dobrego samopoczucia.